— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Edukacja

Dwie różne szkoły - dwa różne spojrzenia

DWIE RÓŻNE SZKOŁY - DWA RÓŻNE SPOJRZENIA

Pierwszy września był dla obu naszych rozmówczyń początkiem nowych wyzwań. Izabela Skabek rozpoczęła pracę na stanowisku dyrektora Liceum Ogólnokształcącego im. mjr. H. Sucharskiego w Myszkowie, a Mariola Majewska została dyrektorem w Zespole Szkół nr 1 im. E. Kwiatkowskiego. Po kilku tygodniach pytamy jak odnajdują się na stanowisku? Czy łatwo jest łączyć funkcję dyrektora i nauczyciela? Czy konkurs był stresujący?

Izabela Skabek - urodziła się w Myszkowie w 1976 roku. Nauczycielka, autorka wierszy i opowiadań dla dzieci, absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, w 2005r. obroniła na tymże uniwersytecie pracę doktorską pod tytułem "Funkcje komizmu w poezji współczesnej". Od 2003 roku nauczycielka w myszkowskim liceum. Prywatnie żona i matka dwóch nastolatek.

- Objęła Pani stanowisko po dyrektorze, który tę funkcję sprawował kilkanaście lat. Jak Pani zmierzyła się z „legendą” poprzednika?

- W ZS nr 1 im Eugeniusza Kwiatkowskiego pracuję od 1987 roku. Każdy z Dyrektorów, a było ich w tym czasie czworo, zapisał się na kartach historii szkoły, która jest największą ponadpodstawową placówką oświatową na terenie Powiatu Myszkowskiego. Pełnienie funkcji Dyrektora to ogromna odpowiedzialność na wielu płaszczyznach. Jestem osobą, która lubi wyzwania, ale nie jestem spontaniczna i potrzebowałam czasu, by podjąć decyzję o kandydowaniu na to stanowisko.

Dlatego starałam się bardzo dobrze przygotować do pełnienia tej funkcji.

- „Kwiatkowski” nie jest szkołą „pierwszego wyboru”. Młodzież ucieka z powiatu myszkowskiego. Jaki ma Pani plan na odwrócenie tej tendencji?

- Nie podzielam Pani zdania, że Kwiatkowski nie jest szkołą pierwszego wyboru. Obecnie kształcimy 702 uczniów w 21 oddziałach Technikum, 5 oddziałach w Branżowej Szkole I stopnia i jednym oddziale Liceum Ogólnokształcącego dla dorosłych. Plan na zatrzymanie młodzieży z naszego powiatu, ale też na pozyskanie z innych, jest taki, aby stale podnosić jakość i atrakcyjność edukacji.

Kwiatkowski ma bardzo dobrą lokalizację, bogatą ofertę edukacyjną dostosowaną do potrzeb lokalnego rynku pracy, nową pełnowymiarową halę sportową i nowoczesną strzelnicę pneumatyczną, bogato wyposażoną w profesjonalny sprzęt, której otwarcie planujemy w styczniu 2022 roku. Moim priorytetem jest uzyskać zgodę na prowadzenie Oddziałów Przygotowania Wojskowego, w których realizowalibyśmy szkolenie z zakresu przygotowania wojskowego, w formie obowiązkowych zajęć edukacyjnych.

Możliwość tworzenia w szkołach oddziałów przygotowania wojskowego stanowi wyjście naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom społecznym oraz zwiększenie upowszechniania edukacji w zakresie obronności, a także wzmocnienie edukacji obronnej w społeczeństwie. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że Kwiatkowski jest szkołą pierwszego wyboru.

- Jest Pani pedagogiem z wieloletnim doświadczeniem. Co najbardziej Pani lubi w tej pracy, a czego nie?

W swojej pracy najbardziej lubię pracę z młodzieżą. Dzięki niej nie czuję upływającego czasu. Cieszę się z ich sukcesów, wspieram inicjatywy, mobilizuję. Mamy piękną, mądrą i kreatywną młodzież, trzeba tylko pokazać kierunek i zmotywować do działania. Nie ma wielu rzeczy, których nie lubię, ale największy żal i złość mam wtedy, kiedy słyszę krzywdzące komentarze na temat pracy nauczyciela. To bardzo trudny, wymagający i niedoceniany zawód.

- Czy ma Pani pomysł na nowe specjalności i inne niż dotychczas obszary kształcenia technicznego czy zawodowego?

- Mamy bardzo dużą i ciekawą ofertę edukacyjną, dostosowaną do potrzeb lokalnego, jak również ogólnokrajowego rynku pracy. Zastanawiamy się nad możliwością otwarcia Szkoły Policealnej, jestem w trakcie zbierania informacji dotyczących tego projektu, który wymaga rzetelnego przygotowania.

Myślę o kierunku bardzo kosztownym i trudnym w realizacji, dlatego po wstępnych rozmowach i rozeznaniu runku pracy bardzo chciałabym w najbliższych latach otworzyć kierunek technik elektroradiolog. Jest to osoba należąca do średniego personelu medycznego. Głównym zadaniem technika elektroradiologa jest wykonywanie badań radiologicznych i zdjęć rentgenowskich, przy użyciu promieniowania jonizującego, ultradźwięków i izotopów promieniotwórczych.

- Wraz z powierzeniem stanowiska, rzucono Panią na głęboką wodę i to dosłownie. Musiała Pani już na starcie zmierzyć się z wieloma problemami. Zaczęło się od dachu... Jak sobie Pani z tym wszystkim poradziła?

- Podejmując decyzję o przystąpieniu do konkursu na stanowisko Dyrektora, miałam świadomość, że trzeba radzić sobie na wielu płaszczyznach. Wyzwanie od początku było ogromne. Zerwane poszycie części dachu i niesprzyjająca aura spowodowało zalanie kilku pomieszczeń. Obecnie mamy cały dach, osuszyliśmy pomieszczenia i są sukcesywnie przygotowywane do remontu.

Udrożniliśmy odwodnienie wokół szkoły, dzięki czemu woda deszczowa nie zalewa najniższych pomieszczeń, w których zlokalizowane są szatnie szkolne. Pandemia ogranicza nam realizację niektórych projektów, ale staramy się, by jak najmniej zakłócona została praca szkoły.

- Gdyby miała Pani porównać młodzież 15 lat temu a dziś to jak każda z grup wypadła? Jak wyglądało kształcenie młodych ludzi wtedy, a jak wygląda obecnie?

- 15 lat to wcale nie jest dużo, ale porównując uczniów kiedyś i dzisiaj, mogę powiedzieć, że nie widzę spektakularnych różnic. Uczniowie zawsze mieli swoje prawa, ale i obowiązki, które były i są respektowane. Dzisiejsza młodzież ma większą swobodę w relacjach „uczeń – nauczyciel”. Nie chciałabym uogólniać, ponieważ nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że kiedyś było tak, a dzisiaj jest inaczej. Różnice były, są i będą.

Wszystko zależy od okoliczności, w jakich obecnie się znajdujemy.

- Kiedyś były mundurki, dyscyplina i drewniana linijka. Nastąpiła zmiana obyczajów. Co dziś - z Pani obserwacji - „buduje” system wartości wśród uczniów?

- Budowanie systemu wartości wśród młodego pokolenia obecnie nie jest proste. Mam wrażenie, że współcześnie młodzi ludzie mają bohaterów kreowanych przez portale społecznościowe. Dlatego bardzo ważne jest, aby umiejętnie budować system wartości. By pielęgnować tradycję, kulturę osobistą, lokalną, regionalną, narodową zarówno w sferze duchowej, jak i materialnej.

Ja ciągle mam w głowie słowa wieszcza „…, ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć sami możecie doskonalsze wznieść”. Młodzież zawsze była i jest wrażliwa oraz podatna na bodźce, których obecnie ma mnóstwo i nie koniecznie tych pożądanych. Takie cechy jak dobroć, wrażliwość, odpowiedzialność poszanowanie godności drugiego człowieka i patriotyzm, zawsze powinny być aktualne.

- Jak wygląda w-f XXI wieku?

- Nie chciałabym, aby w-f XXI wieku stał się tylko e-sportem. Tak naprawdę to zajęcia z wychowania fizycznego powinny być najważniejszym przedmiotem w szkole, ponieważ uczą odpowiedzialności za drugiego człowieka, współpracy, tolerancji, kultury, szacunku, rywalizacji i współzawodnictwa. Rywalizacja w duchu fair play daje okazję do pokonywania własnych słabości i barier.

Prawidłowy rozwój człowieka zarówno fizyczny, jak i psychiczny jest związany z jego aktywnością i świadomością. W-f to także środek do przeciwdziałania chorobom cywilizacyjnym, które w XXI wieku stają się zmorą społeczeństwa.

- Rozpoczęła Pani pracę na stanowisku dyrektora w bardzo trudnym czasie. Jak radzi sobie Pani z covidowymi realiami?

- To bardzo trudny czas dla całego społeczeństwa, również szkolnego. Stosujemy się do zaleceń MEN. Szkoła wyposażona jest w automaty mierzące temperaturę i dezynfekujące dłonie. Zaopatrywani jesteśmy w maseczki jednorazowe dla uczniów, którzy zapomną zabrać je z domu. Prowadzone są zajęcia uświadamiające zagrożenie dla uczniów i rodziców. W szkole są plakaty przypominające o maseczkach i dezynfekcji, informujemy o możliwości szczepień.

Musieliśmy zrezygnować z wielu projektów społecznych, by ograniczyć kontakt z osobami spoza szkoły. Uczniowie, rodzice i nauczyciele mają możliwość skorzystać z pomocy psychologicznej na terenie szkoły. Staramy się funkcjonować jak w czasach przed pandemią, jednocześnie przestrzegać wszystkich zaleceń.

- Konkursy oświatowe nie należą do najłatwiejszych. Kandydat musi przekonać kilkunastoosobową komisję, nie tylko przedstawia swoją wizję szkoły, ale odpowiada także na pytania osób reprezentujących organ prowadzący, kuratorium czy związki zawodowe. Jak wspomina Pani i ocenia to wydarzenie?

- Konkurs to ogromny stres. Przygotowany był bardzo profesjonalnie pod każdym względem. Nigdy nie zdawałam egzaminu przed tak licznym gremium. Jak mówiłam wcześniej, lubię wyzwania i to było jednym z największych jak do tej pory. Pamiętam, że bardzo mocno starałam się opanować nerwy podczas prezentacji wizji szkoły i odpowiedzi na pytania komisji i to się udało.

Gorzej było po ogłoszeniu wyniku konkursu, ale i tu dałam sobie wkrótce radę z emocjami i myślę, że radzę sobie dobrze na tym stanowisku.

- Jak wygląda sytuacja szkoły? Czy na wszystko wystarcza pieniędzy? Czy trudno pozyskać dodatkowe środki dla placówki?

- Na pewno sytuacja nie jest zła. Jak każda placówka oświatowa mamy potrzeby znacznie większe niż możliwości. Pozyskać dodatkowe środki nie jest łatwo, ale wykorzystamy wszystkie możliwości, aby to się udawało. Mam na myśli udział w różnych projektach edukacyjnych, zarówno krajowych, jak i unijnych.

- Jest Pani świeżo upieczonym dyrektorem. Mogę założyć, że doskonale zna Pani bolączki nauczycieli. Jedną z nich jest niedostateczne wynagrodzenie za pracę. Były już strajki, obietnice podwyżek... Czy dyrektor ma jakikolwiek wpływ na choćby niewielką poprawę sytuacji wynagrodzeń w oświacie?

- Dyrektor powinien dbać o swoją kadrę. Nie ma możliwości poprawy sytuacji w całej oświacie, ale w swojej placówce, może wskazywać plany i projekty rozwoju szkoły, motywować do podnoszenia kwalifikacji i uprawnień.

- Dziękuję za rozmowę.

- Nauczycielem powinno zostawać się z powołania. Co Panią skłoniło do wyboru tego właśnie zawodu?

Iza Skabek: - Od dziecka chciałam być nauczycielką. Zawsze wiedziałam, że to najwłaściwsza dla mnie droga. A kiedy w liceum przeczytałam wszystkie lektury i zdarzało mi się pouczać kolegów i koleżanki, mój polonista, profesor Ireneusz Bednarczyk powiedział: „Ty chyba faktycznie powinnaś zostać nauczycielką, ty tylko książki czytasz i ludzi po kątach rozstawiasz!” I miał trochę racji.

Tak zostało do dziś, tylko teraz już wiem, że „rozstawianie po kątach” to najgorsza z możliwych metod edukacyjnych i wychowawczych.

- Praca nauczyciela nie należy do łatwych. Czy był w Pani karierze zawodowej taki dzień, w którym miała Pani dość i chciała Pani robić coś zupełnie innego?

- Praca nauczyciela jest nie tylko pracą, dlatego właśnie jest tak niezwykle wymagająca. Prawdziwy nauczyciel staje się wieloma postaciami. Jest aktorem, powiernikiem, logistykiem, czasem przyjacielem, a innym razem poskramiaczem dzikich zwierząt. Nie mówiąc o tym, że musi poradzić sobie ze wdrapaniem się na Trzy Korony lub Śnieżkę od czasu do czasu. Również codzienne lekcje w szkole wymagają maksymalnego skupienia, wydatkuje się mnóstwo energii.

Miałam w swojej pracy zawodowej kilka takich klas, po zajęciach z którymi wychodziłam zmęczona jak po crossficie. Zdarzały się również takie momenty, kiedy czułam, że jestem pod ścianą, że tracę satysfakcję i poczucie sensu pracy, wszyscy tak czasem mamy. Wtedy wybierałam się na studia podyplomowe, wtedy właśnie zaczęłam pisać i wydawać książki dla dzieci, odwiedzać przedszkola i szkoły w trakcie spotkań autorskich.

Nie można dać się przytłoczyć rzeczywistości i tkwić w sytuacji, która nas frustruje i męczy.

- Co Pani ceni najbardziej w pracy nauczyciela?

- W pracy nauczyciela najbardziej cenię bezpośredni kontakt z młodzieżą, budzenie się relacji, tworzenie więzi, która umożliwia skuteczną edukację i wzmacnia zarówno nauczyciela, jak i ucznia. Uwielbiam ten moment, kiedy znudzeni uczniowie, często rozczarowani systemem edukacji i zestresowani, zaczynają słuchać, patrzeć, uczestniczyć w procesie uczenia się sami, z własnej woli.

Zapala się w nich wtedy taka mała iskierka, mnie pozostaje nie pozwolić jej zgasnąć i podsycać ogień. To dla mnie największa satysfakcja w tej pracy.

- Jest Pani surowym nauczycielem?

- Nie wydaje mi się, żebym była surowa. Owszem, wymagająca pewnie tak, ale wiem, że stres u ucznia nie sprzyja uczeniu się, więc posługiwanie się takimi metodami uważam za nieskuteczne i szkodliwe.

- Czy wie Pani, by brać uczniowska przyznała Pani jakiś „pseudonim operacyjny”?

- Zaskoczyło mnie to pytanie ;) nie zwracałam na to nigdy uwagi, ale teraz postaram się popytać.

- Dlaczego „Suchar”?

- Liceum im. mjr. H. Sucharskiego to szkoła, którą kończyłam jako maturzystka w 1995 roku, a już w 2003 zaczęłam w niej uczyć, jeszcze jako doktorantka. Właściwie większość swojego życia w niej spędziłam, teraz to sobie uświadomiłam. Kiedyś uczniowie zapytali mnie, dlaczego nie zostałam na Uniwersytecie Wrocławskim, prowadząc zajęcia ze studentami. Duże miasto, świat większy niż w małym miasteczku, teatry, kina, spotkania z ciekawymi, wybitnymi ludźmi.

Wtedy pomyślałam i powiedziałam, że młodzież z małego miasta, a sama byłam taką „młodzieżą”, szczególnie potrzebuje otwartych, znających inne „światy” nauczycieli na swojej drodze, uświadomienia, że nawet kiedy pochodzi się z małego miasteczka, można zaznaczyć swoje miejsce w świecie.

- Jaki ma Pani pomysł na przywrócenie renomy „Sucharowi”?

- Według mnie „Suchar” nie stracił swojej renomy. To zależy, co rozumie się przez renomę szkoły. Ja uznaję, że „renoma” to nie tylko znacząca liczba olimpijczyków, wyłącznie mierzalne wyniki nauczania, wyścig. Wyniki maturalne absolwentów naszego liceum są bardzo dobre, niemal 100% abiturientów zdaje maturę. Szkoła to dla nas głównie miejsce rozwoju.

Nie wszyscy muszą zostać finalistami olimpiad (choć jest to wielki sukces ucznia i wspierającego go nauczyciela), ale wszyscy powinni znaleźć swoją drogę. Uważam, że szkoła powinna pomagać we wszechstronnym rozwoju, powinna towarzyszyć w wędrówce do znalezienia swojego miejsca, swojego celu, jakikolwiek by on nie był. Taką widzę moją szkołę.

- Dziś jest Pani dyrektorem i czynnym nauczycielem, jak Pani łączy obie funkcje?

- Połączenie obu funkcji nie jest trudne, ponieważ prowadzę czynnie przy tablicy niewiele lekcji. Za to samo objęcie funkcji było bardzo trudne. Moje obecne zajęcie to coś zupełnie innego, niż moja dotychczasowa działalność. Staram się jednak, a że jestem raczej osobą dynamiczną, aktywną i szybko się uczę, mam nadzieję, że wkrótce już nikt nie odróżni mnie od dyrektorów sprawujących swoją funkcję od lat.

- Rozpoczęła Pani pracę na stanowisku dyrektora w bardzo trudnym czasie. Jak radzi sobie Pani z covidowymi realiami?

- Rzeczywiście czas pandemii jest bardzo trudny. Dla nas wszystkich, a więc również dla szkoły. Szczególnie ważne jest dla mnie zapewnienie bezpieczeństwa nauki i pracy naszych uczniów oraz nauczycieli. Wszyscy zmagamy się ze skutkami tej sytuacji, najważniejsze jednak, to wspierać się wzajemnie, być wyczulonym na sygnały czyjegoś pogarszającego się dobrostanu. Staramy się również przypominać, że szkoła to wyjątkowe miejsce pod względem epidemicznym.

Trudno znaleźć inne, w którym ludzie w dużych grupach właściwie bez dystansu funkcjonowaliby wiele godzin w zamkniętych pomieszczeniach. I to jeszcze ludzie, którzy lubią ze sobą wchodzić w bliski kontakt. Pamiętam sytuację, kiedy młodzież miała wrócić do szkoły po okresie nauki zdalnej. Media nawoływały do zachowania dystansu społecznego. Jak zachowywali się uczniowie? Pierwsze co zrobili, to rzucili się na siebie, żeby się porządnie wyściskać. Czy to jest dziwne?

Absolutnie nie, to młodzież, potrzebuje bliskich relacji. Mimo to, staramy się zapewnić jak największe bezpieczeństwo, nawet tym, którzy sami o siebie i innych nie dbają.

- Konkursy oświatowe nie należą do najłatwiejszych. Kandydat musi przekonać kilkunastoosobową komisję, nie tylko przedstawia swoją wizję szkoły, ale odpowiada także na pytania osób reprezentujących organ prowadzący, kuratorium czy związki zawodowe. Jak wspomina Pani i ocenia to wydarzenie?

- Konkurs na stanowisko dyrektora szkoły był dla mnie momentem stresującym, ale na szczęście jestem osobą, na którą stres działa mobilizująco. Na studiach najbardziej lubiłam sesje. A jeśli jeszcze egzamin był ustny, to już nie musiałam się niczego bać. W wypowiedziach ustnych zwykle potrafię zwrócić uwagę raczej na swoje mocne strony. W trakcie rozmowy udało mi się przekonać komisję do swojej wizji szkoły.

- Jak wygląda sytuacja szkoły? Czy na wszystko wystarcza pieniędzy? Czy trudno pozyskać dodatkowe środki dla placówki?

- Jeśli chodzi o finanse, na razie się ich uczę. Szukam najlepszych, najskuteczniejszych rozwiązań różnych problemów, staram się zabezpieczyć braki, kiedy się pojawiają. Tutaj nieocenioną pomocą są dla mnie pracownicy organu prowadzącego. Cierpliwie pomagają mi poruszać się w gąszczu przepisów, paragrafów, zawiłości finansów publicznych.

Oprócz tego szkoła w poprzednich latach i teraz przystępuje do różnego rodzaju programów, które wspomagają finansowanie przedsięwzięć ze źródeł pozabudżetowych.

- Jest Pani świeżo upieczonym dyrektorem. Mogę założyć, że doskonale zna Pani bolączki nauczycieli. Jedną z nich jest niedostateczne wynagrodzenie za pracę. Były już strajki, obietnice podwyżek... Czy dyrektor ma jakikolwiek wpływ na choćby niewielką poprawę sytuacji wynagrodzeń w oświacie?

- Niestety, dyrektor nie ma realnego wpływu na wynagrodzenie swoich pracowników. Może na nie wpływać jedynie poprzez przyznawanie w określonej wysokości dodatku motywacyjnego, jest to jednak tak niewielki odsetek, że trudno tu mówić o wpływie na uzyskiwane dochody.

- Dziękuję za rozmowę.

Mariola Majewska - ukończyła LO im. T. Kościuszki w Żarkach, Uniwersytet Opolski kierunek - pedagogika pracy, Uniwersytet Łódzki - wychowanie fizyczne i zdrowotne, Wyższą Szkołę Zarządzania i Przedsiębiorczości w Wałbrzychu - zarządzanie w oświacie. Od 1987 roku pracuje w ZS Nr 1 im. E. Kwiatkowskiego w Myszkowie jako nauczyciel wychowania fizycznego. Mężatka. Jedna córka.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie