Czy kopalnia rud cynku i ołowiu w Zawierciu naprawdę powstanie
Czy kopalnia rud cynku i ołowiu w Zawierciu naprawdę powstanie
ZAWIERCIAŃSKA źródło warte uwagi
Nie każda gazeta musi być konkurencją. Czasem dwie redakcje, choć siedziby mają w różnych powiatach, mają wspólny cel: rzetelne informowanie mieszkańców o sprawach, które naprawdę ich dotyczą. Dlatego dzięki życzliwości i otwartości redakcji „Zawierciańskiej”, możemy pokazać Państwu wywiad, który powinien przeczytać każdy mieszkaniec naszego regionu. To co dziś dzieje się w Myszkowie - powiat zawierciański ma dawno za sobą. Możemy czerpać z doświadczenia sąsiadów.
Dziękuję Redaktorowi Maciejowi Smoleniowi i całej Redakcji za możliwość udostępnienia tej ważnej rozmowy Czytelnikom DEMOKRATYCZNEJ, bo w takich momentach widać najlepiej, że lokalne media potrafią współpracować ponad podziałami, kiedy stawką jest dobro mieszkańców.
Rozmawiamy z Mariuszem Golenią ze Stowarzyszenia „Nie dla kopalni cynku i ołowiu”, a zarazem radnym Rady Miejskiej w Zawierciu, o rosnących obawach mieszkańców, zagrożeniach środowiskowych oraz o tym, dlaczego planowana kopalnia rud cynku i ołowiu na Jurze może stać się źródłem toksycznych metali przenikających do powietrza, wody i łańcucha pokarmowego.
Zawierciańska: - Dlaczego Stowarzyszenie sprzeciwia się decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska o przedłużeniu koncesji dla Rathdowney Polska na poszukiwanie złóż cynku i ołowiu w rejonie Zawiercia?
Mariusz Golenia: - Stowarzyszenie sprzeciwia się tej decyzji z kilku zasadniczych powodów wynikających z historii, merytorycznych i finansowych.
Po pierwsze, o potencjalnej kopalni cynku i ołowiu w rejonie Zawiercia mówi się co najmniej od lat 50. XX wieku. Polscy geolodzy od dawna znają te złoża. W drugiej połowie ubiegłego wieku wykonano około tysiąca odwiertów na koszt państwa. Z lat 60-tych pochodzi koncepcja budowy kopalni. Rathdowney zlecił wykonanie jedynie dodatkowych 310 wierceń. Firma miała więc do dyspozycji ogromny materiał badawczy - zarówno własny, jak i ten, za który płacił Skarb Państwa.
Od 2010 roku, kiedy uzyskała pierwszą koncesję, minęło 15 lat. W naszej ocenie to był aż nadto długi czas, by zdecydować: albo składa wniosek o koncesję wydobywczą, albo wycofuje się z projektu.
Od początku 2015 roku nie uzyskaliśmy potwierdzenia, że kolejne badania geologiczne były kontynuowane. Mimo to firma wnioskuje o przedłużenie koncesji na dalsze poszukiwania, teraz dodatkowo podpinając się pod modny obecnie temat „surowców strategicznych”. Przez półtorej dekady mowa była o cynku i ołowiu, dziś nagle - przy korzystnej koniunkturze politycznej i geopolitycznej - pojawia się wątek „dodatkowych surowców”.
Dla nas jest to wyłącznie wybieg formalny, umożliwiający dalsze blokowanie terenu, a nie realny etap dojścia do inwestycji.
Po drugie, firma miała i ma poważne problemy finansowe. Wystarczy zajrzeć na portal giełdy w Toronto, gdzie od lat widać, że Rathdowney notorycznie jest „na minusie”. W maju 2025 r. spółka złożyła sprawozdanie roczne za 2024 rok, a wynajęta przez nią firma audytorska De Visser Gray - doświadczony podmiot specjalizujący się w sektorze górniczym w Kanadzie i USA - wprost podważyła możliwość kontynuacji działalności spółki.
To nie jest nasza opinia, ale wniosek profesjonalnego audytora.
Co więcej, problemy finansowe dotyczą nie tylko lokalnej spółki Rathdowney Polska, ale również innych podmiotów powiązanych w ramach tej samej grupy kapitałowej. Trudno więc oczekiwać nagłej, cudownej poprawy kondycji finansowej.
Zadajemy więc proste pytania: - jak można poważnie traktować potencjalnego inwestora, którego dalsze funkcjonowanie kwestionuje wynajęty przez nią audytor? - jak polski rząd - odpowiedzialny za krajowe surowce - może udzielać koncesję firmie, która od lat nie jest w stanie przejść z fazy „wiecznych badań” do fazy realnej decyzji inwestycyjnej?
Naszym zdaniem firma o wątpliwym statusie finansowym, nie powinna otrzymywać kolejnych zgód - mówiąc obrazowo - nawet na dalsze „dłubanie” w ziemi, a co dopiero na projekt o tak poważnych konsekwencjach środowiskowych i społecznych.
- W Myszkowie również planowana jest kopalnia, a tamtejsze władze miasta zdają się wyrażać wobec niej aprobatę.
Jak Stowarzyszenie ocenia planowane odwierty miedziowo-wolframowo-molibdenowe, które mają się odbyć zaledwie kilkanaście kilometrów od Zawiercia?
- Patrzymy na obszar Myszkowa z niepokojem, bo mówimy o tym samym obszarze hydrogeologicznym i o podobnych ryzykach.
Pod Zawierciem znajduje się ogromny zbiornik wód podziemnych GZWP 454, a w rejonie Myszkowa - GZWP 327 Lubliniec-Myszków. To zasoby o strategicznym znaczeniu. Kopalnie w jednym i drugim rejonie mogłyby naruszyć układ wodny w skali ponadlokalnej - uderzając zarówno w mieszkańców, jak i w przedsiębiorstwa korzystające z tych zasobów (rozlewnie wód, browary, przemysł).
Zanim władze Myszkowa podejmą jakiekolwiek decyzje, powinny - na podstawie już istniejących badań - przeprowadzić uczciwą analizę zysków i strat: ekonomicznych, środowiskowych, społecznych. Muszą wiedzieć, dokąd sięgnie lej depresji wokół Myszkowa. Brudy wolframowo-molibdenowe to mikronowy pył. Takie wnioski powinny być poddane szerokim konsultacjom społecznym.
A osoby decydujące o inwestycji powinny ponosić realną odpowiedzialność za udowodnione szkody - także po zakończeniu eksploatacji kopalni.
- Rathdowney podkreśla, że kopalnia stworzy nowe miejsca pracy i zwiększy wpływy do budżetu lokalnego. Jak Stowarzyszenie odnosi się do tych argumentów?
- Argument „kopalnia da pracę” był mocny… w 2010 roku. Wtedy, gdy bezrobocie w powiecie zawierciańskim sięgało 16,8% - rzeczywiście mógł brzmieć przekonująco. Dziś sytuacja jest zupełnie inna.
Bezrobocie wynosi obecnie około 6% i powiat poradził sobie z nim bez kopalni. Z kolei sam inwestor mówi o zatrudnieniu rzędu 300-400 osób. Pytamy wprost: ilu mieszkańców powiatu zawierciańskiego jest czynnymi zawodowo górnikami, gotowymi z dnia na dzień zjeżdżać na dół? Nasz region nie ma tradycji górniczych. Jeżeli w Zawierciu i okolicy mieszkają górnicy, to są to najczęściej emeryci, którzy uciekli z przemysłowego Śląska, by na Jurze żyć jak najdalej od kopalń.
W oczywisty sposób zatrudnienie w ewentualnej kopalni znajdą przede wszystkim górnicy z likwidowanych kopalń w Bukownie i na Górnym Śląsku. Korzyści zatrudnieniowe dla lokalnych mieszkańców będą więc ograniczone, za to koszty społeczne i środowiskowe - poniosą wszyscy.
Kilkanaście, góra kilkadziesiąt kilometrów od Zawiercia przez lata istniała kopalnia cynku i ołowiu w Bolesławiu z lejem depresji sięgającym do Łaz i Kluczy. Powstała w 1974 r., po wykonaniu wspomnianych już wcześniej szeroko zakrojonych badań geologicznych. Co istotne - na tych samych materiałach badawczych w dużej części opierają się dzisiejsze ekspertyzy Rathdowney.
Komunistyczne władze, które miały obsesję na punkcie „potęgi wydobywczej”, zdecydowały się na kopalnię w Bolesławiu, a nie w rejonie Zawiercia. Trudno podejrzewać, że kierowały się troską o zamek w Ogrodzieńcu czy walory turystyczne Jury. Bardziej prawdopodobne jest to, że dostrzegły ryzyko naruszenia systemu wód podziemnych.
Warto pamiętać, że wskutek leja depresji w Bolesławiu pojawiły się zapadliska w rejonie papierni w Kluczach. Uruchomiły się tam zjawiska krasowe. To nie wydobycie, a lej depresji je spowodował.
Poza tym inwestorzy, którzy planowali swoje inwestycje np. na terenie strefy SAG „A”, w okolicach ul. Obr. Poczty Gdańskiej, a także obecne firmy mogą się wycofać lub nie inwestować już w tym rejonie, z powodu uwzględnienia już na etapie projektów szkód górniczych.
Co do wpływów:
- za samo przedłużenie koncesji na badania o trzy lata firma zapłaci Skarbowi Państwa dokładanie 22 972 zł!!! - kwota wpisana w decyzji Ministra Klimatu i Środowiska - nie mamy żadnych informacji, by gminy otrzymały z tytułu tych koncesji realne środki do budżetów. W przypadku regionu zawierciańskiego możemy mówić o kwocie około pół miliona rocznie. To część opłaty za wydobycie.
Na tym etapie argument „dochody z kopalni” jest więc typową obietnicą „na przyszłość”, która ma przykryć bardzo konkretne i bardzo realne ryzyka środowiskowe.
- Jednym z głównych postulatów Stowarzyszenia jest ochrona podziemnego zbiornika wodnego pod Zawierciem. Jakie konkretne zagrożenia dla wód i mieszkańców mogą wyniknąć z działalności kopalni?
- Kluczowe zagrożenia wynikają zarówno z samej skali planowanego odwodnienia złoża, jak i z nieodwracalnych reakcji chemicznych. Z dokumentacji technicznej opracowanej na zlecenie Rathdowney przez firmę SRK wynika, że dla potrzeb wydobycia rud cynku i ołowiu konieczne byłoby szacunkowe odpompowanie około 60 mln m³ wody rocznie. Ten raport był szacunkowy i powstał w 2014 roku. W rzeczywistości to może być nawet 100 mln metrów sześciennych.
Dla porównania: cały powiat zawierciański zużywa rocznie mniej więcej 12 mln m³ wody. To oznacza, że miliony metrów sześciennych wody miałoby być zrzucane do rzek. Przykład katastrofy na Odrze pokazał, czym grozi masowe wprowadzanie wód z kopalń i przemysłu do rzek w warunkach zmieniającego się klimatu.
SRK zwracała również uwagę na: - zanik wody w ujęciach położonych nad złożem, - obniżenie zwierciadła wód w zasięgu leja depresji średnio o 22 metry w odległości 7 km od złoża. Może to powodować uruchomienie zjawisk krasowych. Wówczas powstający lej depresji może zagrażać zawierciańskiej obwodnicy, jak i zakładom w samym Zawierciu. Te zagrożenia wcale nie muszą wynikać z wydobycia rud cynku i ołowiu w tych miejscach.
Do tego dochodzą procesy chemiczne. Złoża cynku i ołowiu w stanie nienaruszonym (zanurzone w wodzie) występują jako stosunkowo stabilne siarczki. Po odwodnieniu złoża siarczki ulegają utlenieniu do siarczanów - związków toksycznych, łatwo rozpuszczalnych, migrujących w wodzie. Dotyczy to także pierwiastków towarzyszących, takich jak: kadm, gal, arsen, tal.
W praktyce oznacza to: - ryzyko skażenia wód podziemnych i powierzchniowych, - konieczność kosztownego uzdatniania wody dla mieszkańców i przemysłu, - możliwość utraty dostępu do wody przez firmy uzależnione od lokalnych ujęć (rozlewnie, browary, zakłady przemysłowe).
Nie można też ignorować kontekstu klimatycznego. Polska ma zasoby wody pitnej na mieszkańca mniejsze niż Egipt, a zmiany klimatu i postępująca susza tylko pogłębiają problem. W tej sytuacji każda działalność, która w takiej skali uszczupla zasoby wód podziemnych, jest działaniem na szkodę całego społeczeństwa i przyszłych pokoleń.
Patrząc na najbliższy region widać, że już dziś problemy z wodą pitną ma Kraków. Za pięć, dziesięć lat może się okazać, że jedynym rozwiązaniem dla Krakowa będzie budowa rurociągu i korzystanie z wody z GZWP 454.
- Czy Stowarzyszenie dysponuje ekspertyzami naukowymi lub środowiskowymi, które mogłyby stanowić alternatywę wobec dokumentacji przedstawionej przez inwestora?
- Trzeba jasno powiedzieć: mimo 15 lat od wydania pierwszej koncesji na poszukiwania, inwestor nie przedstawił rzetelnej dokumentacji środowiskowej dotyczącej skutków ewentualnej eksploatacji. Posługuje się w zasadzie wyłącznie modelami teoretycznymi i projekcjami, obiecując „najnowocześniejsze technologie” - przy czym mówimy o spółce, której audytor kwestionuje możliwość kontynuacji działalności.
Równolegle zlecane były opracowania przez gminy czy lokalne przedsiębiorstwa. Zawierają one wnioski zbieżne z naszymi obawami: - zagrożenia dla wód podziemnych i powierzchniowych, - ryzyko skażenia gleb i wód metalami ciężkimi i odpadami flotacyjnymi, - problem magazynowania odpadów w skali milionów ton, - wpływ na gospodarkę, rolnictwo, turystykę.
Po zablokowaniu przepływu informacji przez Rathdowney właściciele tych ekspertyz często odmawiają ich udostępniania - co jest zrozumiałe, bo to ich własność. Stowarzyszenie korzysta więc m.in. z: - polskiego streszczenia raportu technicznego udostępnionego przez RTH, - kwartalnych dokumentów giełdowych spółki, - opracowań naukowych dotyczących skutków wydobycia rud cynku i ołowiu w innych regionach (np. Olkusz, Górny Śląsk), - artykułów branżowych i analiz eksperckich.
Naszym „głównym raportem środowiskowym” jest rzeczywistość - to, co stało się w rejonach, gdzie podobne kopalnie działały lub działają. I ta rzeczywistość przeczy optymistycznym wizjom inwestora.
- Jak Stowarzyszenie odpowiada zwolennikom kopalni, którzy zwracają uwagę, że w Zawierciu działają już duże zakłady przemysłowe, takie jak huta czy odlewnia, które nie odstraszają turystów odwiedzających Jurę? Czy fakt, że wszystkie te zakłady muszą przestrzegać wysokich norm środowiskowych, oznacza też, że kopalnia będzie bezpieczna?
- Kopalnia to zupełnie inny rodzaj zakładu niż huta czy odlewnia. Sama sztolnia czy szyb windowy to wierzchołek góry lodowej. Najbardziej niebezpieczne dla środowiska są dwie instalacje nieodłącznie towarzyszące kopalni: - zakład przeróbczy, - staw (zbiornik) poflotacyjny.
Zakład przeróbczy rozdrabnia rudę, wytwarzając pył o rozmiarach mikronowych. Tak drobnego pyłu nie są w stanie całkowicie wychwycić żadne filtry. Metale ciężkie i pierwiastki toksyczne - kadm, arsen, tal, gal - będą rozprzestrzeniały się w powietrzu i w wodzie, wnikając w glebę i łańcuch pokarmowy. Taka chmura pyłu może być przenoszona na dziesiątki kilometrów, a w strefie bezpośredniego oddziaływania często prowadzi do wyłączenia gruntów z produkcji rolnej.
Drugi element to ogromne stawy poflotacyjne - miejsca składowania szlamów i odpadów flotacyjnych w ilościach liczonych w milionach ton. SRK wskazywała, że takie szlamy mają być magazynowane na powierzchni około 150 ha. To nie jest obiekt „punktowy”, który łatwo ochronić; to wielkoobszarowe składowisko potencjalnie toksycznego materiału.
W przypadku górnictwa metalicznego sam wymóg „przestrzegania norm” często nie wystarcza, bo: - unijne regulacje są bardzo restrykcyjne i kosztowne we wdrożeniu, - utrzymanie standardów środowiskowych przy obecnych cenach energii i mediów jest bardzo trudne, - pojawia się konflikt o ograniczone zasoby wody między różnymi interesariuszami.
Dobitnym przykładem są tereny wokół dawnej Cementowni Ogrodzieniec czy kopalni „Pomorzany” - to nie są wizytówki turystyczne, tylko przestrzenie długotrwałej degradacji.
- Czy lokalne samorządy podejmują wystarczające kroki, aby sprzeciwić się budowie kopalni, i jakie są realne szanse, że inwestycja nie powstanie na Jurze?
- Samorządy - w naszym odczuciu - wykonały w ostatnich latach znaczący krok naprzód. Wszystkie gminy potencjalnie objęte inwestycją (Poręba, Zawiercie, Ogrodzieniec, Łazy), a także Powiat Zawierciański, przyjęły uchwały wyrażające sprzeciw wobec budowy kopalni cynku i ołowiu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, gmina może zablokować inwestycję, nie przewidując jej w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. I żadna z tych gmin takiej zgody w MPZP nie wpisała.
W dokumentach planistycznych Zawiercia były podejmowane próby wprowadzenia zapisów lepiej chroniących wody - zarówno w miejscowych planach, jak i w Strategii Miasta. Niestety, rozwiązania takie jak tzw. filary ochronne w strategii zostały, z tego co wiemy, zakwestionowane lub uchylone na poziomie wojewody. To pokazuje ograniczenia samorządów w zderzeniu z polityką centralną.
WSZYSTKIE gminy mówią NIE dla kopalni STOP
Z naszej perspektywy kluczowe jest więc teraz: - konsekwentne niewpisywanie kopalni do miejscowych planów, - pilnowanie, by złoża w rejonie Zawiercia nie zostały uznane za „strategiczne”, bo one nie są strategiczne ani krytyczne - Zn i Pb nie ma w wykazie z rozporządzenia Parlamentu Europejskiego. W Polsce wprowadzono cynk metaliczny i ołów rafinowany - niekorespondujące z rozporządzeniem.
Na świecie jest wiele kopalni cynku i ołowiu, ich wydobycie jest wystarczające, skoro cena tych surowców nie zmienia się praktycznie od lat. Poza tym z coraz lepszym powodzeniem, dzięki nowoczesnym technologiom, zwiększa się na światowym rynku wtórne użycie cynku i ołowiu, które pochodzą z recyklingu.
Jesteśmy przekonani, że w Polsce - także pod wpływem prawa unijnego - coraz większą wagę przywiązuje się do przestrzegania prawa jako całości, a nie tylko jednego, wygodnego dla inwestora aktu. I to daje realną szansę, że mimo nacisku spółki i zmian w prawie krajowym kopalnia na Jurze nie powstanie.
- Dziękujemy za rozmowę.
Opublikowano: wrzesień/październik 2025