KOŁODZIEJCZYK ZROBIŁ COŚ, CZEGO NIE ZDOŁALI POPRZEDNICY
KOŁODZIEJCZYK ZROBIŁ COŚ, CZEGO NIE ZDOŁALI POPRZEDNICY
Od co najmniej 11 lat droga Zdów-Ogorzelnik spędzała sen z powiek niemal wszystkim starostom myszkowskim. Plany połączenia obu powiatów – myszkowskiego i zawierciańskiego snuto przez wiele kadencji. Okraska, Picheta, Lasecki – żadnemu nie udało się położyć asfaltu w Ogorzelniku. Wszyscy tłumaczyli się tym, że inwestycję w granicy chcieli zrealizować z sąsiadami.
Rozmowy pomiędzy władzami powiatu myszkowskiego i zawierciańskiego w sprawie połączenia obu samorządów na granicy Ogorzelnik-Zdów trwały od dawna. Wrócono do nich z początkiem kadencji Leona Okraski na przełomie 2010/11 roku. Zarządy powiatu – myszkowskiego i zawierciańskiego próbowały dojść do porozumienia w zakresie finansowania inwestycji. Droga łącząca dwa obszary administracyjne miała długość około dwóch kilometrów.
O ile po naszej stronie władze były zainteresowane stworzeniem nowej nawierzchni, tak po stronie sąsiadów zawsze pojawiały się jakieś inne priorytety. Do rozmów w sprawie budowy granicznej drogi prowadzącej przez las wracano niemal w każdej kadencji. Pomysłu przeforsować nie udało się nawet samorządowcom rodem z gminy Niegowa. Na swoim postawił dopiero starosta Piotr Kołodziejczyk, który dwukrotnie próbował porozumieć się z władzami Powiatu Zawierciańskiego.
Włodarz namawiał do wspólnej realizacji inwestycji aż cztery samorządy (powiatowy i dwa gminne), niestety dla tych zza granicy nie była to inicjatywa interesująca. Kołodziejczyk zdecydował, że czas wieloletnie starania zakończyć. Teraz turyści z księżycowym krajobrazem do czynienia mają dopiero w Zdowie. (kk)
Opublikowano: maj 2022