— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

← Wróć do wszystkich artykułów
Edukacja

Burmistrz oszczędza na przedszkolakach, a na jedną imprezę wydaje ok. 100 tys. zł

Rodzice z Myszkowa nie walczą już o miejsca w przedszkolu. Oni walczą o godność, o zdrowy rozsądek i to, żeby ich dzieci nie stały się ofiarami urzędniczej oszczędności, która pachnie tanim populizmem.

Bo kiedy burmistrz Włodzimierz Żak i Rada Miasta z działaczami Koalicji Obywatelskiej oraz Nowej Lewicy szukają oszczędności w dwóch oddziałach przedszkolnych przy Szkołach Podstawowych nr 2 i nr 5, jednocześnie lekką ręką wydawane jest około 100 tysięcy złotych na jedną imprezę dla 300 osób, to nie jest już tylko błąd. To jest policzek wymierzony w twarz każdej myszkowskiej rodzinie.

Zdesperowani rodzice poprosili o pomoc Partię Razem. Posłanka Marta Stożek i działacze Razem zrobili to, czego burmistrz i radni nie chcieli zrobić sami: zorganizowali konferencję prasową, która miała problem nakreślić. Konferencja nie odbyła się w urzędzie, a w Sejmie, oprócz tego zaangażowani i utrzymanie placówek oświatowych złożyli formalne zapytania o podstawy prawne działań władz miasta. Odpowiedzi? Żadnych konkretnych wyliczeń. Żadnych analiz finansowych.

Żadnych danych, które uzasadniałyby, dlaczego akurat te dwa oddziały mają zniknąć. A liczby nie są tak oczywiste, jak przedstawiona została w poprzednim wydaniu DEMOKRATYCZNEJ.

Martin Saczek z częstochowskich struktur Partii Razem mówił jasno: - Gdy tylko mieszkańcy naszej gminy z Mrzygłowa i Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy podjęli uchwały intencyjne w sprawie likwidacji oddziałów przedszkolnych przy szkołach nr 2 i nr 5, skontaktowaliśmy się z rodzicami, którzy przekazali nam informacje, które wywołały w nas niepokój.

Zwróciliśmy się z konkretną interwencją poselską, zapytaniem do burmistrza Myszkowa o konkretne powody i analizy likwidacji tych oddziałów. Odpowiedź nie była satysfakcjonująca. Rodzice do przedszkoli chodzą coraz mniej, ale ile podano nam dokładne dane konkretnie na te dwa oddziały miałyby być likwidowane. Nie przedstawiono również konkretnych analiz finansowych, konkretnych oszczędności, które miasto miałoby z tytułu likwidacji tych oddziałów.

Wątpliwości wzbudziły także sposób zawiadomienia rodziców, o którym za chwilę opowiemy, a także sam fakt, że wstrzymano rekrutację do oddziałów, co samo ministerstwo edukacji narodowej traktuje jako niezgodne z obowiązującym prawem. Miasto mówi także, że warunki w nowych miejscach, w przedszkolach, do których miałyby uczęszczać dzieci będą nie gorsze niż te, które dzieci mają obecnie - z tym rodzice się nie zgadzają.

Jak sprawę oceniają rodzice

Mecenas Karolina Barnet-Kuźnik, mama trzyletniej z oddziału przy SP5, powiedziała wprost na konferencji w Sejmie: - Jestem rodzicem dziecka, które uczęszcza do Szkoły Podstawowej nr 5, do oddziałów przedszkolnych, które są zlokalizowane w tej szkole. Moje dziecko ma 3 lata. Mogę powiedzieć, że jako rodzic jestem bardzo zaskoczona postawą urzędu w stosunku do nas i faktem, że staje w pozycji dominującej wobec nas obywateli.

Decyzja o likwidacji naszych oddziałów przedszkolnych nie została w żaden sposób skonsultowana, nie było uchwały o konsultacjach społecznych, w zasadzie decyzja zapadła na 5 lutego tuż przed feriami. Informacje w tym zakresie były doręczane w sposób chaotyczny, nagły, po domach prywatnych, sami musieliśmy ubiegać się o to, by odebrać te decyzje, co narusza naszym zdaniem podstawowe zasady dotyczące doręczeń.

Nasze przedszkole - dlaczego my w ogóle uważamy, że prowadzenie przedszkola przy szkołach podstawowych to jest przyszłość. Nasze przedszkole jest wyjątkowe z tego względu, że choć w budynku szkoły jest zlokalizowany ostatni gabinet stomatologiczny przy przedszkolu, jaki się ostał w województwie śląskim. Dzieci mają dostęp do pani pielęgniarki, która jest dostępna dla dzieci w tym samym skrzydle szkoły, w którym jest przedszkole.

Ponadto dzieci mają możliwość korzystania z boiska szkolnego, z infrastruktury szkolnej, i z sal sportowych, mamy salę sensoryczną, jest logopeda, który jest dostępny dla dzieci bezpłatnie. To powoduje, że my rodzice dzieci są dobrze zaopiekowane. Nie musimy również po zajęciach przedszkolnych jeździć z dziećmi do zajęć senioryczne, wszystko to mamy zlokalizowane w szkole.

Zaproponowane przedszkola do kontynuowania przez nasze dzieci edukacji przedszkolnej - no niestety, naszym zdaniem są gorsze i nie spełniają takich norm, jaka nasza placówka. W ogóle uważamy, że prowadzenie przedszkola przy szkołach jest trendem, w tej chwili m.in. w Częstochowie przedszkola są przyłączane do szkół. Uważamy, że to jest bardzo dobre rozwiązanie.

Z tego względu mamy nadzieję, że jest ostatecznie i że w końcu głos społeczny: głos rodziców, głos związków zawodowych będzie wysłuchany i będziemy mogli znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli kontynuować naszej placówce oraz dzieciom, dalsze uczęszczanie przez nasze dzieci do tego przedszkola i równiej, że uratujemy miejsca pracy. To nie są puste słowa. To są konkrety, których burmistrz Żak i radni nie potrafili albo nie chcieli podać, nawet podczas komisji czy sesji.

Rodzice nie poprzestali na konferencji. Wysłane zostało także pismo do Śląskiego Kuratora Oświaty.

Mecenas Barnet-Kuźnik, a prywatnie mama dziecka z zamykanego przedszkola wylicza uchybienia proceduralne, które powinny zawstydzić każdego samorządowca i pracownika samorządowego: • brak uchwały o konsultacjach społecznych i realnych konsultacji, • brak konsultacji ze związkami zawodowymi (dwie panie z personelu idą na bruk), • uchwała intencyjna bez jakiegokolwiek uzasadnienia, a w tym wyliczeń finansowych kosztów utrzymania likwidowanych oddziałów w porównaniu do przedszkoli funkcjonujących na terenie miasta, • nielegalne wstrzymanie rekrutacji (kuratorium musiało interweniować i nakazać przywrócenie naboru), • propozycja przeniesienia dzieci do placówek o standardzie niedorównującym dotychczasowemu (w tym placówki z problemami sanitarnymi - grzyb w piwnicy u jednego z przedszkoli), • brak danych o stanie sanitarnym i ppoż. wszystkich placówek w mieście.

Rodzice pytają wprost: czy radni otrzymali komplet informacji zanim podjęli decyzje o likwidacji obu oddziałów? Kilkoro radnych przekazało redakcji, że projekty uchwał rzucono na stół bez żadnych analiz, bez żadnych informacji, do przegłosowania już, bo termin nagli. Wszystko to budzi niepokój.

W dodatku Przewodniczący Rady Miasta Norbert Jęczalik oświadczył publicznie podczas sesji, że „radni wcale nie zamykają przedszkoli, tylko oddziały przedszkolne" i to był zarzut do DEMOKRATYCZNEJ. Panie Przewodniczący, wyjaśniam raz i dobrze: przedszkole to nie „oddział". To etap edukacji. Kończą go przedszkolaki, a nie „oddziałowcy".

Likwidując oddział przedszkolny przy szkole, likwiduje się realne miejsce dla konkretnych trzylatków, czterolatków czy pięciolatków - przyszłości Myszkowa. To nie jest semantyczna różnica, to jest kłamstwo opakowane w urzędniczy bełkot. Rodzice doskonale wiedzą, co tracą i w przeciwieństwie do was - mówią o tym głośno. Nie nabierają się na takie słowne gierki.

Powtórzę: oddział przedszkolny to przedszkole przy szkole, a nie coś mniejszego, by mogło być gorsze, łatwiejsze do zamknięcia. Uczęszczają tam dzieci - równie ważne jak uczęszczające do przedszkoli, pracujące nauczyciele, kucharki, woźni, konserwatorzy techniczni. To te miejsca wymazujecie swoimi decyzjami z mapy miasta, które ma rozwijać możliwości.

Co dalej?

Kuratorium bada sprawę. Opinia ma być wydana lada dzień. Zamiast wydawać 100 tysięcy na jedną imprezę dla trzystu osób, Drodzy Radni - zróbcie coś, co naprawdę zostanie zapamiętane: uratujcie miejsca dla dzieci, które już tu są. Bo jak mówi posłanka Marta Stożek: Państwo nie może wycofywać się z edukacji od najmłodszych lat. Jako Partia Razem złożyliśmy projekt ustawy mającej na celu wzmocnienie przedszkoli. My widzimy problem niskich wskaźników demograficznych.

Na to państwo powinno odpowiedzieć. A dobra odpowiedzią nie jest zamykanie i wycofywanie usług publicznych tylko po to, by na ich miejsce nie pojawiło się najczęściej nic albo prywatne przedsięwzięcia nastawione na zysk. Tu w Myszkowie sprawa dotyczy bardzo wartościowych placówek. My zdecydowanie nie zgadzamy się na takie ruchy i będziemy wspierać rodziców. Szkoda, że tego wsparcia nie okazują rodzicom radni - ci, którzy mieli być ich reprezentantami w samorządzie.

O wydarzeniu, które kosztowało podatników około, a może znacząco ponad 100 tysięcy złotych w odrębnym artykule.

Katarzyna Kieras