— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Samorząd

Nie chcemy masztu tak blisko szkoły i naszych domostw

Nie chcemy masztu tak blisko szkoły i naszych domostw

Mieszkańcy Ludwinowa są załamani, mówią, że odległości kilkudziesięciu metrów od szkoły, do której uczęszczają ich dzieci, ma powstać stacja bazowa telefonii komórkowej sieci Play. Protestują przeciw posadowieniu masztu w tak niedużej odległości od zabudowań. Twierdzą, że nikt ich o budowie nie informował, nawet najbliższych sąsiadów. Na ratunek przyszli politycy. I co się okazuje?

Nikt ci tak nie zaszkodzi, jak ci wójt pomoże, zwłaszcza gdy liczy na wsparcie Elona Muska - założyciela lub współzałożyciela PayPal'a, SpaceX'a czy Tesli. Mówiąc o kosmicznych podbojach, 60-metrową wieżę nazwał skromnie: nadajnikiem.

W Szkole Podstawowej w Ludwinowie, nieopodal której ma być wybudowana stacja bazowa telefonii komórkowej, zorganizowano spotkanie mieszkańców z wójtem, radnym, sołtysem i... „ekspertami", którzy mieli zainteresowanych uspokoić, że inwestycja jest dla ich zdrowia bezpieczna. To bezpieczeństwo spędza ludwinowianom sen z powiek. Boją się, że będą zapadać na nowotwory i inne choroby. Obawiają się też obniżenia wartości gruntów.

Organizatorzy – choć w zasadzie nie wiadomo kto nim był – nie zadbali o to, by pojawiła się osoba, która zaprezentuje informacje odmienne od „ekspertów", by mieszkańcy sami mogli wyciągnąć wnioski. Wójt wychwalił dwóch panów, opowiedział czym się zajmują z niezwykłą dokładnością...

O równowagę w poradach eksperckich musieli zadbać sami. Zaprosili byłego pracownika właśnie takiej stacji bazowej, który w walce o bezpieczeństwo stał się specjalistą. Mężczyzna koresponduje z ministrami, resortami, uczestniczy w postępowaniach sądowych – na działaniu takich masztów – zjadł - nie przysłowiowe zęby, a zdrowie.

- To nie było w ukryciu, radni, sołtysi uczestniczą w zebraniach i stanowisko było tak przekazywane, by maszt budować.

I ja cały czas w takiej wierze działałem. Nie uczestniczyłem na żadnym etapie w powstaniu tego masztu. Idę z wami w jednym szeregu. Zrobię wszystko, by zablokować tę inwestycję. To pierwszy sygnał od 4 lat, że wy tej inwestycji nie chcecie – mówił Rembak. Dodał także, że wszyscy mieszkańcy mieli maszt chcieć, dlatego on zrobił, co mógł, by wieża powstała, chciał nawet inwestorowi oddać gminne działki, by tylko zasięg w Ludwinowie był lepszy.

Inwestor zainteresowany nie był. Z jednej strony wójt nie uczestniczył w powstaniu masztu, z drugiej zaś powiedział, że sam wysyłał pisma do operatorów, by stacja powstała. Wójt zapewniał, że mieszkańcy wiedzieli o tym, gdzie maszt powstanie. Ci protestowali, nikt ich nie powiadomił o tym, jaki to będzie nadajnik, a przede wszystkim, że wybudowany będzie tak blisko szkoły i domostw.

Rembak – modelując odpowiednio głos

- powiedział, że się w sumie na tym nie zna, ale w Niegowie maszt już stoi i tam jedyne co niegowianom przeszkadzało to nie żadne fale, a to, że stacja stoi u sąsiada, a nie na ich placu, by mogli na niej zarobić.

Samorządowiec postanowił sprawdzić ewentualną szkodliwość takiej inwestycji dopiero wtedy, gdy stacja miała powstać w Bliżycach, z których pochodzi. – Muszę powiedzieć, że wydałem publiczne pieniądze, by sprawdzić, czy ta budowa jest bezpieczna – powiedział i dodał: - Dwa, trzy miesiące temu, chociaż tam nie było protestów, ale będąc świadomym, że to budzi poważne wątpliwości, sam się obawiałem.

Nie wystarczyła mi opinia RDOŚ (Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – przyp. red.) i z pieniędzy podatników zleciłem dodatkową, niezależną opinię do wykonania – chociaż nie musiałem – z politechniki wrocławskiej, by się naukowiec wypowiedział, czy to jest szkodliwe, czy nie, żeby nie było wątpliwości, żebyśmy my jako samorząd w jakiś sposób nie narażali. Pan profesor, pani z RDOŚ używali przyziemnych argumentów. Nawet się na mnie denerwowali, co ja chcę".

- Spróbujmy zaufać instytucjom i fachowcom, którzy się tym zajmują – powiedział ekspert reklamowany przez wójta. Wniosek z wypowiedzi mężczyzny jest taki, że trzeba uznać, że maszty są bezpieczne, bo powstają na szpitalach. Dodał kilkukrotnie, że nie ma takich badań stwierdzających szkodliwość masztów. Na to mieszkańcy opowiedzieli śmiechem. Wszystkie argumenty obalił mężczyzna, którego zaprosili na spotkanie zaniepokojeni powstaniem stacji.

Zbigniew Gelzok – Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przeciwdziałania Elektroskażeniom „Prawo do życia". Elektromonter, który kilkanaście lat pracował przy budowie stacji bazowych telefonii komórkowych. Uczestnik postępowań przed sądami administracyjnymi dotyczącymi lokalizacji masztów korporacji telekomunikacyjnych.

- Rok 2019 w Polsce zmienione zostały normy. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby pan powiedział, kto zmieniał normy. Były 3 kobiety i jeden ekspert. Ekspert Ministra Zdrowia – do dziś nie wiem, od czego jest ekspertem, bo na promieniowaniu się nie zna. Pisałem wielokrotnie do Ministra Zdrowia. Minister Zdrowia mi odpisał na pismo, że nie wie, czy wifi jest bezpieczne. Zwracałem się o technologię 5G, by premier powiedział po co 5G dla dzieci i młodzieży. Odpowiedział, że nie wie.

Minister Edukacji nie wie. Możemy wejść na rządową białą księgę. Ministerstwo Cyfryzacji, Państwowy Instytut Łączności to reklamują. 68 strona – pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego twierdzą, że są badania, które potwierdzają wpływ telefonii na zdrowie (na układ nerwowy, gonady itp.) i pokazują, że są takie, które ich nie stwierdzają. Zobaczcie proces legislacyjny rozporządzenia ministra.

Przeczytajcie Polskie Towarzystwo Badań Radiacyjnych – elita polskich naukowców i opinia Państwowego Instytutu Łączności z Łodzi i przeczytajcie, czy naukowcy polscy mówią, że to jest bezpieczne, nawet stara norma. Mówią, że nie! Minister Zdrowia nie stwierdza, czy to jest bezpieczne. Instytut Łączności twierdzi, że się tym nie zajmuje. Tego się od tych panów nie dowiecie. Mam wyroki sądów, mam własną dokumentację mojej choroby zawodowej.

Mam badania 10-letnie z Brazylii, gdzie wykazano związek przyczynowo-skutkowy. Tam, gdzie wieża stała daleko, liczba zachorowań na nowotwory była mniejsza, tam, gdzie stała bliżej domostw – zachorowań było więcej. Bazuję na konkretach. Posłuchajcie profesor Abramczyk, posłuchajcie profesor

Rybickiej, to są autorytety. Jesteśmy zachłyśnięci postępem i technologią, ale są działania prewencyjne, korzystajmy z nich.

Wypowiedź mężczyzny nagrodzona została brawami.

Co rusz dyskutującym przerywali przekleństwami zaprawieni w wysokoprocentowych trunkach miłośnicy pełnego zasięgu i wójta, bo tylko w jego kierunku nie padło żadne wulgarne słowo. Żaden przedstawiciel gminy nie pokusił się o wyprowadzenie pijanych uczestników zebrania.

Wójt bardzo nie chciał dzielić jeszcze bardziej mieszkańców, którzy jego zdaniem są i tak bardzo podzieleni. Postanowił zarządzić głosowanie wyrażające aprobatę dla masztu poprzez podniesienie ręki. Trudno powiedzieć co włodarz miał na myśli, bo przecież na zebraniu nie było wszystkich mieszkańców. Ostatecznie poprzez podniesienie ręki część mieszkańców powiedziała, że maszt chce, ale nie w tym miejscu, część, że masztu nie chce wcale.

I dalej w punkcie wyjścia, choć gimnastyka rąk nikomu nie zaszkodziła.

Wójt sugerował, że radni z sołtysami chodzili po mieszkaniach i rozpytywali o maszt. Wypowiedź oburzyła mieszkankę, która potwierdziła, że nie było mowy o żadnym maszcie, a ci państwo faktycznie po domach chodzili, a jedyne, o co pytali to, z jakiej sieci ma się telefon. Dopiero po 4 latach mając nasze podpisy, obudzili się, że będzie maszt.

Wójt poinformował, że na razie nie ma żadnej innej możliwości wzmocnienia sygnału jak poprzez budowę masztu, ale zapewnił zebranych, że jest nadzieja, że „z doniesień medialnych: pan Musk (Elon Musk – przyp. red.) pracuje nad tym, aby – nie wiem, nie znam się na tym - rozmieścić sieć satelit dookoła kuli ziemskiej i wtedy za pomocą tych urządzeń gdzieś tam zlokalizowanych wysoko nad nami uzyskamy bezpośrednie połączenie satelitarne do sieci bazy danych"...

Pozwolenie na budowę zostało wydane. Najbliższy sąsiad nieruchomości, na której stawiany jest maszt, jest oburzony, że nie został powiadomiony o wszczęciu postępowania administracyjnego. Przez to, że został pominięty, odebrano mu przysługujące stronie prawa. Mężczyzna pochodzący z Zagłębia chciał sprowadzić się w spokojne miejsce. Informacja o maszcie była jak grom z jasnego nieba, gdyby wiedział, to działki na pewno by nie kupił.

Mieszkaniec nie został nawet zawiadomiony o pomiarach geodezyjnych gruntu.

Na spotkanie nie zaproszono starosty ani Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Nie mogli odpowiedzieć na pytania oburzonych mieszkańców, którzy twierdzą, że budowa była ukrywana. Nawet nie było tablicy informującej o budowie, została powieszona dopiero po awanturze w maju tego roku. Maszt zlokalizowany jest na prywatnej, zadrzewionej działce.

Zaniepokojeni mieszkańcy swój protest wobec budowy masztu w tej lokalizacji przesłali do różnych organów, szukają pomocy, gdzie się da, bo boją się o zdrowie swoje i swych bliskich. Powiedzieli, że na tym nie poprzestaną, tym bardziej że w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska powiedziano im, że w takim miejscu budowla nie powinna zostać posadowiona. Trzeba pamiętać, że to obszar przyrodniczo chroniony.

Jest tyle miejsc, gdzie można wybudować maszt, dlaczego ma stać tak blisko zabudowań – pytali. Niestety ze strony inwestora nie było nikogo, by na newralgiczne pytania odpowiedzieć. Oburzeni podnosili, że na terenie ich miejscowości są takie przestrzenie – z dala od domostw, gdzie można postawić stację. Sami jednak odpowiedzieli na swe wątpliwości, że widać budowa na wzniesieniu, ewentualne karczowanie drzew itp. Byłoby nieopłacalne. A konstrukcja już leży i czeka na montaż.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie