— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

← Wróć do wszystkich artykułów
Edukacja

Żak chce zlikwidować oddziały przedszkolne: radni znów pokazali pełną zależność

Burmistrz Myszkowa Włodzimierz Żak wszczął procedurę likwidacji dwóch oddziałów przedszkolnych. Decyzja zapadła szybko, bez szerokiej debaty, bez pogłębionych analiz, bez rozmów z rodzicami i dyrekcją placówek. A przynajmniej bez takich rozmów, o których wiedzieliby radni i mieszkańcy. Włodarz nie przygotowywał gruntu miesiącami, nie konsultował, nie rozmawiał głośno.

Po prostu, kilka dni przed obradami komisji rzucił radnym na stół projekty uchwał o likwidacji dwóch oddziałów przedszkolnych przy szkołach nr 2 i 5. I już. A sprawa prosta nie jest, bo grupy mieszczą się w krajowych normach, więc decyzja powinna być poprzedzona szeroką debatą i analizą całej sieci. Bo choć w budżecie liczą się cyfry, w przedszkolu najważniejsze są dzieci.

Jeszcze przed sesją odbyła się komisja, podczas której radny Tomasz Szlenk - potraktowany przez własne środowisko jak polityczne zło konieczne - złożył wniosek o zdjęcie z porządku obrad punktów dotyczących likwidacji oddziałów. Domagał się merytorycznej dyskusji. Chciał analiz finansowych, rozmów z dyrekcją przedszkoli, wysłuchania rodziców. Nie został wysłuchany. Wniosek o zdjęcie uchwał z porządku obrad ponowił podczas komisji radny Tadeusz Bartnik.

Apelował o czas, o rozwagę, o decyzję opartą na danych, a nie na pośpiechu. Podobnie radna Zofia Jastrzębska. Zamiast rzeczowej odpowiedzi usłyszeli zarzut „grania na emocjach”. Bo - jak przekonywano - trzeba głosować już teraz. Natychmiast. Budżet się nie spina. Burmistrz szuka pieniędzy. I wtedy na komisji doszło do głosowania, które zaskoczyło chyba wszystkich. Remis 8:8. A przecież burmistrz Żak ma w radzie większość.

Radni obozu Żaka głosowali oczywiście tak, jak chciała Beata Pochodnia, czyli ZA likwidacją (B. Pochodnia powiedziała coś zaskakującego, jeśli nie rodzą się dzieci, to trzeba zamykać porodówki, nie ma dzieci, to trzeba zamykać placówki).

Lewica się… rozjechała • Tomasz Szlenk - ZA wycofaniem punktu (czyli przeciwko nagłemu przepchnięciu likwidacji), • Marta Muszczak - wstrzymała się, • Zbigniew Bartos - zagłosował ZA likwidacją (przeciwko własnemu ugrupowaniu, czyli za linią Żaka), • Norbert Jęczalik wyszedł, • Jerzy Woszczyk poparł wniosek Szlenka. Po komisji niepokornym radnym wylano na głowę kubeł zimnej wody.

To właśnie w takich momentach widać, jak bardzo część radnych jest uzależniona zawodowo od burmistrza. Pracują w MDK, w MOPS, w jednostkach 100% zależnych od decyzji Żaka. Dyrektor zależy od burmistrza → radny zależy od dyrektora → głos radnego zależy od… no właśnie - od czego? Powinien być zgodny z głosem wyborców, a wyborców w tej sprawie nikt nie pytał. Nikt nie rozmawiał z rodzicami, nawet nie rozmawiano z załogą.

Podczas sesji stanowiska części radnych uległy zmianie. - Marta Muszczak - głosowała za likwidacją, choć na komisji się wstrzymała. - Jerzy Woszczyk - za lidiwdacją, mimo że na komisji był za zdjęciem uchwał z porządku obrad. - Norbert Jęczalik - za, choć na komisji opuścił obrady. - Tomasz Szlenk na sesję nie przyszedł… W efekcie los oddziałów przedszkolnych stał się elementem politycznej arytmetyki. Co mówią liczby?

Pełne porównanie oddziałów Z danych miejskich za rok szkolny 2025/2026 wynika, że w systemie przedszkolnym (przedszkola + oddziały przy szkołach) funkcjonują następujące placówki (liczba dzieci w wieku 2,5-6 lat oraz liczba oddziałów): • Przedszkole nr 1 „Bajka” - 119 dzieci, 6 oddziałów • Przedszkole nr 2 - 135 dzieci, 6 oddziałów • Przedszkole nr 3 z Oddziałami Integracyjnymi - 64 dzieci, 4 oddziały • Przedszkole nr 4 - 117 dzieci, 5 oddziałów • Przedszkole nr 5 im.

Marii Konopnickiej - 161 dzieci, 7 oddziałów • Przedszkole nr 6 (Zespół Szkolno- Przedszkolny) - 57 dzieci, 3 oddziały • Oddział przedszkolny w SP 2 - 22 dzieci, 1 oddział • Oddział przedszkolny w SP 4 - 23 dzieci, 1 oddział • Oddział przedszkolny w SP 5 - 34 dzieci, 2 oddziały • Oddział przedszkolny w SP 6: 43 dzieci, 2 oddziały. • Oddział przedszkolny w SP 7: 12 dzieci, 1 oddział.

Łącznie w całym systemie funkcjonuje 787 dzieci w 38 oddziałach, co daje średnio ok. 20-21 dzieci na oddział i wskazuje na relatywnie niskie obciążenie w porównaniu do standardów (normy polskie pozwalają na grupy do 25 dzieci, ale optimum to 15-20 dla lepszej jakości opieki).

Jak na tym tle wyglądają SP 2 i SP 5? • SP 2: 22 dzieci w 1 oddziale To wynik niemal idealnie wpisujący się w średnią miejską. • SP 5: 34 dzieci w 2 oddziałach (średnio 17 dzieci na oddział) To nie jest wynik skrajnie niski - w systemie są grupy porównywalne liczebnie. Dla porównania: • Przedszkole nr 3: 64 dzieci w 4 oddziałach (średnio 16 dzieci) • Przedszkole nr 6: 57 dzieci w 3 oddziałach (średnio 19 dzieci). Różnice między placówkami nie są drastyczne.

Nie mamy do czynienia z kilkuosobowymi grupami, które funkcjonują symbolicznie. To normalnie działające oddziały, mieszczące się w organizacyjnych standardach. Skala likwidacji Likwidacja: • 1 oddziału w SP 2 • 2 oddziałów w SP 5 oznaczałaby likwidację 3 z 38 oddziałów, czyli blisko 8 proc. całej miejskiej sieci przedszkolnej. To nie jest kosmetyczna korekta. To wyraźne ograniczenie oferty.

A trzeba pamiętać, że budynek Szkoły Podstawowej nr 5 i tak jest użytkowany, więc to nie jest dodatkowa infrastruktura, którą trzeba ekstra ogrzewać itp. I właśnie dlatego argument o braku dzieci wymaga chłodnej analizy. Liczby pokazują spadek demograficzny - to fakt. Ale pokazują też, że oddziały przeznaczone do likwidacji nie odbiegają drastycznie od innych funkcjonujących w mieście. Pieniądze nie zawsze są najważniejsze Tło tej decyzji jest poważne.

Myszków znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Wielokrotnie mówiono o napiętym budżecie, o braku środków, o konieczności cięć. Coraz częściej padają słowa o najtrudniejszym momencie w historii miejskich finansów. Tylko że rachunek za błędy w zarządzaniu budżetem ma dziś zapłacić najmłodsza grupa mieszkańców. Dzieci. I to właśnie budzi największe emocje. Bo oszczędzać można na wielu rzeczach. Pytanie, czy akurat na przedszkolach.

Czy ktoś w ogóle pomyślał w tym wszystkim o przedszkolakach? Dla dzieci w wieku przedszkolnym zmiana placówki to nie tylko logistyczna niedogodność, ale poważny szok emocjonalny.

Maluchy, które przyzwyczaiły się do znanego środowiska, nagle trafiają do nowej, obcej rzeczywistości: inny personel (nowe panie przedszkolanki, z którymi nie mają wypracowanej więzi), odmienne wnętrza (inny układ sal, zabawki, kolorystyka), a przede wszystkim nowe koleżanki i koledzy (utrata znajomych twarzy, potrzeba budowania relacji od zera). To wywołuje stres adaptacyjny, objawiający się jako lęk separacyjny, rozdrażnienie, płaczliwość, apatia lub nadmierna agresja.

Dzieci mogą mieć trudności z koncentracją, snem, jedzeniem czy nawiązywaniem kontaktów, co wpływa na ich rozwój emocjonalny i społeczny. Badania wskazują, że taki stres jest podobny do adaptacji w pierwszym przedszkolu: maluchy potrzebują tygodni, by się oswoić, a w skrajnych przypadkach może to prowadzić do regresu (np. moczenie nocne czy odmowa zabaw).

Jeśli demografia wskazuje na dalszy spadek, lepiej wygasić oddziały, w kontrolowany sposób, niż narażać dzieci na wielokrotne traumy zmian w przyszłości - to pozwoli na stabilniejszą edukację w mniejszej, ale lepiej zarządzanej sieci placówek. Katarzyna Kieras