Kto chciał wychłostać Jarosława Mazanka?
Zwykle to on o kimś pisze, ale tym razem od tej zasady należy odstąpić, bo przekroczone zostały wszelkie granice absurdu. Mieniący się dziennikarzem Jarosław Mazanek, publikujący w Gazecie Myszkowskiej, po przeczytaniu komentarza na moim prywatnym Facebooku „nie wiem czy szubienica, ale publiczna chłosta się panu Jarkowi na pewno należy” uznał, że naprawdę będę go chłostać i swymi obawami postanowił pochwalić się w prokuraturze.
Przykro mi panie Jarku, nie interesują mnie takie igraszki. Pana dziwnych pragnień nie uznał też ani prokurator Prokuratury Okręgowej w Opolu, ani sąd. Nie działam też w zorganizowanej grupie przestępczej, nie jestem również promotorem pornografii. Teraz pisze pan do mnie listy o czci, dobrym imieniu i godności, a i o utracie zaufania. Proszę nie żartować. Czytaj dalej na str. 4
W jakim celu w ogóle o tym piszę i dlaczego ten temat znalazł się na najważniejszej stronie w gazecie? Żeby Państwa przestrzec. Artykuł dotyczy osoby, która chce na Państwa wpływać, wykorzystując do tego kreowaną przez siebie we własnej gazecie informacyjnej rzeczywistość. Pokażę, że zdarzyły się przypadki, że ta rzeczywistość była dość nierzeczywista, a oceny dokonali przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.
Po kolei…
Kiedyś brałam w tym przedsięwzięciu udział, pisząc dla Gazety Myszkowskiej. W 2016 roku zrezygnowałam z pracy, a po kilku miesiącach rozpoczęłam własną działalność wydawniczą, która nigdy nie była konkurencją dla czasopisma pana Mazanka. Nie konkuruję z moim byłym pracodawcą, bo informowanie społeczeństwa to nie konkurs.
Wymyśliłam sobie własny sposób na realizowanie tego zadania i z niezmiennym skutkiem trwam w tym od wielu lat, choć pan Mazanek robi co może, by mi w działalności przeszkodzić – obrażając mnie, co jakiś czas opisując i regularnie wizytując na moim prywatnym profilu na Facebooku, robiąc zrzuty moich wypowiedzi i zdjęć.
Śledząc też moją karierę zawodową i ujawniając z niej wątki tylko te, które mu pasują do tezy (tu podam przykład, że gdy pisze o mojej pracy w charakterze pracownika samorządowego, to zawsze twierdzi, że ja współpracuję tylko z PiS - moim szefem 2 lata był starosta z PiS, a przez ponad 5 lat moimi przełożonymi byli działacze SLD i Lewicy). Dziwne ma potrzeby. Jako że moje wpisy są publiczne, nie wnikałabym, gdyby nie wielokrotne wezwania na przesłuchania.
Bo pan Mazanek w poczuciu swej misji stale składa zawiadomienia do organów ścigania. W ostatnim czasie wzywano mnie wielokrotnie do złożenia zeznań.
Chłostać pana Jarka?
To brzmi niesmacznie. A zaczęło się od słynnego przelewu dla niepełnosprawnego dziecka. Na konto fundacji Andrzejka wpłynął przelew o bezczelnej i chamskiej treści „żeby mama nie krzywdziła więcej dzieci jako sędzia" - o wartości 10 zł. Trudno się dziwić matce, że walczyła o sprawiedliwość w sądzie, a ja postanowienie sądu w tej sprawie opublikowałam w DEMOKRATYCZNEJ. Publikowałam też inne orzeczenia i postanowienia w sprawach pana Mazanka.
On uznał, że to bezprawne, a ja wraz z sędzią działamy w zorganizowanej grupie przestępczej, wspierał nas jeszcze jeden sędzia sądu powszechnego - o istnieniu którego nie miałam pojęcia. W mniemaniu właściciela Gazety Myszkowskiej mieliśmy działać wspólnie i w porozumieniu. Każdego z nas przesłuchiwali albo funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji z Opola, albo prokuratorzy Prokuratury Okręgowej w Opolu, bo tam trafiła do realizacji sprawa.
Korzystając z praw świadka, nie zgodziłam się na wyjazd do Opola, więc organa ścigania musiały ponieść dodatkowe koszty i przybyć na przesłuchanie do Myszkowa. Przesłuchanie z działalności na Facebooku i z publikowania publicznych postanowień trwało kilka godzin. Funkcjonariusze mieli ze sobą kilka segregatorów dokumentów tylko do tej sprawy, zapewniając przy tym, że to nie wszystko.
Okazano mi wiele stron zrzutów zrobionych przez pana Mazanka z mojego konta na Facebooku – z różnych okresów.
Parsknęłam śmiechem, gdy zapytano mnie, czy pisząc „nie wiem czy szubienica, ale publiczna chłosta się panu Jarkowi na pewno się należy", zamierzałam naprawdę chłostać pana Jarosława Mazanka. Bądźmy jednak poważni, dwoje policjantów przyjechało z Opola, by zadać mi pytanie, bo ktoś wykonujący zawód dziennikarza nie wie co to metafora. I pan Mazanek naprawdę bał się, że go zaproszę na środek Myszkowa? A może uprowadzę? Przywiążę go czy będzie tam stał dobrowolnie?
I będę go chłostać? Zastanawiał się, czy to będzie rózga, pejcz czy jakiś inny przyrząd do tortur? Przepraszam, nie jestem zainteresowana takimi igraszkami.
Nie podzielił też obaw pana Jarosława prokurator Prokuratury Okręgowej w Opolu, który nie dopatrzył się ujawniania i rozpowszechniania niejawnych dokumentów przez osoby działające wspólnie i w porozumieniu, uporczywego nękania pana Jarka, które wzbudziło w nim poczucie zagrożenia, poniżenia i istotnie naruszyło jego prywatność oraz zniesławienia go. Postanowienie wraz z uzasadnieniem to kilkadziesiąt stron!!!
W toku postępowania zwracano się do administratorów Twittera, Meta (Facebook) o ujawnienie danych osób korzystających z kont, które pisały coś o panu Mazanku.
„Analiza zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego […] nie daje podstaw do przyjęcia, iż swoim zachowaniem ktokolwiek w tym osoby podejrzewane w tym postępowaniu wyczerpały znamiona czynów zabronionych […]" – mówi samo za siebie.
Jeszcze ciekawsze jest: „W tym miejscu właśnie wskazać należy m.in. na treść zeznań Katarzyny Kieras, która wskazuje, że jej wpisy dotyczące Jarosława Mazanka są jej osobistą opinią na temat nielicującego z człowieczeństwem zachowania polegającego na wykonaniu przelewu niepełnosprawnemu dziecku (Agnieszki Pieńkowskiej-Szekiel) na konto fundacji i dlatego w komentarzu tłumaczy, że za takie postępowanie należy się publiczna chłosta, a jest to oczywiście przenośnia, bo polski kodeks karny nie przewiduje tego rodzaju kar.
W ocenie Katarzyny Kieras, z czym w sposób obiektywny należy się w pełni zgodzić, nie nawoływała ona do publicznego linczu, lecz posługiwała się metaforą". :) Naprawdę prokurator musi takie rzeczy tłumaczyć dziennikarzowi?
Funkcjonariusz wyjaśnia także panu Mazankowi, że podlega on takiej samej krytyce, jak inni, a nawet w granicach szerszych niż ta, dopuszczalna wobec przeciętnych obywateli, a okazane przez niego wpisy z mediów społecznościowych stanowiły właśnie krytykę niezmierzającą – co oczywiste – do namawiania kogokolwiek do czynienia krzywdy i niemającą charakteru nękającego pana Jarka.
Jarosław Mazanek od postanowienia o umorzeniu śledztwa się odwołał, a sąd uznał, że nie jest uprawniony do reprezentowania i walki o sprawiedliwość w imieniu wymiaru sprawiedliwości.
Fiasko poniósł też Jarosław Mazanek, składając zawiadomienie – napiszę kolokwialnie – o tym, że promuję pornografię. Sprawa dotyczyła opublikowania przeze mnie zrzutu z konta radnej powiatu zawierciańskiego Mirosławy Milejskiej w dyskusji internetowej na prywatnym koncie mieszkańca gminy Ogrodzieniec. Pani radna pod postem z ptysiami przez kilka tygodni utrzymywała zdjęcie nagiego mężczyzny. Próba kontaktu z panią Milejską nie przyniosła skutku – jestem wszędzie zablokowana.
Ale cel został osiągnięty, bo po publikacji zrzutu – komentarz z nagim mężczyzną zniknął. Wezwany na pomoc Jarosław Mazanek sprawę rozdmuchał, ale zupełnie inaczej opisał ją w swej publikacji. Ptysie nazwał pączkami - to raz, a dwa, że jego zdaniem to ja promowałam pornografię i takiej treści zawiadomienie złożył. Prokurator Prokuratury Rejonowej w Zawierciu nie podzielił wyobrażeń pana Mazanka i odmówił wszczęcia dochodzenia.
Dziennikarz po uzyskaniu wyniku sponiewierał funkcjonariusza w swym artykule. Bo decyzje można podejmować tylko takie, które podobają się jednemu słusznemu.
Samozwańczy kreator politycznej rzeczywistości opłacany z samorządowych pieniędzy walczy o sprawiedliwość w sądzie, z marnym skutkiem. W co najmniej kilku sprawach uznano jego winę. Uważa, że prawo go ogranicza i swoimi problemami próbuje zainteresować Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara. Cóż mogę napisać panie Jarku, ja przez prawo prasowe ciemiężona się nie czuję. Nigdy nie zostałam skazana, choć procesów miałam wiele.
Nigdy sąd nie uznał, bym naruszyła czyjeś dobra osobiste. Naruszono za to moje – z pana pomocą. Gdyby panu umknęło – mowa o Gminie Poraj, która do dziś nie opublikowała przeprosin – w mojej i pana gazecie - czcionką Times New Roman.
Na koniec wspomnę jeszcze o ostatnim liście, który pan do mnie przesłał, żądając usunięcia skutków naruszenia pana dóbr osobistych. Chętnie z panem podyskutuję, nawet przed sądem. Tylko niech rozprawa będzie jawna, bo przecież nie ma pan nic do ukrycia, prawda?
Może być pan jedynie niezadowolony z tego, że od czasu do czasu wnioskuję do spółek miejskich z pytaniem o zamawiane w pana tygodniku reklamy i ogłoszenia. Nazbierało się tego już trochę w tym roku. Prawie 28 tys. zł od stycznia do października z tylko 4 podmiotów.
A jeszcze, drogi panie, pozwolę sobie na kilka wskazówek. Może pan mnie wyśmiewać, szydzić, nazywać moje czasopismo jak tylko panu pasuje – szczerze, nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia. Jeśli dzięki temu pana klikięcia rosną, to proszę bardzo – cieszę się razem z panem. Przy okazji, obserwując uważnie statystyki nakładu mojego czasopisma i jego regularność, muszę stwierdzić, że jest pan moim najlojalniejszym czytelnikiem. To naprawdę imponujące, dziękuję!
Może teraz pan się pochwali swoim nakładem (który zniknął z winiety) tej dziwnej hybrydy, którą pan zaczął wydawać po spektakularnym „połączeniu" tytułów. Wciąż korzysta pan z tego samego ISSN, prawda? Rejestr w sądzie aktualny? Bo wie pan, nowe czasopismo zasługuje na nowy ISSN. Ale co tam, detale!
Przechodząc do meritum: rzeczywiście, DEMOKRATYCZNA zniknęła na kilka miesięcy. Tak, ma pan rację. Chorowałam – oto proszę, ma pan kolejną pożywkę do żartów. Cieszę się, że mogłam dostarczać panu rozrywki, bo mnie osobiście nie było do śmiechu, kiedy zobaczyłam tytuł przelewu, który pan zrobił dla tego chorego chłopca. Jak pan wie, czyny mówią więcej niż słowa, prawda?
Opublikowano: październik 2024