Nawet Kłobuck świeci jaśniej niż Myszków
Kiedy w Kłobucku mieszkańcy bawili się na darmowym koncercie Gibbsa (zdj. u góry) – jednej z największych hiphopowych gwiazd w Polsce – w Myszkowie organizatorzy po raz kolejny wyciągnęli rękę po publiczne pieniądze. Różnica między tymi dwoma miastami? W Kłobucku artysta sam wyłożył na stół kilkaset tysięcy złotych, żeby sprawić frajdę swoim sąsiadom. W Myszkowie natomiast – jak to zwykle bywa – płacimy sami sobie, by znów obejrzeć kogoś w asyście „naszych” rodzimych muzyków.
29 sierpnia Targowisko Miejskie w Kłobucku zamieniło się w ogromny plenerowy klub muzyczny. Gibbs, który właśnie stąd pochodzi, zorganizował koncert z własnej kieszeni. Bez sponsoringu MOK-u, bez „papierologii” z czterema tysiącami z miejskiej kasy. Muzyk sam opłacił scenę, nagłośnienie, ochronę – wszystko. Jak potwierdził Miejski Ośrodek Kultury w odpowiedzi na wniosek o informację publiczną: „nie poniesiono żadnych kosztów związanych z koncertem Gibbsa”.
Z budżetu miasta zapłacono 4 338 zł. Brzmi niewiarygodnie, ale to najprawdziwsza prawda.
Kilkaset tysięcy złotych z prywatnej kieszeni rapera zamieniło się w show, które przyciągnęło tysiące ludzi. Dla mieszkańców była to po prostu niesamowita uczta muzyczna.
Tymczasem w Myszkowie (zdj. na dole), gdzie w tym samym czasie odbywało się „Pożegnanie Wakacji”, gwiazdą był Paweł Stasiak, znany z Papa Dance, wspierany przez Orkiestrę Myszkovia Band. Nie byłoby w tym nic złego – gdyby nie rachunki. Bo przecież nie zagrali za darmo. Według informacji uzyskanych z Urzędu Miasta: łączny koszt imprezy wyniósł 53 124 zł, a dodatkowo Miejski Dom Kultury dołożył 26 759,45 zł.
W sumie daje to prawie 80 tysięcy złotych publicznych pieniędzy na „pożegnanie wakacji”. I to w mieście, które od lat chwali się swoimi własnymi muzycznymi talentami – tyle że te talenty, zamiast fundować koncerty mieszkańcom, regularnie otrzymują honoraria z miejskiej lub ośrodkowej kasy.
Kłobuck pokazał, że można być gwiazdą i jednocześnie oddać coś od siebie swojej małej ojczyźnie – nawet jeśli oznacza to wydanie setek tysięcy złotych z własnej kieszeni. Myszków natomiast pozostaje przy tradycyjnym modelu: organizujemy imprezy dla mieszkańców, ale płacimy za nie… sami, ze wspólnej kasy.
Krótko mówiąc: w Kłobucku gwiazdy świecą naprawdę, a w Myszkowie – tylko na fakturach.
Opublikowano: lipiec/sierpień 2025