— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Samorząd

„Giertychówki” i zarzuty fałszowania wyborów: jak protest Giertycha zmienił debatę o demokracji

W tegorocznych wyborach prezydenckich Roman Giertych, teraz już jako poseł i reprezentant Platformy Obywatelskiej, wprowadził do przestrzeni publicznej olbrzymią pulę protestów wyborczych – tzw. „Giertychówek”. Ponad 49 tys. skarg o tożsamej treści wpłynęło do Sądu Najwyższego, co utkwiło w debacie politycznej jako przykład masowego włączenia obywateli w kwestionowanie wyniku.

Na podstawie wzoru przygotowanego przez Giertycha obywatele złożyli około 49 598 identycznych protestów w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, które następnie zostały scentralizowane jako jedna sprawa (sygn. I NSW 208/25) i pozostawione bez dalszego biegu z powodu formalnych braków. Bardzo wielu wyborców nadsyłało jako protesty krótkie oświadczenia deklarujące poparcie dla protestu Romana Giertycha.

Giertych próbował tłumaczyć obywateli, którzy wysyłali protesty „na jego wzorze” wpisując np. jego pesel lub słowo PESEL. Przyznał, że „nie wszyscy są prawnikami” i prosty wzór indukował błędy.

Choć Sąd Najwyższy zarzuty formalne odstawił na bok, Giertych długo podkreślał, że ma dowody na realne nieprawidłowości wyborcze: - Informatorzy poinformowali mnie, że protokoły… wykazały właściwie we wszystkich przypadkach, że mamy do czynienia z fałszerstwami wyborczymi – wyjaśniał. - Jeśli będzie 10 procent sfałszowane, to znaczy, że trzeba przeliczyć wszystko. Tak uważam – dodawał.

Giertych oskarża, że w składach komisji zasiadali ludzie powiązani ze środowiskiem skrajnie prawicowym: - Obwodowe komisje wyborcze zostały w sposób nielegalny przejęte… przez ludzi typu pana Olszańskiego, jakichś braci kamraci… - mówił w programie u Moniki Olejnik.

Czy wybory w Polsce są jeszcze uczciwe? To pytanie coraz częściej powraca w debacie publicznej – nie tylko w kontekście najwyższych urzędów w państwie, ale również wyborów lokalnych. Giertych zainicjował drugą (w historii współczesnej polski) największą obywatelską akcję protestu przeciwko rzekomemu fałszowaniu wyborów prezydenckich. Niemal równolegle na poziomie lokalnym w Myszkowie ponownie poddano pod wątpliwość prawdziwość wyborów na burmistrza.

Myszków 2024 – czy 21 głosów mogło zdecydować nieuczciwie? W znacznie mniejszej skali, ale równie niepokojąco, pojawiają się pytania o uczciwość wyborów w Myszkowie. W drugiej turze wyborów samorządowych Włodzimierz Żak wygrał z Tadeuszem Bartnikiem różnicą zaledwie 21 głosów. Przy znacznie mniejszej liczbie wyborców niż w wyborach prezydenckich, ta różnica staje się wyjątkowo istotna – wystarczyło 21 kart, by odwrócić wynik.

W lokalnych środowiskach pojawiają się poważne wątpliwości: • Czy wszystkie karty zostały prawidłowo policzone? • Czy nie doszło do pomyłek, które – w tak małej skali – mają decydujące znaczenie? • Czy komisje były wolne od nacisków, a proces przejrzysty?

Jeśli uznajemy, że Giertychówka – nawet błędna formalnie – może oddawać głos obywatelskiego niepokoju, to tym bardziej powinniśmy poważnie traktować sytuację, gdzie matematyka wyniku wyborów może być oparta na kilkudziesięciu głosach. Różnica między 21 głosami w Myszkowie a setkami tysięcy głosów w wyborach prezydenckich jest tylko pozorna. Tam i tu decyzję mogła podjąć garstka – lub jedna osoba – jeśli procedury zawiodły. Demokracja to nie rytuał – to odpowiedzialność.

Bez względu na to, czy wierzysz Giertychowi, czy nie – jego masowy protest i kontrowersyjna, ale skuteczna forma zaangażowania (ponad 40 tys. protestów) pokazuje, że zaufanie obywateli do procesu wyborczego zaczyna się kruszyć. Mówiono, że opozycja w Polsce sfałszowała wybory. Kto liczył głosy w Myszkowie?

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie