— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Społeczność

Nasi strażacy pomagali powodzianom ratować dorobek życia

W ostatnich tygodniach Ochotnicze Straże Pożarne z terenu powiatu myszkowskiego uczestniczyły w akcji powodziowej w Czechowicach-Dziedzicach, gdzie na miejscu zmagały się z żywiołem, ratując dobytek setek mieszkańców. O kulisach działań, trudnych warunkach i współpracy z lokalną społecznością opowiada Robert Cacoń, Prezes Zarządu Gminnego ZOSP RP w Niegowie.

W rozmowie przybliża, jak wyglądała praca strażaków na zalanych terenach oraz jakie wyzwania wiążą się z tego typu akcjami ratunkowymi.

- Ochotnicza Straż Pożarna z Niegowy po raz kolejny pokazała swoją determinację i gotowość do niesienia pomocy w trudnych warunkach. Zostali Państwo zadysponowani w ramach Kompanii obwodowej OSP nr 8 „Myszków" do akcji powodziowej w Czechowicach-Dziedzicach.

- Robert Cacoń: - Jednostki OSP z powiatu myszkowskiego faktycznie zostały zadysponowane przez Wojewódzkie Stanowisko Kierowania Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej. To stanowisko decyduje, które OSP mają wyjechać w przypadku większych zdarzeń, takich jak powodzie. W naszym powiecie powstała kompania obwodowa nr 8, składająca się z jednostek włączonych do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG).

Do akcji zadysponowano 8 z 12 funkcjonujących tego typu jednostek. Z gminy Niegowa wyjechały wszystkie - OSP Niegowa i OSP Ogorzelnik. Niestety, spośród 12 powiatowych jednostek KSRG nie wszystkie otrzymały dyspozycję do działań.

- Co zobaczyliście na miejscu?

- Robert Cacoń: - W Czechowicach-Dziedzicach sytuacja była tragiczna – całe osiedla były pod wodą, budynki jednorodzinne, ogródki działkowe, wszystko zalane. Widok na miejscu był przytłaczający, wszędzie woda, a mieszkańcy w rozpaczy. Mimo wszystko, robiliśmy, co w naszej mocy, by pomóc.

- Jak dokładnie wyglądała praca na miejscu? Jakie działania podejmowaliście?

Robert Cacoń: - Przez całą dobę prowadziliśmy akcję wypompowywania wody z zalanych terenów. Najpierw poziom wody w rzece musiał się obniżyć, byśmy mieli gdzie tę wodę wypompować. Do tej konkretnej akcji zadysponowano najpotężniejszą pompę, jaką dysponuje Państwowa Straż Pożarna, o wydajności 45 tysięcy litrów na minutę, a do tego używaliśmy naszych pomp. W ciągu jednej doby udało nam się wypompować około ¾ tej wody, co było sporym osiągnięciem.

Ważne było, aby najpierw odpompować

Robert Cacoń

wodę z terenu, a dopiero później z budynków, bo inaczej woda wracałaby i niszczyła fundamenty.

- Jak na Waszą obecność reagowali mieszkańcy?

Robert Cacoń: - Mieszkańcy byli bardzo życzliwi i pomocni. Byliśmy w ciągłym kontakcie z nimi, informowali nas, co jest jeszcze zalane i gdzie potrzebna jest pomoc. Była też świetna organizacja logistyczna – non stop mieliśmy gorące napoje, jedzenie, a nawet namioty z łóżkami do odpoczynku. Część strażaków szła spać, a druga część ich podmieniała. Współpraca z mieszkańcami była naprawdę znakomita, choć oczywiście wszyscy byli przygnębieni sytuacją.

Wielu z nich straciło dorobek życia.

- Czy miał Pan okazję rozmawiać z mieszkańcami na temat szkód?

Robert Cacoń: - Tak, rozmawialiśmy z ludźmi na bieżąco. Mówili, że wszystko jest zalane i że wszystko trzeba będzie odbudować. Niestety, dopóki woda nie opadnie, nie można było ocenić rzeczywistych strat. Samochody były pod wodą, wystawały tylko dachy, a ludzie pływali łódkami, by dotrzeć do swoich domów. Z żywiołem nie da się wygrać, mogliśmy jedynie minimalizować skutki. Widoki były przytłaczające – to nie jest coś, co łatwo opisać słowami. Żywioł jest bezwzględny.

- To nie pierwsza akcja powodziowa, w której Pan uczestniczył. Jakie ma Pan wspomnienia z poprzednich takich działań?

Robert Cacoń: - Tak, miałem już okazję brać udział w akcji powodziowej w 2010 roku z ramienia Państwowej Straży Pożarnej. Te widoki były również tragiczne – ogromne zniszczenia, ludzkie dramaty. Przed żywiołami trudno się uchronić, a ich skutki są zawsze bolesne. Mimo tego, staramy się działać na najwyższych obrotach, by pomagać, gdzie tylko możemy.

- Jak wyglądało wyposażenie jednostek, które wyjechały do Czechowic-Dziedzic? Czy jesteście odpowiednio przygotowani do takich akcji?

Robert Cacoń: - Na akcję pojechaliśmy naszym „Dzikiem" – tak nazywamy jeden z naszych pojazdów. Praktycznie wszystkie jednostki, które wyjechały, były wyposażone w nowe pojazdy i nowoczesny sprzęt. Nasze jednostki KSRG są dobrze przygotowane do takich działań, choć oczywiście zawsze można się doskonalić i inwestować w jeszcze lepszy sprzęt. My zabraliśmy ze sobą również przyczepę z pompą, która okazała się nieoceniona w takich warunkach.

- Panie Prezesie, serdecznie dziękujemy za rozmowę i za ogromne zaangażowanie OSP Niegowa w pomoc podczas tej tragedii. Czy chciałby Pan dodać coś na koniec?

Robert Cacoń: - Chciałbym przede wszystkim podziękować mieszkańcom Czechowic-Dziedzic za życzliwość i wsparcie, które nam okazywali. Podziękowania należą się również naszym strażakom – za ich poświęcenie, profesjonalizm i gotowość do działania w każdej chwili. Bez nich ta akcja nie byłaby możliwa. Strażacy to nie tylko ci, którzy gaszą pożary, ale ci, którzy są gotowi walczyć z każdym żywiołem, by chronić ludzkie życie i mienie.

- Jeszcze raz dziękuję za rozmowę i życzę bezpiecznych akcji w przyszłości.

Skład Kompani: JRG Myszków, OSP Ogorzelnik, OSP Niegowa + przyczepa pompowa, OSP Lgota Górna + quad, OSP Jaworznik, OSP Żarki Letnisko, OSP Poraj, OSP Koziegłowy.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie