— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Prawo

O trzech takich, co prawie zabrali solary

O TRZECH TAKICH, CO PRAWIE ZABRALI SOLARY

Donieśli na gminę do Wojewody Śląskiego, Urzędu Marszałkowskiego i do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, bo pracownicy Urzędu Gminy Niegowa nie chcieli im udostępnić na tak zwaną gębę danych uczestników projektu. Grupa radnych Rady Gminy Niegowa dopatruje się nieprawidłowości przy realizacji projektu, dzięki któremu mieszkańcy będą mogli wyposażyć swoje nieruchomości w solary.

O co im naprawdę chodzi, próbowano wyjaśnić podczas ostatniego posiedzenia gminnych rajców. Bełkotali, krzyczeli, chcieli ominąć uchwalone przez siebie przepisy. Nie docierały do nich proste komunikaty: że obowiązuje w urzędzie prawo, nie każde dane można udostępnić, a jeśli chce się pozyskać informacje, to konieczny jest wniosek pisemny. Trzech radnych, którymi dyrygował Mateusz Nocuń (z PiS), zaliczyło spektakularny blamaż.

Ich przywódca widać długo się na sesję przygotowywał. Założył nawet specjalny, śliwkowy garnitur chcąc chyba zaprezentować w ten sposób, że jak śliwka w kompot, wpadł w dno den swojej niewiedzy. I on jest komendantem?

Tak gorących obrad w Radzie Gminy Niegowa dawno nie było. Zaczęło się dość spokojnie. Burzę rozpętał wniosek radnego Daniela Piedy. Chciał – kierowany przez kolegów Mateusza Nocunia i Mariana Wójcika – złożyć wniosek ustnie, omijając tym samym określone przez radę tej kadencji sposoby wnoszenia tego typu dokumentów. Brak papierowej wersji, Piedo chciał ukryć za hollywoodzkim uśmiechem, na który nie dała się nabrać Przewodnicząca Rady Gminy Niegowa Zofia Kasznia.

Kobieta zapytała trzech radnych, czy zapomnieli, że to oni sami ustalali zasady, których teraz nie przestrzegają. Trzeba w tym miejscu jeszcze podkreślić, że Daniel Piedo był studentem prawa, jest też asystentem senatora Ryszarda Majera (PiS) – nie powinien mieć problemu z interpretacją tak prostych przepisów. Tajemniczy wniosek „umarł”, ale dyskusja rozgorzała na dobre.

Wynikało z niej, że grupa radnych zwołała nieplanowe, ale zgodne z prawem posiedzenie Komisji Rewizyjnej. Podczas obrad członkowie komisji mieli wtargnąć do Urzędu Gminy Niegowa i żądać dokumentów projektu. Ich zdaniem miało dojść do nieprawidłowości, które zgłaszali im mieszkańcy. Chcieli przeprowadzić kontrolę, do której nie byli uprawnieni. Pracownicy urzędu powołali się na przepisy o ochronie danych osobowych i odprawili radnych z kwitkiem.

Troje radnych nie rozumiało, że Komisja Rewizyjna nie ma uprawnień do kontrolowania wszystkiego, czego radni zapragną. Potrzebne są stosowne upoważnienia od Rady Gminy Niegowa. Nocuń, Wójcik i Piedo nie rozumieli, że lista osób, które zgłosiły chęć udziału w projekcie, nie jest tym samym co lista osób, które otrzymały dofinansowanie. Żądali udostępnienia obu list. A takich danych udostępnić się nie da. Lista osób, które wnioskowały o dofinansowanie, nie jest jawna.

Są na niej osoby, które nie otrzymały dotacji z różnych powodów (także z powodu niepłacenia podatków itp.), a takie dane podlegają ochronie. Poza tym – co podniesiono podczas sesji – żaden radny nie pokusił się o złożenie wniosku o dostęp do informacji publicznej, którego złożenie było możliwe. Wszystko chcieli załatwić na gębę.

Próbę wyjaśnienia całej sytuacji podjął Wójt Gminy Niegowa, Mariusz Rembak, który oświadczył: - Szanowni Radni Gminy Niegowa, informuję, że 10 sierpnia 2021 r. odbyło się posiedzenie Komisji Rewizyjnej (KR) zwołane na wniosek Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej radnego Ryszarda Halabowskiego. W trakcie posiedzenia, członkowie komisji podjęli czynności kontrolne wobec inwestycji „Gmina Niegowa inwestuje w energię pochodzącą ze źródeł odnawialnych”.

Czynności te polegały na żądaniu okazania dokumentacji dotyczącej przedmiotowej inwestycji. W trakcie pracy komisji poproszone o wyjaśnienia zostały również osoby odpowiedzialne za przygotowanie dokumentacji aplikacyjnej. Wyjaśnienia miały dotyczyć rzekomych nieprawidłowości podczas procesu aplikacyjnego, a zwłaszcza wielkości instalacji, jakie mają zostać zamontowane u poszczególnych mieszkańców uczestniczących w projekcie.

Na marginesie zauważyć należy, że żaden członek komisji rewizyjnej nie wskazał, gdzie według jego wiedzy naruszone zostały jakiekolwiek przepisy, a zwłaszcza regulamin konkursu, na podstawie którego wystosowany został wniosek.

Na wstępie chciałbym przekazać, że działanie komisji niepodparte zostało wcześniejszą informacją o mającej nastąpić kontroli, co pozwoliłoby na przygotowanie dokumentacji, która ze względu na wykonanie szeregu koniecznych czynności, jest bardzo obszerna. Odrębną kwestią pozostaje samo działanie komisji, które według mojej oceny wykraczało poza posiadane kompetencje KR.

Bezsprzecznie KR rady miasta/gminy ma szczególne uprawnienia w tym zakresie kontroli, jednakże poprzedzone wcześniejszymi upoważnieniami wystosowanymi w drodze uchwały przez radę miasta/gminy.

Zlecenie kontroli jest czynnością pozostającą wyłącznie w dyspozycji dla rady miasta/gminy, co ujęte zostało w ustawie o samorządzie gminnym oraz Statucie Gminy Niegowa. Nie ulega natomiast wątpliwości, że podjęcie czynności kontrolnych przez KR poza uchwalonym przez radę planem pracy lub bez zlecenia rady, stanowi naruszenie prawa. KR nie jest bowiem samodzielnym organem kontroli w gminie.

Ani ta, ani inne komisje nie mogą też podejmować czynności kontrolnych na podstawie zlecenia złożonego na przykład przez klub radnych, organizacje społeczne czy osoby prywatne lub nawet grupę radnych.

Urząd Gminy Niegowa oraz jednostki podległe dysponują pełną dokumentacją dotyczącą zarówno prowadzonych inwestycji, jak i dotyczącą funkcjonowania poszczególnych referatów czy jednostek organizacyjnych. Dokumentację tę, jesteśmy w stanie udostępnić w dowolnym momencie, na każdy wniosek KR, jeżeli podjęte zostaną czynności kontrolne zgodne z obowiązującymi przepisami i prawem.

Z oświadczeniem nie zgodzili się trzej radni, którzy podtrzymywali, że takie proste dane, jak lista osób, które wnioskowały do projektu i lista osób, które zostały beneficjentami, im się zwyczajnie jako radnym należy. I że przecież oni zareagowali, bo mieszkańcy zgłaszali im, że na listach są osoby, których tam wcześniej nie było.

- Panie Radny – zwrócił się wójt do Daniela Piedy – mając takie informacje, że doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości, powinien pan złożyć wniosek o możliwości popełnienia przestępstwa. Słowa, które tu dziś padły do tego obligują. Ze swojej strony pragnę dodać, że mieszkańcy nie zgłaszali nam żadnych problemów przy realizacji tego projektu – dodał Mariusz Rembak.

Piedo się tylko szeroko uśmiechnął i dalej powtarzali swoje. Tłumaczyć radnym próbowała Przewodnicząca Kasznia, że w zasadzie nie mają racji, a i posiedzenie KR było nielegalne. W odwecie niemal chórem zaczęli krzyczeć: nieprawda. – Z posiedzenia komisji miał powstać protokół w ciągu 7 dni, dokumentu nie ma, a termin już dawno minął – odpowiedziała Z. Kasznia.

Dodała też, że dyskutować w ogóle powinna z przewodniczącym KR Ryszardem Halabowskim, ale ten był tylko przez kilka pierwszych minut sesji. Zdążyliśmy zrobić mu zdjęcie, zanim uciekł. Szybkim opuszczeniem sali, udało mu się uratować honor i uniknąć ciężkiej batalii. Przewodnicząca Kasznia nie mogła się nadziwić, jak radni mogli pisać donosy do instytucji na swoją gminę i zbierać jakieś podpisy.

Ostatecznie kobieta, mając dość bezprzedmiotowej dyskusji, odebrała Mateuszowi Nocuniowi głos, obrażony Daniel Piedo wyszedł z sali.

Aby dowiedzieć się, co to za tajemniczy wniosek próbowali złożyć radni, do jakich instytucji pisali donosy i o co im w końcu chodziło, zapytaliśmy najstarszego z trójcy - radnego Mariana Wójcika. – Jestem zwolennikiem tej gazety, zawsze ją czytam i opowiem o całej sytuacji. Mieszkańcy poskładali wnioski w I turze, nie byli wylosowani, teraz się domagają informacji, a nie mogą jej dostać, bo wszyscy w urzędzie są odprawiani na wejściu. Zwracają się do nas ludzie.

Chodzi nam o to, że ci mieszkańcy, którzy nie zostali wylosowani w I turze (bo było losowanie) i nie zrezygnowali, czy oni są nadal na liście. I tego nie możemy się dowiedzieć. Zwróciliśmy się do pana Halabowskiego, żeby zwołał Komisję Rewizyjną. Pan Halabowski pojechał do urzędu, uzgodnił z tą panią, co prowadzi radę, że będzie komisja przeprowadzona, mamy zawiadomienie, wszystko legalnie.

Po jakichś konsultacjach w gminie – może wójta z tymi pracownikami – ustalili, uknuli wersję, na komisję przyszła pani, która obsługuje te wnioski. Myśleliśmy, że przyjdzie i pokaże jakieś dokumenty. Chcieliśmy nazwisko albo numer posesji, żeby sprawdzić, czy te osoby są dalej na liście. Pani Bugaj przyszła i powiedziała: nie dostaniecie nic – powiedział radny Wójcik.

- A do jakich instytucji pisali panowie te pisma?

- Wójt dostał na nie odpowiedź, ale nam jej nie przekazał. Nic nie dostaliśmy. My tę odpowiedź z WFOŚ-iu mieliśmy wydrukowaną już przed sesją. A oni ucinają, tną Jarząbka, robią z radnych pustomózgowców. Jeżeli ktoś mówi jedno i to samo, to ma skrzywienie zawodowe i nic więcej. Niech radnych wójt nie traktuje jako swoich poddanych, że będzie nam z rozkazu narzucał. Jego metody są jakby z rozkazu, macie pod dyktando chodzić. To nie jest poprzednia praca wójta.

To zaszczytny urząd gminy, w którym pełni stanowisko, powinien służyć ludziom, a nie żeby ludzie byli mu poddani – dodał radny.

- Ale do jakich instytucji panowie napisali? Na sesji dowiedzieliśmy się tylko o WFOŚ-iu.

- Napisaliśmy o interwencje w tej sprawie, bo nie możemy się niczego dowiedzieć w Urzędzie Gminy. Pisaliśmy wyżej, na pewno interwencja była, ale wójt nic nie mówi. Pisaliśmy jeszcze do urzędu marszałkowskiego i do wojewody. Jeżeli nie dostaniemy odpowiedzi, będą takie hocki-klocki, będziemy interweniować dalej, do skutku. Ktoś się tym w końcu zainteresuje. Wskażą nam czy jest to RODO, czy nie jest.

Nie wiem, o co na tej sesji chodziło, był taki bełkot, takie masło maślane – wyjaśnił M. Wójcik.

- A co za podpisy zbierali panowie?

- Nie chodziliśmy po ludziach. Pod pisemkami podpisało się 8 radnych (3 z KR i 5 innych radnych). Każdy jeden radny przeczytał sobie to pisemko i wiedział, co podpisuje i podpisał. Nie ma tam kłamstwa czy obrażania kogoś. Prawda jest jasna i prosta. A urząd w Niegowie jest skomplikowaną instytucją dla przeciętnego mieszkańca, czy teraz już dla radnych, żeby nic nie wiedzieć, tylko w koło jedno i to samo. Można porozmawiać bardzo prosto i sprawa by była załatwiona.

Jeśli by nam pokazali tylko nazwiska, a każdy radny zna swoich mieszkańców. To są pieniądze unijne, to jest jawne – kontynuował radny Wójcik.

- Co za wniosek chcieli panowie złożyć?

- Radny Piedo chciał odczytać ten wniosek, by rada dała zezwolenie na kontrolę. On to miał już napisane, chciał odczytać, bo nie było drukarki. Wstrzymał się z tym. Można zwołać komisję i na jakich warunkach – to Piedo chciał odczytać. Ale już pani przewodnicząca, zamiast prowadzić, udziela lekcji informacyjnej. Ona jest od prowadzenia, a nie od udzielania lekcji. Każdy radny ma swój rozum i wie, o co prosi. Nie chodzi nam o to, by ją zwolnić ze stanowiska.

Ta pani jest rodzynkiem naszym, niech pełni to stanowisko. Tylko niech normalnie się zachowuje, jak każdy się powinien zachowywać. A nie być rzecznikiem prasowym, nauczycielem dla wszystkich, komentować… Ma prowadzić, a nie komentować. Każdy radny chce zadać pytanie, ma odpowiedź i chce jeszcze powiedzieć dwa słowa czy odpowiedź była trafna, czy nie. Nie chcieliśmy zrobić żadnego wywrotu – zakończył radny.

Negatywne nastawienie do wójta, który posiada dużą wiedzę z zakresu możliwości udostępniania danych, było radnym niepotrzebne. Wystarczyło posłuchać i rozmawiać. To zwykle klucz do sukcesu. Ktoś jednak bezsensownie zmanipulował rajców, namówił ich do bojkotu, na którym ucierpieć mogą wyłącznie mieszkańcy gminy, którzy mogą zostać dofinansowania pozbawieni.

Robienie na złość wójtowi czy pracownikom urzędu kosztem mieszkańców, niczego dobrego nie przyniesie, a radnych stawia w złym świetle. Prawa trzeba przestrzegać, zwłaszcza tego, które się samemu uchwala i zwłaszcza wtedy, gdy idzie w parze ze sprawiedliwością – nie tylko w nazwie.

Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim był to, że gdy wracaliśmy z sesji, spotkaliśmy Mateusza Nocunia siedzącego na miejscu pasażera w zaparkowanym pod cmentarzem w Niegowie Fiacie. Gdy przystanęliśmy, samochód zaczął uciekać... Co na sumieniu ma Kapitan Szogun?

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie