— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Prawo

W tej sprawie przegrały obie strony

W TEJ SPRAWIE PRZEGRAŁY OBIE STRONY

Koniec batalii sądowej z Khalidem Hagarem podsumować mogę krótko: wygrałam nie swoją wojnę. Pewnie stwierdzenie „nie swoją” Państwa zastanawia. Wyjaśnię: na mojej walce z K. Hagarem wygrał jedynie lokalny PiS, dopychając się do władzy. I były dyrektor szpitala i ja wychodzimy z tej potyczki poturbowani. Dni straconych urlopów na rozprawy, niepotrzebny stres…

To były cztery wybitnie długie lata. Każdy, kto choć raz zasiadał na ławie oskarżonych, wie dlaczego. Miejsce i powaga sądu nie umniejszają stresu, nawet gdy absolutnie nie czuje się winnym. I zwłaszcza gdy na sali sądowej wytaczane są najcięższe działa. Akt oskarżenia przygotowany przez pełnomocnik K. Hagara zawierał 9 zarzutów i dotyczył dwóch czynów (art. 212 par. 2 w związku z art. 216 par. 2 kk).

Na ich potwierdzenie niezliczona ilość cytatów z moich artykułów, wniosków dowodowych z przesłuchań świadków i ocean krytyki. Do tego częste terminy rozpraw, na które pracując, brałam urlop. Nie każdy oskarżony czeka na rozprawę kilkanaście miesięcy – te przywileje dotyczą nielicznych. Terminy tej sprawy karnej realizowane były niemal ze szwajcarską dokładnością.

Co było przedmiotem sprawy? Miałam swoimi artykułami i nie tylko - pomówić Khalida Hagara. Teksty miały być też nacechowane rasizmem. Sąd nie dał wiary argumentom oskarżyciela prywatnego. Wyrok jest prawomocny. Efekt cieszy, choć satysfakcji wielkiej nie mam. Tak poważnie myślę, że obie strony są przegrane. Dlaczego? Inicjowanie dyskusji publicznej – jak wielokrotnie podkreślał sąd odwoławczy – jest podstawową rolą dziennikarza.

Zwłaszcza tej w tematach ważnych dla lokalnej społeczności. Zdrowie, realizacja świadczeń medycznych, a przede wszystkim szpital to priorytety informacyjne. A w lecznicy są różne grupy interesu i wygląda to tak, że jeden donosi na drugiego, a wszystkim rządzą zwykle politycy, podsycając negatywne nastroje personelu. Ktoś to umiejętnie wykorzystał. Buntował zespół Hagara, informacje przekazując redakcji.

Redakcja relacjonowała skrupulatnie sytuację, zawiadamiając o problemach organy nadzoru. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że sytuacja SP ZOZ nie była tak tragiczna, jak teraz. Teraz szpital jest niemal na dnie. Personel – nawet nie mając wypłacanego na czas wynagrodzenia - milczy. Do redakcji nie wpływają anonimy. Wiem, że jest blokada informacji i ponowny zakaz czytania DEMOKRATYCZNEJ. Ponowny, bo za dyrektora Hagara też był.

W pierwszej instancji Sąd Rejonowy w Myszkowie wydał surowy wyrok skazujący. Sąd Okręgowy w Częstochowie nie pozostawił suchej nitki na tamtym rozstrzygnięciu, wytykając asesor sądowej Karinie Kostrzewskiej mnóstwo błędów. Najzabawniejszym elementem całego procesu był świadek Jarosław Mazanek i jego zeznania.

Mój były pracodawca, właściciel Gazety Myszkowskiej zrobił w sądzie show, powołując się na problemy z pamięcią, zasłaniając się bezprawnie tajemnicą dziennikarską i oceniając moją pracę jako nierzetelną. Zacytuję fragment uzasadnienia wyroku dotyczący tego właśnie świadka:

„(Sąd Okręgowy zarzucił – przyp. red.) obrazę przepisu postępowania, a to art. 7 kpk, która mogła mieć wpływ na treść zaskarżonego wyroku, poprzez dokonanie dowolnej, a nie swobodnej, oceny dowodu z zeznań Jarosława Mazanka i wadliwe ustalenie, że zeznania te są wiarygodne w części, w której Jarosław Mazanek zeznał, że oskarżona miała wykazywać się nierzetelnością dziennikarską, podczas gdy przyjęcie takiego ustalenia pozostaje niezgodne z zasadami doświadczenia życiowego i zasadami logiki, a Sąd pierwszej instancji pominął w tym zakresie fakt, że Jarosław Mazanek jest redaktorem naczelnym gazety konkurencyjnej dla gazety oskarżonej i wprost dąży on do jej zdyskredytowania w opinii publicznej z korzyścią dla siebie, co potwierdza jego zachowanie w toku niniejszego postępowania”.

Choć nie traktuję Gazety Myszkowskiej jak konkurencji, dziękuję, że zauważono niesprawiedliwość w ocenie mojej pracy. Na szczęście sąd dokonał innej. Pozwolę sobie zacytować dwa fragmenty uzasadnienia, podsumowujące moją wieloletnią pracę w zawodzie:

„Przechodząc w tym miejscu bezpośrednio na kanwę niniejszego materiału prasowego, Sąd Okręgowy stwierdza, że niewątpliwie podnoszono w nich doniosłe lokalnie kwestie. W artykułach wyliczano bowiem decyzje dyrektora szpitala, będące w zainteresowaniu lokalnej społeczności, poddając je ocenie, krytykując, stawiając pytania ich dotyczące i przedstawiając dziennikarskie komentarze, co łącznie oceniane stanowi przecież kwintesencję roli społecznej prasy.

Mając to wszystko na uwadze, czyli zarówno zasady rozwiązywania konfliktu dóbr prawnie chronionych – z jednej strony wolności wypowiedzi oraz wolności prasy, zaś z drugiej strony dobrego imienia oskarżyciela prywatnego – jak również kompleksowo ocenianą treść artykułów prasowych autorstwa oskarżonej, Sąd Okręgowy doszedł do przekonania, iż brak jest w analizowanej sprawie podstaw do pociągania Katarzyny Kieras do odpowiedzialności karnej[…]

Po stronie oskarżonej nie było złej woli w kierunku podniesienia wiadomości, które mogłyby mieć charakter zniesławiający. Oskarżona miała informacje od innych osób, w tym pracowników szpitala, brała udział w posiedzeniach rady powiatu, o możliwych nieprawidłowościach informowała organy państwa, które przeprowadziły w szpitalu kontrole.

Za jednoznacznie nietrafne należy uznać stanowisko Sądu Rejonowego, i oskarżyciela, że dziennikarz powinien dystansować się od publikowanych wypowiedzi, w przeciwnym zaś wypadku popełnia przestępstwo z art. 212 k.k. Ten ostatni pogląd nie tylko nie znajduje jakiegokolwiek oparcia w przepisach prawa, i przeczy rozsądnej ocenie pracy dziennikarza,

Próba przedstawienia sprawy będącej przedmiotem spornej publikacji, w sposób demonstrujący dystans dziennikarza od opisywanych przezeń zagadnień, czyniłaby go niewiarygodnym. W konsekwencji uznać należy, że oczekiwanie skarżącego, iż autor publikacji - dziennikarz będzie odcinał się od tego co sam przedstawia, jest wręcz nieracjonalne”.

Ten artykuł to dobra okazja do podziękowań. Miałam najlepszą adwokat na świecie. Dziękuję Pani Mecenas Agnieszce Handzlik, która absolutnie zawsze była przygotowana do rozprawy, zadała tysiące pytań, a sądowe korytarze przemierzała z torbami segregatorów, wypełnionymi papierami ze sprawy! Niesamowity człowiek, z ogromną wiedzą i wysoką kulturą. Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy prawnej, to chętnie udostępnię numer telefonu do jej kancelarii.

Dziękuję też adwokat drugiej strony - Joannie Bryndal, choć trochę nie przekonywał mnie styl, muszę powiedzieć, że była bardzo zaangażowana. Polecam, gdyby Mecenas Handzlik miała zajęty kalendarz.

Na końcu dziękuję Khalidowi Hagarowi. Wiem, to nietypowe, że wygrany dziękuje „przegranemu”, ale to dzięki Panu wiele się nauczyłam. Od wielu lat słyszę, że jest Pan dobrym lekarzem.

Na koniec powtórzę: to nie była moja wojna, ale ostatecznie i na szczęście wracam z tarczą. Taki sądowy hattrick - trzecie uniewinnienie.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie