Burmistrz dostał podwyżkę pensji, a mieszkańcy podwyżki opłat
Za nami pierwsze miesiące rządów burmistrza Włodzimierza Żaka i jego nowej koalicji, która uformowała się po kwietniowych wyborach samorządowych. Nowy układ w Radzie Miasta powstał z radnych wybranych z list Żaka oraz – co może zaskakiwać – z polityków Lewicy, która dotychczas była totalną opozycją dla włodarza. Koalicja ta, zamiast zająć się problemami finansowymi miasta, szybko obrała dość przewidywalny priorytet: podwyżkę pensji burmistrza.
To pierwsze działanie nowych-starych władz miasta wzbudziło wśród mieszkańców falę kontrowersji, tym bardziej że w tle tych decyzji zarysowuje się perspektywa kolejnych podwyżek obciążających portfele Myszkowian.
Podwyżka bez odpowiedzi
Decyzja o podniesieniu pensji burmistrza była jednym z pierwszych kroków nowej koalicji. Według jej członków, podwyżka ta była „uzasadniona" i nie wpłynie negatywnie na budżet miasta, który od lat zmaga się z poważnym deficytem. Jednak kiedy radny Tadeusz Bartnik, który sam startował w wyborach na burmistrza, zapytał wprost: „Czy miasto stać na podwyżkę płacy burmistrza w sytuacji sukcesywnego zadłużania miasta i dużego deficytu budżetowego?", odpowiedź była... ciszą.
Z radnych koalicji nikt nie potrafił udzielić jasnej odpowiedzi.
To pytanie pozostaje bez odpowiedzi, podobnie jak inne, równie kluczowe dla mieszkańców Myszkowa. Bartnik, reprezentujący głos opozycji, zadał kolejne istotne pytanie: „Czy mieszkańców
czekają podwyżki opłat za odbiór śmieci oraz wzrost podatków, by zaspokoić potrzeby finansowe burmistrza i jego koalicji?". Również i tym razem radni koalicji nie znaleźli odpowiedzi, choć decyzje o podwyżkach dla mieszkańców już zapadły i będą zapadać w przyszłości.
Stanowiska i apetyty w Radzie Miasta
Podwyżka pensji burmistrza to tylko jedna z kontrowersyjnych decyzji nowej koalicji. Drugim krokiem, który przyniósł kolejne niesmaki, było rozdzielenie „fuch" w Radzie Miasta. Jak to zwykle bywa w samorządach, najlepiej opłacane stanowiska cieszą się największym zainteresowaniem. Przewodniczącym Rady Miasta został Norbert Jęczalik, a funkcje wiceprzewodniczących objęli Beata Pochodnia oraz Jerzy Woszczyk. Naturalnie, te stanowiska są hojnie „wynagradzane".
Nowa koalicja, w której podział stanowisk był pierwszoplanowym celem, nie zapomniała jednak o „solidarnych" podwyżkach dla mieszkańców. Po raz kolejny sięgnęła po jeden z najbardziej
dotkliwych środków, jakim jest podwyżka opłat za odbiór śmieci. Pierwsza – z nowymi stawkami obowiązuje od sierpnia. Od razu po głosowaniu było wiadomo, że obecne ceny za wywóz odpadów wzrosną, a to dopiero początek. Burmistrz wraz z koalicją Lewica-Żak planują kolejne podwyżki, które obejmą zarówno opłaty za śmieci, jak i podatki od nieruchomości. To oznacza, że mieszkańcy Myszkowa będą musieli wyciągnąć więcej pieniędzy z portfeli, by pokryć rosnące koszty utrzymania miasta.
W świetle tych decyzji trudno oprzeć się wrażeniu, że apetyty finansowe władzy rosną w szybkim tempie, jednak to Myszkowianie będą musieli za to zapłacić. Pojawia się więc pytanie: skoro podwyżki są, to czemu nie dla wszystkich? Dla burmistrza – podwyżka pensji, a dla mieszkańców – wyższe opłaty. Solidarność na opak.
Co przyniosą kolejne miesiące?
W obliczu nadchodzących zmian mieszkańcy Myszkowa mogą spodziewać się trudniejszej codzienności. Z jednej strony rosnąca frustracja związana z rosnącymi opłatami, z drugiej brak jasnych działań mających na celu zmniejszenie deficytu budżetowego miasta czy poprawę jego sytuacji finansowej. Wydaje się, że obecna koalicja bardziej zajmuje się zaspokajaniem swoich własnych ambicji, niż szukaniem rozwiązań problemów, które dotykają Myszkowian.
Mieszkańcy zadają sobie teraz pytanie, czy te działania rzeczywiście są w ich interesie, czy raczej w interesie tych, którzy sprawują władzę?
Opublikowano: wrzesień 2024