Pożar VIG: koszmar powraca
POŻAR VIG: KOSZMAR POWRACA
15 sierpnia, w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, mieszkańców Myszkowa i okolicznych miejscowości obudziły wczesną porą syreny samochodów strażackich i policyjnych. Gdy zaspani i zaskoczeni otworzyli okna i wyjrzeli na zewnątrz, zobaczyli złowieszczą, ogromną i czarną chmurę, unoszącą się i ciągnącą na kilometry. To nie była chmura burzowa, lecz gryzący dym, palącego się Zakład Przerobu Odpadów Przemysłowych w Myszkowie VIG.
To drugi pożar zakładu VIG w ciągu ostatnich 8 lat.
Już od początku całego zdarzenia w mediach pojawiało się wiele sprzecznych informacji. Według przekazów Straży Pożarnej, pożar wybuchł około godziny 5.30 rano, lecz zgłoszenie o ogniu miało wpłynąć dopiero o 5.50 rano, czyli 20 minut później. To wystarczający czas, by zajęciu ogniem uległa część materiałów, a zwłaszcza substancje łatwopalne.
Doniesienia te dementuje Zdzisław Seweryn, Prezes Zarządu VIG Myszków: - Pożar został zauważony przez pracowników Agencji Ochrony Protektor i z chwilą zauważenia pożaru został powiadomiony dyspozytor i Straż Pożarna. W chwili zauważenia pożaru na miejscu było 2 pracowników ochrony. Według posiadanych informacji - od pojawienia się pożaru, do zgłoszenia go minęło kilka minut i po kilku minutach pojawiła się Straż Pożarna.
W pierwszym rzucie, na miejsce zdarzenia niezwłocznie zostały skierowane dwa zastępy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Myszków oraz rozpoczęto procedurę alarmowania pobliskich jednostek OSP z terenu powiatu myszkowskiego. Po przybyciu na miejsce zdarzenia strażacy stwierdzili, że pożarem objęta jest cała hala produkcyjna oraz hałda odpadów przeznaczonych do recyklingu. Pożar był już wtedy bardzo zaawansowany i zwyczajnie niemożliwy do opanowania.
Spaliło się po prostu wszystko - linia produkcyjna z maszynami do recyklingu i przede wszystkim odpady, takie jak filtry olejowe, paliwowe i powietrzne, odpady skórzane, gumowe, tekstylne oraz tworzywa sztuczne. Nie trzeba dodawać, że wszystko to znalazło się w jednym momencie i skumulowanej ilości w powietrzu, spowijając toksycznym smogiem obręb kilkunastu kilometrów wokół Myszkowa.
O komentarz w sprawie możliwych konsekwencji dla zdrowia mieszkańców poprosiliśmy Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. - W związku z pożarem 15 sierpnia br. na miejsce zdarzenia udali się inspektorzy dyżurni WIOŚ w Katowicach, którzy pobrali do badań próbki wody z pobliskiego cieku wodnego oraz próbki ścieków z ostatniej studzienki ciągu kanalizacyjnego należącego do zakładu.
W trakcie działań ratowniczo-gaśniczych pomiar jakości powietrza wokół miejsca zdarzenia prowadzony był przez grupę rozpoznania chemicznego KM PSP w Bielsku-Białej. Na podstawie odczytów i analiz aparatury pomiarowej nie stwierdzono zagrożenia chemicznego. 16 sierpnia w związku z pożarem, częstochowska Delegatura WIOŚ w Katowicach rozpoczęła na terenie zakładu kontrolę. Inspektorzy ponownie pobrali do analiz próbki ścieków, a także próbkę gleby w sąsiedztwie spalonych odpadów.
Pobrane do badań próby analizowane są obecnie przez Centralne Laborato-
rium Badawcze (CLB) Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska - Oddział w Katowicach. Wyniki będą znane na początku września br. Także 16 sierpnia straż pożarna wykonała ponownie pomiar jakości powierza w rejonie zdarzenia i nie stwierdzono zagrożenia chemicznego.
Ponadto na zlecenie Inspektoratu 20 sierpnia 2019 r. CLB GIOŚ - Oddział w Katowicach przy użyciu ambulansu pomiarowego wykonało badania jakości powietrza na terenach zabudowy mieszkaniowej wokół zakładu. Wyniki badań nie wykazały podwyższonych stężeń zanieczyszczeń w powietrzu (zmierzone wartości porównywalne były z wartościami tła pomiarowego).
W Zakładzie Przerobu Odpadów Przemysłach VIG Sp. z o.o. w Myszkowie prowadzone były cykliczne kontrole WIOŚ. Spółka posiadała decyzje administracyjne wymagane w przepisach o ochronie środowiska. Ostatnia kontrola przed pożarem miała miejsce w 2018 r. Brali w niej udział między innymi przedstawiciele Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Myszkowie.
Stwierdzone podczas kontroli nieprawidłowości doprowadziły do wydania zarządzenia pokontrolnego zobowiązującego Spółkę do usunięcia naruszeń wymagań ochrony środowiska. Planowana w tym roku kontrola miała na celu zweryfikowanie informacji przekazanych przez firmę, z których wynikało, że wykonała ona wszystkie nałożone na nią obowiązki – informuje Małgorzata Zielonka, rzecznik prasowy WIOŚ.
Nie wiemy jakiego rodzaju nieprawidłowości stwierdził WIOŚ, ale kolejnej kontroli zakład już nie doczekał. Podobnie, jak nie doczekał zmian w przepisach dotyczących wymagań przeciwpożarowych dla miejsc magazynowania odpadów (termin wdrożenia do 22.08).
40 zastępów straży
Tymczasem straż pracowała pełną parą. Początkowe działania strażaków polegały na obronie dwóch budynków biurowych znajdujących się na miejscu oraz ciężarówce, która znajdowała się bezpośrednio przy objętej pożarem hałdzie. Budynki uratowano, natomiast TIR z naczepą spłonął.
Dalsze działania jednostek ochrony przeciwpożarowej polegały na podaniu na palącą się halę oraz hałdę kilku prądów gaśniczych z ziemi oraz z wysokości przy pomocy dwóch drabin mechanicznych, kierowaniu ruchem oraz ciągłym dowożeniem środków gaśniczych. Ponadto zadysponowano kolejne siły i środki z terenu powiatu oraz województwa śląskiego oraz zbudowano magistralę wodną od zbiornika wodnego znajdującego się w pobliżu siedziby Starostwa Powiatowego.
Działania te miały na celu wzmocnienie zasilania w wodę i zachowanie ciągłości podawania środków gaśniczych.
W sumie w akcji uczestniczyło 40 zastępów PSP i OSP z Myszkowa, powiatu myszkowskiego, Zawiercia i innych miast woj. śląskiego. Tak skumulowane siły pozwoliły, by około południa pożar został praktycznie ugaszony, co nie znaczy, że zagrożenie zniknęło całkowicie. Rozgrzane pogorzelisko trzeba było dogaszać przez kolejne kilka dni.
Na miejscu pojawił się między innymi Burmistrz Myszkowa Włodzimierz Żak, który udzielał wstępnych informacji mediom. Także na temat możliwych przyczyn pożaru. Szybko pojawiły się sensacje o rzekomym podpalaczu, który dodatkowo miał się ukrywać na terenie powiatu, także plotki o rozszczelnieniu dwóch pojemników.
Komentuje Zdzisław Seweryn: - Według wstępnych ustaleń oraz zapisów zdarzenia z monitoringu wynika, że nie było to podpalenie, lecz nieszczęśliwe zdarzenie. Pożar zakładu powstał w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej w dniu wolnym od pracy na halach produkcyjno-magazynowych naszej firmy.
Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Myszkowie, która nadal bada sprawę: Przyczyna zaistnienia pożaru – jak informuje nas w mailu z 21 sierpnia Dariusz Bereza – nie została dotychczas ustalona. Nadal trwa zatem analizowanie możliwych przyczyn wybuchu pożaru, co tylko potwierdza możliwość innych hipotez.
Pojawia się jeszcze jeden wątek: wybuchające i wylatujące w powietrze butle, a właściwie jedna butla, której części uszkodziły samochód zaparkowany na prywatnej posesji przy ul. Pułaskiego oraz elewację jednego z domów.
- Wybuchy butli gazowych w trakcie pożaru wynikały z faktu, że na halach produkcyjnych znajdowały się wózki widłowe zasilane gazem. Według naszych informacji oraz Straży i Policji w wyniku wybuchu tych butli nie miało miejsca poszkodowanie osób trzecich i uszkodzenia domu. Według potwierdzonych informacji zawór od butli gazowej nieznacznie uszkodził dach jednego z samochodu.
Właściciel już się zgłosił i otrzyma odszkodowanie z ubezpieczenia OC Firmy lub rekompensatę z firmy – wyjaśnia prezes VIG.
Koszmar powraca
Dodajmy, że w 2011 roku spaliła się hala Zakładu Przerobu Odpadów Przemysłowych tej samej firmy, ale w innej części Myszkowa, na Pohulance. Wtedy do pożaru miała przyczynić się iskra z wirówki do oddzielania oleju od odpadów. Wtedy na miejscu byli pracownicy, którzy owszem - zareagowali natychmiast, ale ogień nie zdążył się jeszcze bardzo rozprzestrzenić. Mimo to nie dało się zapobiec najgorszemu i hala spłonęła całkowicie.
Tym razem znowu była iskra i mimo szybkiej akcji Straży historia się powtórzyła. Tego typu nowoczesny zakład ma odbiory techniczne budynku, potwierdzone przez służby, jak Straż Pożarna, czy Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. Dlaczego zatem i tym razem zabezpieczenia przeciwpożarowe nie wystarczyły i hala spłonęła?
Powstaje pytanie, czy te zdały egzamin, dlaczego pożar wybucha w jednej z najnowocześniejszych linii obróbki odpadów w Europie z instalacjami jednego z liderów branży, Mewy? Pytań oczywiście jest więcej…
Co na to prezes VIG?
- Według posiadanych na tym etapie informacji zadziałały wszystkie posiadane zabezpieczenia, niemniej jednak w chwili obecnej analizowane są przyczyny i skutki pożaru. Spółka na bieżąco dokonywała przeglądów systemów zabezpieczenia pożarowego, gaśnic, hydrantów, czerpni wody, instalacji elektrycznej, połaci dachowych, klap dymowych i wszystkich innych wymaganych przepisami przeciwpożarowymi i ochrony środowiska.
Jesteśmy w trakcie analizy zdarzenia, w wyniku której zostaną wyciągnięte wnioski na przyszłość. Trzeba podkreślić bardzo fachową i profesjonalną akcję prowadzoną przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej w Myszkowie, Policji oraz Urzędu Miasta i Straży Miejskiej – mówi Zdzisław Seweryn i dodaje: - Niestety, jak to się często okazuje – na niektóre rozwiązania nie pozwalają przepisy.
Dodajmy, że po pożarze hali VIG w 2011 roku spółka przeprowadziła szereg szkoleń pracowniczych, zapasy wody w zbiornikach z pierwotnych 90.000 litrów, chciano zwiększyć o dodatkowe 300 tysięcy. Był nawet pomysł ustawienia specjalistycznego wozu gaśniczego z osobami, które na bieżąco patrolowałyby sytuację. Na to jednak nie pozwala prawo i błędne koło się zamyka…
Mieszkańcy nie chcą kolejnego zakładu
Rozmawiałem z jedną z mieszkanek ul. Korczaka w Myszkowie, ulicy położonej równolegle do spalonego zakładu, w odległości ok. 100 metrów. Mieszkańcy mówią jasno - nie chcemy koło siebie podobnego zakładu.
- Proszę pana, tutaj niejednokrotnie wieczorem czuć było smród palonych odpadów, mimo że właściciele deklarowali posiadanie specjalnych filtrów. Nie zmienia to faktu, że zwyczajnie nie czuło się dobrego powietrza. Całe szczęście, że w dniu pożaru nie wiało, co spowodowało, że ta chmura powędrowała do góry, a nie na miasto, oraz że nie padał deszcz, chociaż i tak na samochodzie zaobserwowaliśmy ciemne kropki dziwnego pochodzenia.
Uważam, że tego typu zakłady powinny powstawać z dala od osiedli mieszkalnych i my jako mieszkańcy wystosowaliśmy petycję do burmistrza Włodzimierza Żaka, żeby w przyszłości taki zakład tutaj już nie powstał – mówi nam jedna z mieszkanek Korczaka, która był świadkiem wydarzeń.
Prezes VIG wystąpił na sesji Rady Powiatu w Myszkowie 22 sierpnia. W emocjonalnym i szczerym przemówieniu Zdzisław Seweryn potwierdził, że przyczyną pożaru było „zwarcie instalacji elektrycznej na doprowadzeniu prądu do kabli grzejnych hydrantu”. Niejednoznacznie odniósł się do przyszłości zakładu. Jednocześnie dementował plotki i obalał mity, które pojawiały się i nadal pojawiają w mediach: - My nie gromadziliśmy odpadów, tylko je obrabialiśmy.
Jak słyszę głosy, że spółka nazwoziła odpadów i je podpaliła, żeby zarobić na ubezpieczeniu, to tylko żal ogarnia. To może akurat dobrze, że w momencie pożaru nikogo nie było na miejscu i nikomu nic się nie stało. Nie jestem mafią śmieciową i nie jestem na tyle głupi, żeby podpalić majątek, na który ciężko pracowałem – deklarował łamiącym się głosem Seweryn. Co dalej – na razie nie wiadomo.
Marcin Bareła
Opublikowano: sierpień 2019