Myszkowska PO nie chciała poprzeć Żaka, zawieszono jej władze
Przez 3 kadencje był szefem powiatowych struktur Platformy Obywatelskiej, mimo spadkowej tendencji zaufania do PO w kraju, tu na szczeblu lokalnym zawsze udało mu się konstruować takie listy, które pozwoliły na uzyskanie wielu mandatów w radach gmin i w radzie powiatu. Był jedynym Starostą Myszkowskim z Platformy Obywatelskiej. Całkiem niedawno Dariusz Lasecki, bo o nim mowa został zawieszony przez partię i nie może startować z jej list.
Dziwnie zbiegło się to z wyrażeniem stanowczego sprzeciwu wobec Włodzimierza Żaka, który na kolanach łasi się do przedstawicieli swej dawnej partii po tym, jak mu nie wyszły romanse z innymi.
To wywiad, jakiego nie przeczytają Państwo nigdzie indziej. Informacje pojawiające się w ostatnim czasie były inspiracją i powodem tej rozmowy. Dariusz Lasecki wieloletni szef powiatowych struktur Platformy Obywatelskiej przyjął zaproszenie DEMOKRATYCZNEJ do rozmowy o ostatnich wydarzeniach w jego ukochanej partii.
- Czy to prawda, że po kilkudziesięciu latach działania w samorządzie, Dariusza Laseckiego nie zobaczymy na żadnych listach wyborczych?
- Tak, to prawda. Niemal w ostatniej chwili zostałem zawieszony w członkostwie w Platformie Obywatelskiej.
- Ostatniej chwili?
- Tak, na moment przed podejmowaniem ważnych decyzji dotyczących wyborów samorządowych otrzymałem informację od rzecznika dyscyplinarnego Platformy Obywatelskiej, że zostałem zawieszony na podstawie par. 76 ust 2 statutu partii. Wyjaśnię, że wspomniany przepis brzmi: „Zawieszenie takie nie może trwać dłużej niż do najbliższego posiedzenia Prezydium Platformy, które zawieszenie uchyla, utrzymuje bądź podejmuje inne działania przewidziane postanowieniami statutu". I nic więcej.
- Nie zastosowano wobec mnie pierwszego ustępu tego paragrafu, który traktuje, że „w sprawach pilnych lub mogących w sposób znaczący godzić w dobre imię Platformy, Rzecznik może podjąć decyzję o niezwłocznym lub czasowym zawieszeniu członka […]”.
- Nie był Pan „sprawą pilną” ani „godzącą w dobre imię partii”, a mimo to zdecydowano się na blitzkrieg, czyli tzw. wojnę błyskawiczną zakładającą szybkie pokonanie przeciwnika dzięki elementowi zaskoczenia. Dostał Pan przynajmniej uzasadnienie tej decyzji?
- Nie, nie otrzymałem uzasadnienia. Nie wiem, kto wystąpił z takim wnioskiem i dlaczego. Nie wiem, co mi zarzucano. Jedno jest pewne – zawieszenie uniemożliwia mi start w wyborach i podejmowanie decyzji, do których jako przewodniczący byłem zobligowany.
- Wspomniał Pan, że nie wie, kto wystąpił z takim wnioskiem, ale przecież może się Pan domyślać, kto Dariusza Laseckiego uznaje we własnej partii za przeciwnika?
- Trudno mi stanowczo stwierdzić kto jest autorem tych działań. To jakieś nieczyste siły lub mało odważne persony, które porywają się na takie najniższych lotów chwyty. Zamiast skupić się na konstruowaniu list tak, aby wystawić kandydatów na włodarzy czy na radnych we wszystkich okręgach i we wszystkich gminach i we powiecie, to i państwo całe siły skupili na ściganiu osób działających na rzecz partii.
Ale jak to się mówi: chroń mnie Boże przed przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sam… Mogę przypuszczać, że jestem niewygodny dla kogoś w naszych powiatowych strukturach. Może kogoś poczuł nagłą potrzebę władzy. Nie wiem.
- Ludzie plotkują, że to może przez działanie Pana brata, który w ostatnich wyborach parlamentarnych ubiegał się o mandat senatora.
- Mój brat, Jarosław Lasecki poinformował władze partii, że będzie startował z własnego komitetu, sercem i duchem będzie wspierał Platformę Obywatelską. Tak też się stało. Ma bardzo dobry kontakt z władzami partii, więc powodów zawieszenia absolutnie nie śmiałbym upatrywać w rodzinie. Źródło problemu jest inne, poza tym nie mną postąpiono w zaskakujący przed wyborami sposób.
- Co ma Pan na myśli?
- Ze struktur partii usunięto Halinę Skorek-Kawkę, wieloletnią radną miejską i przede wszystkim wieloletnią działaczkę PO. Podobny los spotkał Jacka Tryndę. Zarzucano im, że wystąpili z Klubu Radnych „Samorządowy Ruch Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska, Tak dla Polski i Forum Mieszkańców” w radzie miasta, ja patrzę na to inaczej.
- Czyli jak?
- Powodem tych chaotycznych działań - jak się domyślam – był mój ostry sprzeciw jako przewodniczącego PO w powiecie myszkowskim na wymuszenie na mnie i na innych członkach PO poparcia dla obecnego burmistrza Włodzimierza Żaka. Powiedziałem jako pierwszy i oficjalnie, że nie udzielę poparcia Żakowi.
- Dlatego, że to pan chciał startować w wyborach na burmistrza Myszkowa?
- W pierwszych moich planach faktycznie myślałem o startowaniu na burmistrza z poparciem PO. Być może z tego powodu, przy głośnym moim oświadczeniu, że będę kandydował na burmistrza jako kandydat PO – stałem się niewygodny. Niektórzy po prostu uznali, że będą popierać Żaka, a nawet gdybym ja kandydował na burmistrza jako kandydat PO, stałem się niewygodny.
Ostatecznie ze startu na burmistrza zrezygnowałem, ale nie zamierzałem i nie zamierzam poprzeć dezertera – takiego myszkowskiego Kałuży (przyp. red. mowa o Wojciechu Kałuży, który startował z list PO, ale zmienił front i dzięki temu PiS mógł rządzić w Sejmiku Województwa Śląskiego, następnie zasiadał w zarządzie województwa, a w „nagrodę” został członkiem zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej).
- Dlaczego dezertera?
- Włodzimierz Żak jest III kadencję burmistrzem, od 2010 roku, kiedy był kandydatem PO na stanowisko burmistrza. W 2010, 2014 i 2018 Platforma pomogła mu zdobyć mandat. W 2018 roku, po ostatnich wyborach samorządowych, wygrał trzeci raz z rzędu, po czym obraził się na Platformę Obywatelską i po niej złożył rezygnację z członkostwa. Opuścił szeregi partii po kilku tygodniach urzędowania jako burmistrz.
Na 21 członków rady miał wtedy 12 „swoich” radnych - wszyscy startowali jako kolejny raz z listy urzędu.
Według mnie Myszków zasługuje na nowego włodarza, na nowego burmistrza, który tchnie nową energię w moje ukochane miasto, której mu od dawna brakuje. Myszków powinien kroczyć dumnie, a nie pełzać jak ślimak.
- Ale może Włodzimierz Żak będzie przekonywał, że to ta kadencja, która pozwoli mu rozkręcić miasto? Nie przekonuje to Pana?
- Coś Pani wyjaśnię - zawsze mówiłem, że jedna kadencja urzędowania to mało, w końcu co roku nabiera się doświadczenia. Nikt się nie urodził radnym, burmistrzem czy starostą. Jako radny powiatowy uczyłem się funkcjonowania powiatu, a tak zostając starostą w 2014 roku, musiałem doświadczać wielu nowych rzeczy, o których jako radny nie miałem pojęcia. Poznawałem specyfikę pracy na tym stanowisku. I tak samo nowo wybrany burmistrz. Pierwsza kadencja to poznawanie gminy, urzędu.
Dopiero druga kadencja to mocne działanie. Ale w przypadku Włodzimierza Żaka ten scenariusz nie został zrealizowany. Już w jego drugiej kadencji nic się nie działo, o trzeciej nie wspomnę.
- To, przed jakim wyborem staną mieszkańcy Myszkowa?
- Wiem, że będzie trzech pewnych kandydatów, ostatecznie może się okazać, że jest ich więcej. Platforma Obywatelska nie będzie wystawiać swojego kandydata, co jest dla mnie absolutnie niezrozumiałym działaniem, zwłaszcza po wygranych w kraju wyborach parlamentarnych.
Na 5 gmin powiatu myszkowskiego Platforma nie wystawia żadnego kandydata na włodarza gminy i nie ma list do rad gmin, a i do powiatu nie będzie list ze wszystkich okręgów. Wieloletni członkowie i sympatycy startują z list innych ugrupowań i nadmienię – nie jest to komitet Włodzimierza Żaka. Tak się jeszcze w PO nie działo.
Od 2006 roku, kiedy po raz pierwszy zostałem radnym powiatowym z ramienia PO, partia, którą reprezentowałem, wystawiała listy z członkami i sympatykami we wszystkich gminach i we wszystkich okręgach powiatu myszkowskiego. Mimo niskich notowań w kraju zawsze lokalnie osiągaliśmy bardzo dobre wyniki. Jestem ciekawy tych wyborów. Ja osobiście, jak i wielu członków Platformy Obywatelskiej udzielamy poparcia Tadeuszowi Bartnikowi.
- Kto Pana teraz zastępuje i układa listy?
- Nie wiem, z powodu zawieszenia nie miałem możliwości układania list z członkami i sympatykami PO do gmin i powiatu oraz uczestnictwa w ostatnim zebraniu.
- Dziękuję za rozmowę.
Opublikowano: luty 2024