— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Samorząd

Czy starosta przyzna się do Żaka?

CZY STAROSTA PRZYZNA SIĘ DO ŻAKA?

Takiego wyznania nie wymyśliliby nawet scenarzyści z „Trudnych spraw” czy „Ukrytej Prawdy”. Burmistrz, który przez trzy kadencje wygrywał wybory, startując z listy Platformy Obywatelskiej, dziś prosi starostę z PiS-u, by publicznie przyznał się do ich współpracy. Tak nisko, jak upadł Włodzimierz Żak – i to na własne życzenie – nie leżał jeszcze nikt

24 czerwca odbyła się absolutoryjna sesja Rady Miasta Myszkowa. Włodzimierz Żak po raz kolejny nie uzyskał od większości w radzie zielonego światła do zarządzania miastem. Głosowania nad udzieleniem wotum zaufania czy absolutorium zakończyły się porażką włodarza.

W obu głosowaniach dostał czerwone światło od 12 radnych: Magdaleny Balwierz, Elżbiety Doroszuk, Sławomira Jałowca, Zofii Jastrzębskiej, Norberta Jęczalika, Małgorzaty Skinder, Haliny Skorek-Kawki, Iwony Skotnicznej, Tomasza Szlenka, Jacka Tryndy, Adam Zaczkowskiego, Tomasz Załęckiego. 8 rajców było za: Daniel Borek, Eugeniusz Bugaj, Robert Czerwik, Andrzej Giewon, Beata Jakubiec-Bartnik, Dominik Lech, Beata Pochodnia, Ewa Ziajska-Łazaj.

Nieobecny był przewodniczacy Jerzy Woszczyk. Rozkład głosów i argumenty rzucane w dyskusji sprowokowały Żaka do pewnej wypowiedzi, w której próbuje oczywiście przedstawiać fakty, mówi, że w głosowaniu wygrała polityka, że niektórzy radni po prostu musieli głosować zgodnie z partyjnym kluczem. Kontruje wypowiedzi Zaczkowskiego i Załęckiego. Nie to jednak jest najbardziej szokujące. Włodzimierz Żak przymila się do PiS-u i prosi starostę o ujawnienie ich dobrej współpracy.

- Nie wiem, czy pan starosta będzie miał odwagę powiedzieć publicznie, jak ja z nim współpracuję czy dobrze, czy źle? Aż jestem ciekawy. Zapytam o to, być może polityka nie pozwoli mu zabrać w tej dyskusji głosu. Być może pokaże jako kolega samorządowiec odwagę i powie „co oni nagadali”– powiedział Żak. Mówiąc oni, burmistrz na myśli miał Tomasza Załęckiego i resztę radnych. To on od kilku miesięcy kreowany był przez kierownictwo lokalnego PiS-u na kandydata na burmistrza.

Pierwotnie miał być nim Janusz Romaniuk, który uzyskał w minionych wyborach samorządowych do rady powiatu rekordową liczbę głosów (ponad 1 200).

Rehabilitacja Romaniuka w oczach społeczeństwa zaskoczyła wielu. Jako burmistrz miał przecież konflikt z prawem – kierował pojazdem pod wpływem alkoholu. Po latach zostało mu to wybaczone. PiS zaproponował mu start w wyborach do rady powiatu. Sukces tej partii na rynku lokalnym to w dużej mierze zasługa Romaniuka. Decydenci doskonale wiedzieli o jego problemach z alkoholem. „Wzięli” człowieka zdrowego i ciekawe jak mu pomagali, skoro historia zatoczyła koło.

Romaniuk nie był zbyt wygodny, bo przy swojej dużej wiedzy samorządowej i doświadczeniu, potrafił uderzyć ręką w stół i zwykł „nosić spodnie”. Nie zawsze zgadzał się w radzie powiatu. A i zdarzyło mu się nieraz publicznie powiedzieć coś niepochlebnego dla partii. Tak musiała go spotkać kara i zszedł na drugi plan. Zastąpić miał go słaby merytorycznie i świeży w samorządzie Tomasz Załęcki. Jakby szwajcarski zegarek z rysą na szybce zamienić na zegar wodny.

Szanse Tomasza Załęckiego na zostanie burmistrzem są jeszcze mniejsze niż Adama Zaczkowskiego, któremu to nie udało się dwa razy. A gdy nie ma dobrego kandydata, nie ma sensu podejmowanie uchwały o przeprowadzeniu referendum mającego odwołać Żaka. Aby było ono ważne – PiS i Lewica musiałyby przekonać kilkanaście tysięcy myszkowian. A niektórzy z nich rozważają nawet referendum w sprawie odwołania rady.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie