Susza: czy nadal mamy z nią do czynienia?
#SUSZA
CZY NADAL MAMY Z NIĄ DO CZYNIENIA?
Ktoś może pomyśleć, że ostatnie chłodne i mokre miesiące wiosny radykalnie zmieniły sytuację i zatrzymały postępujące zjawisko suszy w Polsce. Nic bardziej mylnego. Choć sytuacja się poprawiła, występujące opady nie uzupełniły deficytów wody w glebie.
Czym w zasadzie jest susza? Składa się na nią wiele zjawisk, takich jak poziom opadów, temperatura czy tempo parowania wody. Ocena występowania suszy wymaga gruntownych analiz, w których pod uwagę bierze się dane pomiarowe, satelitarne, ocenia się warunki zasilania zlewni opadem i szacuje stan zasobów mający wpływ na ilość wody płynącej w rzekach. Pod lupę bierze się dane za co najmniej pół roku.
Sytuacja hydrologiczna na początku roku w Polsce była bardzo niepokojąca. Bezśnieżny początek roku wiązał się z bardzo dużymi deficytami wody. Wszystko wskazywało na to, że będziemy mieć do czynienia nie tylko z suszą rolniczą, ale także z niskim stanem wód na 165 polskich rzekach. Analizy nie pozostawały złudzeń – jeśli tendencja się utrzyma, będziemy mieć do czynienia z największą od kilkudziesięciu lat suszą.
Warstwy wodonośne oraz wody w rzekach nie zostały dostatecznie zasilone zimą i podczas wiosennych roztopów, stąd w aż 9 województwach nadal spotykane jest niedostateczne zasilenie wodą deszczową. Nieprzerwanie na 52 rzekach, w tym m.in. na Warcie stan wód był wyjątkowo niski, zauważalna jest hydrologiczna susza. Wysokie sumy opadów nie uzupełniły braku wody w glebie. Uwilgotnienie jest zbyt małe, by zaspokoić potrzeby roślin.
Pogoda nie sprzyja, ale sami też pomagamy w utrzymaniu suszy. Zła gospodarka wodna, niszczenie cieków wodnych i mokradeł. Nieprzemyślane gospodarowanie przestrzenią, betonowanie zielonych terenach, używanie nieprzepuszczalnych materiałów, wycinanie drzew… To tylko niektóre zarzuty powodujące hydrologiczny kryzys. Przed skutkami suszy nikt się nie ukryje. Woda jest surowcem niezbędnym do naszego istnienia.
Jak informuje WWF, największy udział w zużyciu wody ma przemysł – ok. 72%, sektor komunalny wykorzystuje 18% wody, a rolnictwo i leśnictwo – 10%. Nasz kraj w porównaniu z innymi państwami europejskimi ma małe zasoby wody (3 razy mniejsze niż średnia UE). W minionym roku aż 15 na 16 województw borykało się z suszą. Najgorzej było w łódzkim, mieszkańcy Skierniewic odcięci zostali od dostępu do bieżącej wody. Sytuacja może się powrócić.
Braki wody odczuwalne są przede wszystkim w rolnictwie, które będzie zmuszone do dyktowania wyższych cen za towary. Susza uderza też w przemysł, a przede wszystkim będzie ogromnym zagrożeniem dla energetyki. Przywołamy tu za WWF przykład klimatyzatorów. Z nieba leje się żar, ludzie chcąc się ochłodzić, kupują klimatyzatory. Te pobierają dużo energii obciążając systemy energetyczne i tak napędza się błędne koło, bo do wytworzenia energii wykorzystuje się ogromne ilości wody.
Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie informuje, że w walce z suszą potrzebne są wielokierunkowe działania z zakresu małej i dużej retencji. Małe zbiorniki, takie jak stawy czy oczka wodne wspomagają bilans wodny. Istotne jest również zalesianie nieużytków i odtwarzanie terenów podmokłych, a w miastach tworzenie błękitno-zielonej infrastruktury. Największym problemem w obszarach zurbanizowanych jest wszechobecny asfalt i beton.
Przy obfitych opadach, niewsiąkająca w grunt woda, wzbiera i powoduje lokalne podtopienia, po czym szybko „spływa”, co sprzyja wysychaniu gleby i oczywiście suszy.
Trzeba stawiać na zieleń. - Zielona infrastruktura jest jak gąbka, która zatrzymuje dużą ilość wody w przestrzeni – zapewnia Ministerstwo Środowiska. Propozycją dla rozwoju zielonej infrastruktury w mieście są ogrody deszczowe, dzięki którym deszczówka nie spływa do kanalizacji, za to pozostaje w mini ogrodach. Takie rozwiązanie zmniejsza
problem podtopień i przeciążeń kanalizacji. W mieście doskonałym przykładem rozwoju błękitnej infrastruktury są stawy osiedlowe. Nie tylko zatrzymują one wodę, ale stanowią też obszar rekreacyjny dla mieszkańców.
W gospodarstwach domowych warto postawić na mikroretencję i np. zamiast wymagającego obfitego podlewania trawnika, wybrać łąkę kwietną, która na długo zachowuje wilgoć. Można skorzystać też z programu Moja Woda i stworzyć własne oczko wodne. Do pierwszych dni sierpnia w WFOŚiGW w Katowicach złożono 2.056 wniosków – najwięcej spośród wszystkich województw.
W ramach programu można otrzymać do 5 tys. zł dotacji na stworzenie przydomowej instalacji zatrzymującej wody opadowe lub roztopowe. Nabór trwa od 1 lipca 2020 r. Zebrana w ten sposób woda może zastąpić przy podlewaniu ogrodu tę wodociągową, a to poskutkuje nie tylko niższymi rachunkami, a przede wszystkim ograniczy pobór wody. Deszczówka ma kwaśny odczyn, idealnie sprawdzi się w nawadnianiu, większość roślin ogrodowych toleruje glebę z takim właśnie odczynem.
Gromadzona w pojemniku z odpowiednią pompą i filtrem może zasilać system automatycznego nawadniania ogrodu. Woda deszczowa okaże się przydatna również w czasie wykonywania prac porządkowych – mycia samochodu, mebli ogrodowych lub czyszczenia nawierzchni. Co można sfinansować ze środków dotacji? Środki mogą być przeznaczone na zakup, montaż i uruchomienie instalacji pozwalających na zagospodarowanie wód opadowych i roztopowych na terenie nieruchomości objętej przedsięwzięciem.
Dzięki temu wody te nie będą odprowadzane na przykład do kanalizacji bytowo-gospodarczej, kanalizacji deszczowej, rowów odwadniających odprowadzających poza teren nieruchomości, na tereny sąsiadujące, ulice, place itp. Wydatki mogą być przeznaczone na przewody odprowadzające wody opadowe, zbiornik retencyjny podziemny lub nadziemny, oczko wodne, instalację rozsączającą oraz elementy do nawadniania bądź innego sposobu wykorzystania zatrzymanej wody.
Opublikowano: sierpień 2020