— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Samorząd

Urząd wynajmował wycieraczki, była też indywidualna toaleta

Urząd wynajmował wycieraczki,

była też indywidualna toaleta

Takiego wywiadu nie przeczytają Państwo nigdzie indziej. Będzie o samorządzie i samorządowej pracy, ale dość nietypowo i z pierwszej ręki. O kipiących od pochwał zdaniach proszę zapomnieć. Będzie o rzeczywistości, więc czasem brutalnie, momentami zabawnie, bo rozmówcy poczucia humoru nie brakuje.

O siedzeniu w wygodnym fotelu, o tym czy rząd miesza w samorządzie, ekskluzywnej toalecie członka zarządu, czy wycieraczkach do butów za niemałe pieniądze rozmawiam ze Starostą Zawierciańskim - Gabrielem Dorsem.

- Panie Starosto, kadencja jest już niemal na finiszu, to idealny moment na podsumowania. Chcę jednak, by ta rozmowa nie była standardowym wywiadem z serią nudnych pytań o to, co udało się zrobić, dlatego pozwolę sobie zapytać o sprawy nietypowe. Zacznijmy od tego, że już na starcie ogłoszono wszem wobec - i właściwie ogłasza się to do dziś - że obecny zarząd powiatu ze starostą na czele działa nielegalnie.

- Jakbym słyszał redaktora lokalnych mediów mieniącego się dziennikarzem. Sprawa prosta - ta kadencja nie mogła się rozpocząć, gdyż trwała jeszcze poprzednia, a kadencje nie mogą się nakładać. Straciliśmy około dwóch tygodni i tak motywowaliśmy stanowisko do wojewody. Wojewoda przychylił się do naszej argumentacji i nie wydał postanowienia o rozwiązaniu rady.

- Pierwszy dzień po wyborze na starostę... Proszę zdradzić, jak on wyglądał. Czy było coś, co Pana zaskoczyło?

- Pierwszy dzień, to spotkania z funkcyjnymi, a przede wszystkim z Panią skarbnik. Czasami są takie sytuacje, które pamiętamy do końca życia. Ja na pewno zapamiętam jeden z pierwszych dni mojej pracy w starostwie. Przyszedł do mnie jeden z kierowników i zapytał, czy może kupić akumulator do samochodu, spojrzałem na niego podejrzliwie, bo myślałem, że mnie „wkręca”.

Kiedy zorientowałem się, że on tak na poważnie, zdziwienie pewnie miałem wypisane na twarzy, a oczy jak czapka ruskiego oficera, bo mina owego kierownika była nieszczególna. Zapytałem, czy auto sprawne, opłacone itp. po twierdzącej odpowiedzi odparłem, żeby kupował ten akumulator i nie zawracał mi głowy.

Nie mogłem wyjść z szoku i jeszcze coś mruczałem, że co to jest, żeby pytać starostę, czy kupować akumulator, wtedy jeden z pracowników z długim stażem powiedział, proszę nie mieć żalu do tego kierownika, po prostu poprzednicy chcieli o wszystkim wiedzieć. Kurcze blade, jak poprzednicy chcieli wiedzieć o takich drobiazgach, to kto ogarniał tematy ważne, strategiczne?

- Z jakim poziomem absurdu spotkał się Pan z ciągu ostatnich 5 lat?

- Może nie będę określał poziomu, ale przytoczę parę przykładów. Trafiła do mnie umowa na dzierżawę wycieraczek, czy też „service wycieraczek wejściowych”. Koszt roczny to bodajże ok. 7 tys. zł, podjęliśmy od razu decyzję, że nie przedłużamy umowy, a koszt zakupu nowych wycieraczek to 1,6 tys. zł. Podobno firma obsługująca wycieraczki zatrudniała córkę jednego z członków zarządu powiatu.

Pamiętam, że wtedy gorzko zażartowałem, że za 7 tysiaków te wycieraczki powinny być wejściowo-wyjściowe, a nie tylko wejściowe.

Drugim niezrozumiałym dla mnie hitem pierwszych tygodni była prywatno-publiczna kabina WC. W męskiej toalecie drzwi do jednej kabiny były ciągle zamknięte, kiedy zainteresowałem się dlaczego, okazało się, że jeden z członków zarządu i nie był to starosta, urządził sobie prywatną toaletę z wolno opadającą deską i od-

świeżaczami powietrza. Lepszą alegorię absurdu i arogancji ciężko byłoby wymyślić.

- Są dziedziny funkcjonowania samorządu, w których zrobili Państwo prawdziwą rewolucję. Jak to wyglądało? Przychodzi Dors do pracy i postanawia zlikwidować Powiatowy Zarząd Dróg (PZD).

- To tak nie działa. Na pewno PZD to jednostka, której od początku bacznie się przyglądałem. Prosiłem o projekty, realizację bieżących inwestycji, stan sprzętu itp. Podczas analizy jednego projektu zauważyłem, że kosztorys budowy suchego przepustu pod drogą wynosi prawie 2 mln zł. Wezwałem dyrektora i zapytałem, jak to jest. Pamiętam, że odparł, że przetarg „pójdzie” za milion. Chyba kazałem wprowadzić ograniczenie do 1,2 miliona i co?

Przetarg rozstrzygnął się z kwotą 1,18 mln zł. Za pozostałą kwotę wyremontowaliśmy most na Kazimierówce. Kolejne aspekty to wiele zleceń zewnętrznych, brak stałego nadzoru nad pracownikami obwodów i… bańka z ropą przy jednym z samochodów ciężarowych - dopełniły reszty. Latem 2019 roku podjęliśmy decyzję, że tworzymy Centrum Usług Wspólnych i Wydział Dróg Powiatowych. Z perspektywy czasu wiem, że to była bardzo dobra decyzja.

- Z Powiatową Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną było podobnie?

- Odpowiem prosto, nie! W przypadku Poradni był potężny konflikt personelu z dyrekcją, brak samokontroli i odrobiny refleksji. Jedna z pracownic miała absencję ponad 50%, kilka innych nie odstawało znacząco. Dzieci nie były diagnozowane, wizyty przekładane. Powszechne były anonimowe donosy. Działania organu nie przynosiły pożądanych efektów. Zdecydowaliśmy się na utworzenie Poradni nr 2, aby zmotywować personel z Poradni nr 1 do lepszej pracy.

Niestety, było tylko gorzej i po kilku miesiącach, może dłużej, podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu Poradni nr 1. Tajemnicą poliszynela jest, że personel Poradni nr 1 podgrzewany był przez byłego członka zarządu, któ-

ra to osoba teraz zaczęła „doradzać” nauczycielom w szkole specjalnej. Tak myślę, że to zły doradca, bo wiadomo, jak to skończyło się w Poradni nr 1.

- Najmniej przyjemny moment w tej kadencji to...?

- Chyba mam dwa takie. Pierwszy to wiadukt w Trzebyczce, gdzie błędy projektowe spowodowały ślimaczenie się inwestycji przy jednoczesnym wzroście kosztów o ponad 5 mln zł! A pierwotnie inwestycja miała kosztować 4 mln zł!!! Wykonawca nie ma nawet środków na zapłacenie kaucji do PKP za wyłącznie torów. Wielokrotne rozmowy, zamiana projektanta i proces sądowy z poprzednim projektantem - to na pewno nic przyjemnego.

Drugi to również inwestycja drogowa, a chodzi o drogę Włodowice-Morsko - nie zgodziliśmy się odebrać tej inwestycji ze względu na parametry nawierzchni. Szereg spotkań, badań i trudnych rozmów, łącznie z „obietnicą” sprawy sądowej. Ostatecznie wykonawca musiał zdjąć wadliwą warstwę i położyć nową, która spełnia już wszystkie wymagania. Inwestycja została zakończona, dokonano technicznego odbioru, a mieszkańcy mogą cieszyć się dobrą nawierzchnią.

- Mniej zorientowanym mieszkańcom się wydaje, że starosta może nakazać coś prezydentowi, burmistrzowi czy wójtowi oczywiście rzeczywistość jest zgoła inna. Jak wygląda współpraca z samorządami gminnymi?

- Włodarze gmin to udzielne książątka, starosta nie jest ich przełożonym, nie jest nawet organem drugiego stopnia, do którego można napisać skargę na decyzję wójta, burmistrza, czy prezydenta. Starosta jest partnerem dla samorządowców gminnych - i ja tak siebie postrzegam. Są samorządy, z którymi współpracuje się wręcz wzorowo, a są też takie, które starają się lawirować i próbują wykiwać starostwo.

Jest to czasami dość zabawne, bo widać działania mało przemyślane - „od siekiery”, a im wydaje się, że są demiurgami rozgrywek. Wolę jednak pamiętać tę współpracę dobrą, partnerską, bo tylko ona może być z korzyścią dla naszych mieszkańców.

- W powiecie rządzi PiS, czy władze centralne wtrącają się do kierowania samorządem, czy ma Pan w tej kwestii wolną rękę?

- Przez te 4,5 roku nie spotkałem się z sytuacją jakiejkolwiek ingerencji władz w kierowanie powiatem. Nie znaczy to, że np. parlamentarzyści nie interesują się naszym samorządem, wręcz przeciwnie, np. pomagają w pozyskiwaniu środków zewnętrznych, głównie rządowych. Przykładem może być Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych, Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg, czy Inwestycje Strategiczne - Polski Ład. Szczególnie pomocni są zawierciance - Danuta Nowicka, Waldemar Andzel i Ewa Malik.

- A wrogowie? Bez nich dobrze prosperująca władza nie istnieje. Są tacy, którzy marzą o wygodnym fotelu starosty i co rusz próbują swych sił, rzucając kłody pod nogi?

- Wygodny fotel starosty! Rozmarzyłem się. Nic nie jest dane raz na zawsze, przyzwyczaiłem się, że od roku podejmowane są działania do odwołania zarządu powiatu. Śmieszy mnie fakt, że oprócz jednej dość inteligentnej próby, reszta to działania „Gangu Olsena” - jeszcze nie pomyśleli, a już spieprzyli. Na hipokryzję niektórych i chorobę na władzę, spuszczę kurtynę milczenia.

- Starosta ma nienormowany czas pracy, ale na pewno są takie momenty, że wraca Pan do domu i czym się wtedy Pan zajmuje?

- Mam gospodarstwo rolne prawie 12 ha, 80 kur niosek, ogródek warzywny i ziemniaki. Co prawda ogródek jest pod opieką żony, ale założenie, czyli wywóz obornika, orka, przygotowanie do wysiewu, a nawet sadzenie roślin, to już moja sprawa. Ogródek wygląda imponująco, bo żona dba o niego lepiej niż o mnie :) Jestem również szczęśliwym tatą dwóch córek, jedna to maturzystka w „Malczewskiej”, a druga pierwszoklasistka w „Żeromskim”.

- Czy jak został Pan już tym starostą, to ma Pan swą służbę, która sprząta

i gotuje?

- Dobre! Sprzątania staram się unikać, ale niestety nie zawsze można od niego uciec. Co do gotowania, to przyznam się do czegoś - jestem pasjonatem kuchni, uwielbiam gotować. Kiedyś przyrządziłem obiad, dość wykwintny, podałem do stołu i zapytałem żony, jak smakuje, żona odparła, że obiad pyszny. Ucieszony, domagałem się pochwały, a żona ze śmiechem odparła, że dla niej gotowanie to praca, a dla mnie to relaks, więc cieszy się, że mogłem się zrelaksować.

Musiałem mieć niezłą minkę, bo żona wybuchnęła śmiechem.

- A teraz będzie poważnie. Kończy się kadencja, jakie są plany na następną? Czy wśród nich są jakieś konkretne rewolucje?

- Rewolucje? Nie, raczej już ewolucje. Chcę zintensyfikować wysiłki na poprawę stanu dróg powiatowych i poprawę bezpieczeństwa mieszkańców. Bardzo ważnym zadaniem jest szkolnictwo, chciałbym, aby Zawiercie wraz ze szkołami poza miastem stało się ważnym ośrodkiem szkolnictwa ponadpodstawowego. Sam tego nie zrealizuję, potrzeba do współpracy dobrych dyrektorów, a ci będą potrzebowali nauczycieli z powołania.

Tylko współpraca i zrozumienie potrzeb młodzieży, mogą zagwarantować sukces. Wspólnie z dyrekcją szpitala opracowaliśmy plan rozwoju placówki ze szczególnym naciskiem na przychodnie. Planujemy też w naszym szpitalu kilka oddziałów klinicznych.

- Zanim jednak te plany zostaną zrealizowane, to trzeba jeszcze wygrać wybory. Na tle działalności medialnej Prezydenta Zawiercia wypada Pan (inni również) bardzo słabo. Nie stylizuje się Pan na Mitcha ze „Słonecznego Patrolu” i w samych kąpielówkach nie walczy o głosy wyborców... nie wyskakuje Pan też z lodówki jak Łukasz Konarski, a czas ucieka...

- Nie stylizuje się też na kulturystę, bo byłoby mi ciężko z tym brzuchem. No cóż... Konarski i „Słoneczny Patrol” to tak, jakbym o sobie mówił, że jestem wysokim, przystojnym i szczupłym blondynem. Nie mam zamiaru dla poklasku biegać w majtkach i skakać do wody na bombę. Chciałbym, żeby ludzie oceniali mnie przez pryzmat mojej pracy, a nie głupich filmików. Uważam, żeby wygrać wybory, trzeba czegoś więcej niż nachalnego PR.

- Dlaczego wyborcy z Pana okręgu mają na Pana głosować?

- Proste, bo w żadnej kadencji, żaden starosta, czy członek zarządu, nie przeprowadził tylu inwestycji we wszystkich trzech gminach mojego okręgu, czyli gminy Kroczyce, Włodowice i Poręba. Jednocześnie mamy w planach na drugą kadencję kontynuację przebudowy dróg i chodników w każdej z tych gmin. Sądzę, że kolejne 5 lat i stan dróg może nie będzie w 100% idealny ale będzie w 100% zadowalający.

- Dziękuję za rozmowę.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie