Ze wspomnień NIEBIESKICH myszkowian
Ze wspomnień NIEBIESKICH myszkowian
Boom w mieście zaczął się, gdy Papiernik grał w III lidze i awansował do II (wtedy nie było ekstraklasy). Zmiana nazwy na Krisbut była dla nas trudna – choćby z racji śpiewania na meczach – zamiast Papiernik to Krisbut. To samo ze zmianą punktacji z 2 na 3 za wygrany mecz. Trzeba było zmienić narrację: „Wczoraj obiecałaś mi na pewno, że dwa... yyyy trzy punkty dzisiaj będą” itp.
Popularność kibicowania nastała we wszystkich dzielnicach, które co mecz maszerowały ze swoich zbiórek. Myszków Śródmieście, Dzielnica cudów, Kamienny krąg + Mijaczów, Światowit, Ciszówka i reszta. I choć nie po drodze ze sobą było ekipom z Mijaczowa, jak i Światowitu, często mieli awantury między sobą – tak samo, jak szkoły nr 5 i nr 3, ale trzeba było się pojednać na meczach.
Była też w Myszkowie ekipa, która kibicowała Legii. Cała Wyszyńskiego od szkoły nr 5 plus Ciszówka. Bitwy z nimi, dojeżdżania. Odwiedziny po domach. Zwłaszcza u mnie i z moim ojcem napie*** z nimi na klatce. Było ich ponad 30 osób. Nie do wiary, jakie rzeczy się działy. Patrole po mieście – Śródmieście i Mijaczowa razem w 50 osób i szukanie przeciwników.
Pamiętny konflikt pomiędzy Dzielnicą cudów a resztą skinheads Myszkowa. Odwrócone fleki chodziły do mody kibicowania. Dużo nas było zawsze.
Stara ekipa Łysy, Ormo, Lutek, Jomba, Siwy, Pozioma, Zwoli, Kwiatek, Karakan, Bulik, Wojas, Łeza, Globus i reszta. Przed nimi była ekipa, która zapoczątkowała jeżdżenie na Ruch. Rok 88 mistrzostwo Polski...
Zwykle wyglądało to tak, że szliśmy na mecz w Myszkowie, a potem na „pociąg śmierci” na Ruch. Dlaczego „śmierci”? Bo musieliśmy wiele wrogich stacji przejechać, by dotrzeć na mecz Niebieskich. Nie było auto, więc podejmowało się to ryzyko. Oj działo się.
Poza tym dużo na reprezentację się jeździło. Musiałem uciekać z domu, bo miałem 13 lat jak jeździłem na repkę. Potem wpier*** w domu.
Rok 96 – otwarcie Stadionu Śląskiego na meczu Polska-Włochy po zamknięciu go na kilka lat po meczu Polska-Anglia w 93 r. Wyjazdy na Ruch-Inter...
Były też czasy obowiązkowej służby wojskowej. Traciło się starszych kolegów na czas poboru, potem wracali i mieli się za starych, mając ledwie 20 lat ;>
Początki jeżdżenia do nas chłopków z Pilicy. Lolo na przykład.
Początki kibicowania Ruchowi w Zawierciu, gdy Zagłębie tam rządziło.
Potem początki Baku Boys – młodsi koledzy, jak Kołek, Budzik i reszta. Ustawka poważna na Nowej Wsi z Odrą Opole po 20 osób. To było mega głośne. Oczywiście tam z nimi byliśmy, byli też chłopaki z Ruchu.
Wyjazdy na Polonię Bytom w 3 autokary i inne historie. Mecze Krisbutu z Ruchem czy z Zawiszą Bydgoszcz, którą raków wspierał. Ze Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków. W wieku 16 lat miałem 30 wyjazdów na koncie. Setki biletów, zinów.
W 98 roku mecz w Myszkowie z Radzionkowem – mój pierwszy dołek i przyspieszony tryb orzekania tzw. 24-godzinne sądy. Zaliczyłem pierwszy zakaz stadionowy, nie mając nawet 18-tki. Zwariowane czasy... Początki telefonów komórkowych – Era i pierwsze 2 sekundy za darmo. Mnóstwo akcji robionych poprzez takie dwusekundowe rozmowy, bo połączenia były drogie...
Nie było pociągu w Myszkowie, który by przejechał bez naszej delegacji. Widzew jak wracał z GKS to tak „przemeblowaliśmy” ich skład – kosze, wszystko, co było. Grube akcje. Gonitwy z rakowem po mieście, gdy nas odwiedzali bandą – nawet po szkołach. Nienawiść do rakowa w Myszkowie wysysało się z mlekiem matki. I nigdy nie pozwolę na to, by się rozwinął jakiś ruch kibicowania im. Lata 90-te były najlepsze – dziś to totalny Old School.
Duszek
Opublikowano: sierpień 2023