Na drogach powiatu myszkowskiego coraz niebezpieczniej
Drogi powiatu myszkowskiego stają się coraz bardziej niebezpieczne. Najnowsze dane Komendy Powiatowej Policji w Myszkowie pokazują, że liczba zdarzeń drogowych, zwłaszcza z udziałem młodych ludzi, znacząco wzrosła. W ostatnich kilku miesiącach doszło w Myszkowie do co najmniej kilku wypadków z udziałem nieletnich.
Nieletni w policyjnych raportach
Szczególnie niepokojące są liczby dotyczące zdarzeń z udziałem osób niepełnoletnich. W 2024 roku odnotowano 7 takich przypadków w całym powiecie. W tym roku, tylko do września, było ich już 22 – czyli ponad trzykrotnie więcej. Najwięcej niebezpiecznych zdarzeń z udziałem młodzieży miało miejsce w Myszkowie (11), ale niepokojące dane płyną również z Żarek (6) oraz Koziegłów (4).
Tak duży wzrost pokazuje, że młodzi uczestnicy ruchu – zarówno kierowcy, pasażerowie, jak i piesi – są szczególnie narażeni na wypadki.
Tę statystykę najlepiej obrazują dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy. 20 lipca około godziny 18:00 na skrzyżowaniu ulic Zamenhofa i Millenium w Myszkowie doszło do wypadku z udziałem 11-letniego rowerzysty. Chłopiec, wymuszając pierwszeństwo na prawidłowo jadącym renault, zderzył się z samochodem i doznał urazu głowy oraz obrażeń wewnętrznych. W stanie ciężkim został przetransportowany helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Katowicach.
Kolejne zdarzenie miało miejsce 25 sierpnia około godziny 10:00 w ciągu ulicy Wolności. Tym razem 11-letni rowerzysta wjechał wprost pod koła osobowego audi. Dziecko z poważnym urazem nogi zostało przewiezione do szpitala w Częstochowie. Oba wypadki, choć różne, łączy ten sam wniosek – nieletni są dziś najbardziej zagrożoną grupą uczestników ruchu.
Niebezpieczne skrzyżowanie w Myszkowie
Na mapie drogowych zagrożeń powiatu szczególne miejsce zajmuje skrzyżowanie obwodnicy Zawiercia i ulicy Szpitalnej w Myszkowie, w pobliżu mleczarni. Niby prosta droga, a jednak coś tam nie gra. Mieszkańcy od dawna alarmują, że słaba widoczność i nieprzemyślane rozwiązania drogowe sprawiają, że na prostym skrzyżowaniu regularnie dochodzi do kolizji. Statystyki potwierdzają te obawy – tylko w 2024 roku miało tam miejsce 6 zdarzeń, czyli średnio jedno co dwa miesiące.
To tylko dane z oficjalnych rejestrów, a przecież nie o każdej kolizji zawiadamia się policję. Dla porównania, w latach 2020–2023 policja rejestrowała tam od 2 do 3 kolizji rocznie.
Co gorsza, w ostatnich dwóch latach doszło tam także do wypadków, w tym jednego z poszkodowanymi w 2024 roku i kolejnego w roku bieżącym. Choć na szczęście nie było ofiar śmiertelnych, mieszkańcy podkreślają, że jest to tylko kwestia czasu, jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie.
Parkowanie przy działkach – zagrożenie dla kierowców i rowerzystów
Nie poprawia sytuacji lokalizacja ogródków działkowych i brak odpowiedniego parkingu w ich pobliżu. Działkowicze, nie mając gdzie zostawić samochodów, parkują wzdłuż ulicy w niedozwolonym miejscu, tworząc często nieprzerwany sznur pojazdów.
W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której kierowca jadący od strony Pińczyc nie jest w stanie przewidzieć, ile aut będzie musiał wyminąć – dopiero po tym, jak zdecyduje się na manewr, okazuje się, że pojazdów stojących jest na przykład 5, a nie 3.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z drugiej strony. Kierowcy jadący od ul. Wolności często zmuszeni są do zjazdu na ścieżkę rowerową, by uniknąć zderzenia z pojazdem nadjeżdżającym z naprzeciwka. Takie manewry niosą ogromne ryzyko dla rowerzystów, którzy – mając teoretycznie wydzieloną i bezpieczną trasę – nagle znajdują się na kursie kolizyjnym z samochodami osobowymi czy busami.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że problem jest znany od lat, ale reakcja władz miasta i służb jest znikoma. Policja co prawda pojawia się w tym rejonie, lecz nie po to, by rozwiązać problem parkowania czy zwiększyć bezpieczeństwo na feralnym skrzyżowaniu. Funkcjonariusze ustawiają się zazwyczaj kilkaset metrów dalej, gdzie z radarem kontrolują prędkość.
Zamiast wyeliminować przyczynę realnego zagrożenia, ograniczają się do łapania kierowców przekraczających prędkość – reperując w ten sposób budżet Skarbu Państwa, a nie dbając o bezpieczeństwo lokalnej społeczności.
Głos mieszkańców obnaża niewiedzę przewodniczącego
Na problem niebezpiecznego skrzyżowania ulicy Szpitalnej z obwodnicą od lat zwracają uwagę kierowcy i piesi, a w czerwcu tego roku jeden z mieszkańców w mediach społecznościowych, a dokładnie na profilu przewodniczącego Rady Miasta Myszkowa, Norberta Jęczalika, zaapelował do niego, by władze rozważyły budowę ronda na feralnym skrzyżowaniu. „Warto poruszyć ten temat.
Bo jesteś radnym, ludzie rozbijają się tam jak ćmy o szybę, dlaczego jako radny z Miaczowa nic nie robisz w tej kwestii” – pisał znajomy radnego.
Odpowiedź przewodniczącego Jęczalika tylko obnażyła jego niewiedzę. Zamiast podjąć temat, stwierdził, że to nie jest droga gminna, lecz krajowa nr 791. Problem w tym, że ulica Szpitalna to faktycznie droga gminna, a mieszkańcy odebrali reakcję samorządowca jako wymówkę i próbę zrzucenia z siebie odpowiedzialności. – Zamiast działać, przewodniczący odsyła mieszkańców z kwitkiem. Najważniejsze, że bierze kilka tysięcy diety – nic już nie musi robić.
A wystarczyłoby wyjść z inicjatywą i napisać do władz województwa – komentują mieszkańcy i sugerują, że przy skrzyżowaniu jest przecież miejsce na przykład na rondo.
Potrzebne realne działania
Statystyki i głosy mieszkańców jasno wskazują, że sytuacja wymaga pilnych decyzji – dodatkowego oznakowania, a być może nawet przebudowy skrzyżowań. Czas także na wzmożone działania na myszkowskich drogach i nie chodzi tu tylko o pozorną profilaktykę, bo ta przecież prowadzona jest od lat – jak widać, bez większych efektów.
Młodzi ludzie coraz częściej pojawiają się w policyjnych raportach ze zdarzeń drogowych, a skrzyżowanie przy mleczarni pozostaje punktem szczególnego ryzyka dla wszystkich uczestników ruchu.
Czy władze miasta wreszcie zauważą problem i podejmą realne działania, zanim dojdzie do tragedii?
Opublikowano: lipiec/sierpień 2025