BIOGAZOWNIA problemem nie do rozwiązania?
Problem biogazowni mającej powstać w Rzeniszowie (gm. Koziegłowy) wydaje się nie do rozwiązania. Spotkanie inwestorów, wykonawcy, mieszkańców i władz samorządowych nie przyniosło żadnych efektów. Strony nie chcą słuchać swoich argumentów. Dyskusja momentami przybierała ton znany z polskiej komedii „prawo, prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Sprytnie konflikt wykorzystała Platforma Obywatelska i lokalne medium.
Rzeniszowianie sprzeciwiają się powstaniu w ich miejscowości kolejnego związanego z odpadami obiektu. W miejscowości istnieje już oczyszczalnia ścieków i zakład uboju. Właściciele Zakładów Mięsnych „Józan” chcieli zamknąć obieg odpadów, które teraz muszą wywozić i postanowili zainwestować w biogazownię, która miałaby pozostałości z uboju zamieniać w energię.
Rzeniszowianie nie wierzą, że biogazownia powstanie wyłącznie na użytek zakładu, choć inwestorzy zapewniają, mieszkańcy nie chcą słuchać, że do obiektu nie będą zjeżdżać odpady z okolicy. Boją się też, że instalacja będzie przeciekać – skazi wody gruntowe i sam grunt.
Wszelkie wątpliwości przerażonych chciał rozwiać właściciel firmy budującej oraz inwestującej w OZE, członek Rady OZE Przemysław Krawczyk. Z niezwykłą cierpliwością dzielił się swoją wiedzą na temat działania biogazowni. Zapewnił, że rozszczelnienie instalacji jest niemal niemożliwe i byłoby dla inwestora nieopłacalne. Biogazownia jego zdaniem jest obiektem bezpiecznym dla środowiska i pożądanym dla jego ochrony.
Tłumaczył, że biogazownia zmniejszy uciążliwości odorowe, bo odpady będą transportowane z zakładu zamkniętymi, podgrzewanymi taśmociągami i stworzenie instalacji z dala od zakładu byłoby nieopłacalne. Teraz pozostałości po uboju wyjeżdżają kontenerami codziennie. Ten uciążliwy – jak słyszeliśmy na zebraniu – transport byłby zlikwidowany.
Wszystkie te argumenty nie przekonały mieszkańców, a ich obawy podsycali lokalni politycy. Dorotę Kaim-Hagar, która jak to określiła radna gminna, dotąd nie pomagała w rozwiązywaniu miejscowych problemów – wsparli radni Platformy Obywatelskiej. Najaktywniej pytania zadawał Dariusz Lasecki, który już nie wiadomo czy będzie startował na burmistrza Myszkowa czy na sołtysa wsi Rzeniszów.
A poważnie, można przypuszczać, że przyjechał wesprzeć Kaim-Hagar, bo ta po rozsypaniu się „Przyszłości”, z której startowała, wystartuje pewnie z listy PO, KO czy jak tam zwał. Na wezwanie Laseckiego przybył też radny Sebastian Ruciński.
Lasecki nie mógł pojąć, że krowy przed ubojem sikają i szukając odpowiedzi na pytanie skąd w statystykach tyle gnojowicy, przeliczał jej hektolitry. Może specjaliści agriKompu mogli podać mu stan roczny w krowich plackach - łatwiej byłoby mu zrozumieć.
Mieszkańcy Rzeniszowa wzięli udział w ostatniej sesji Rady Powiatu w Myszkowie. Radni wychodząc ich potrzebom naprzeciw, podjęli – do niczego nieprzydatny poza samym przyjęciem – apel. Działanie nie ma żadnej mocy prawnej, ale publiczność była zadowolona. Jeszcze bardziej cieszyła się z wypowiedzi Doroty Kaim-Hagar, która poprosiła, by radni wpłacali pieniądze na zbiórkę. Środki – jak powiedziała – mają zostać przeznaczone na pomoc prawną.
Na jednym ze spotkań mieszkańcy ustalili, że ich sprawy poprowadzi adwokat, który swą filię ma w redakcji Gazety Myszkowskiej. Potrzebne jest co najmniej 5000 zł.
Odwołanie strony – sąsiada inwestora – rozpatruje Wojewoda Śląski. O sprawie będziemy informować. (kk)
Opublikowano: luty 2023