— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Samorząd

Debatowali na temat odwiertów i kopalni

Debatowali na temat odwiertów i kopalni

Spotkanie w Starostwie Powiatowym w Myszkowie, zwołane 17 listopada w sprawie planowanych odwiertów badawczych i budowy potencjalnej kopalni, rozpoczęło się od zgrzytu - przedstawiciele firmy Permia 1 znów nie pojawili się w pełnym składzie, tłumacząc, że… nie otrzymali „oficjalnego zaproszenia z sygnaturą”. Na salę przyszedł jedynie jeden reprezentant, który - jak sam stwierdził - miał „zbyt krótkie nóżki”, by odpowiadać na pytania.

I w tej atmosferze frustracji, niedomówień i narastającego niepokoju mieszkańcy, samorządowcy, przedsiębiorcy i eksperci (około 100 osób) przez ponad dwie godziny dyskutowali o wodzie, złożach, ryzyku, interesach i odpowiedzialności, kreśląc obraz inwestycji, która ich zdaniem może zmienić cały powiat nie do poznania.

- Nie dotarło zaproszenie do tej firmy? - pytali zgromadzeni.

- Osobiście składałam na ręce pana Tomasza Matyjasa po komisji połączonej […]. Powiedział pan, że przyjmuje pan do wiadomości to zaproszenie. Słyszeli to radni i mieszkańcy obecni na sesji - wyjaśniała Przewodnicząca Rady Miasta Myszkowa Beata Jakubiec-Bartnik.

- Nie otrzymaliśmy oficjalnego zaproszenia pisemnego. Potrzebowalibyśmy czasu na prezentację, na odpowiedzi ludzi. Nie chcemy, by w połowie wypowiedzi mikrofon był zabierany, chcemy otrzymać agendę z czasem na prezentację, z czasem na wypowiedzi - odparł reprezentujący spółkę Permia 1 Tomasz Matyjas.

- Mieli Państwo 3 tygodnie na przygotowanie - ucięła dyskusję przewodnicząca i poprosiła o zabranie głosu geologa powiatowego.

Roman Lech (geolog powiatowy): - Każda działalność górnicza rodzi pewne niebezpieczeństwo dla środowiska - mniejsze lub większe. Naszym priorytetem jest zbiornik podziemny - na nim bazują wodociągi myszkowskie, koziegłowskie, woźnickie, lublinieckie oraz wszelkie firmy produkujące napoje: Sokpol, Jurajska, Jur-off, Nestlé itp. Ta woda jest bardzo dobrej jakości, jest niemal zdatna do picia wprost z ujęcia, wystarczy ją jedynie delikatnie napowietrzyć.

Badania głębokiego podłoża w Myszkowie trwają 50 lat. Nie zdarzyło się, by jakiś otwór wiertniczy spowodował połączenie poziomów wód - na szczęście. Przed powierzchniowym zanieczyszczeniem poziom wodonośny chroniony jest czerwonymi iłami. Warszawa czy jakieś inne duże miasto, by doprowadzić wodę do takiego stanu, jak nasza, musi się mocno napracować, a niekoniecznie będzie w stanie osiągnąć ten sam efekt.

Złoże zlokalizowane jest znacznie głębiej niż nasz poziom wodonośny. Z natury rzeczy zbiornik jest chroniony. Jednak, aby stworzyć kopalnię, która chce pozyskać ciało rudne, trzeba przeniknąć ten poziom wodonośny. Tam, gdzie się ten system naruszy, woda nie będzie grzecznie stać, tylko będzie napływać. Są teraz nowoczesne technologie - na przykład mrożeniowe - na czas tworzenia szybu.

Zamarznięta woda zwiększa swoją objętość i powoduje rozsadzanie powierzchni, dlatego później po rozmrożeniu wody może dojść do rozszczelnienia przestrzeni. Przy takim przedsięwzięciu, które kosztuje kilka miliardów złotych, każda pomyłka to katastrofa - środowiskowa i finansowa. Na pewno nie da się uniknąć „zera wody”. Nawiążę do sytuacji, w której przedstawiciele spółki Permia 1 mówili, że ten paleozoik jest bezwodny.

W opracowaniu badawczym wskazane jest jednak, że jakaś woda tam dopływa na głębokości 600-800 metrów - wydajność dopływu wody to 1,5 m³ na godzinę. Ta woda by się zbierała w rząpiu i trzeba by było ją wydobywać na powierzchnię. Woda w paleozoiku nie jest zwykła woda, to woda z dużym zasoleniem. Trzeba by było ją wydobyć i doprowadzić do takiego stanu, by mogła zostać wypuszczona do jakiegoś odpływu.

Złoże jest rozciągnięte w pionie, pewnie konieczna byłaby duża ilość chodników, jakaś pochylnia. Na pierwszym spotkaniu w UM w sierpniu jeden z tych panów z Permii 1 mówił, że taki chodnik nie może mieć więcej pochyłu jak 7 stopni, bo zabrania tego bezpieczeństwo ruchu górniczego. Gdyby chodnik miał pochył 7 stopni, to żeby dotrzeć do naszego złoża musiałby się zaczynać w Mysłowie lub Pińczycach. To wynika z funkcji trygonometrycznych.

Na kolejnym spotkaniu mówili, że chodnik może mieć 21 stopni pochyłu, ale wtedy nie wchodzą tam ludzie, tylko maszyny. Nie musiałby się wówczas tak daleko zaczynać. W końcu i tak musi dojść do jakiegoś pionowego szybu… Panowie z Permii mówili, że nie będzie hałd i nie będzie stawów flotacyjnych, że teraz jest taka technika, że wszystko dzieje się w komorach pod ziemią, to co pozyskają, to odseparowują, a resztę wtłaczają w to samo miejsce.

Musimy wierzyć na słowo, choć nawet w austriackiej kopalni widać przecież hałdy.

Kolejna sprawa: na terenie, na którym jest to złoże, funkcjonuje strefa gospodarcza, są zakłady pracy, z którymi ludzie wiążą swoją przyszłość, jest strefa mieszkaniowa. Gdzie miałby być ten szyb czy szyby wentylacyjne? Na razie za mało wiemy.

Na pierwszym spotkaniu mówili, że będzie tych otworów 8 po 1200 metrów każdy, na kolejnym spotkaniu wycofali się z tego, że tych otworów będzie więcej, ale nie chcieli powiedzieć ile, zasłaniając się tajemnicą handlową. Wszystko to enigmatyczne.

Złoże jest udokumentowane w kategorii C2, jest to za niski stopień, by go zacząć eksploatować. Musi mieć kategorię C1, a żeby była kategoria C1 trzeba zagęścić siatkę otworów, by wiedzieć gdzie się wydobywać.

Zbigniew Wizert (inżynier budowlany, rzeczoznawca, były kierownik budowy osiedli Centrum I i Centrum II): – Byłem kierownikiem budowy, kiedy robiono odwierty. Przyjechał do mnie kierownik odwiertów, pomagaliśmy sobie nawzajem. W trakcie rozmowy powiedział mi, że to są najbogatsze złoża w Europie, a może nawet na świecie. Po zakończeniu prac przywiózł mi trzy próbki gruntu - bardzo ładnie to wyglądało, kolorowo.

Chciał mi je zostawić, ale miałem tylko stalową szafę, nie miałem gdzie tego trzymać. Powiedział, że pojedzie do prezesa spółdzielni, pana Walochy, bo razem studiowali - i jemu je da. Prezes Walocha wstawił je do oszklonego kredensu w swoim gabinecie. W ciągu 9 miesięcy zmarł. Jego następcą został prezes Kowalski - po 6 miesiącach zmarł na białaczkę. Kolejnym prezesem był pan Żywiołek.

Opowiadano mi później, że weszli do tego gabinetu z licznikiem Geigera (detektorem skażeń promieniotwórczych – przyp. red.) i licznik pokazał bardzo wysoką radioaktywność. Próbki wyrzucono najpierw na śmietnik, później nie wiem, co się z nimi stało. Dwóch ludzi odeszło.

Okazało się, że oprócz minerałów był tam jeszcze uran. Jak się zrobi kopalnię i odkrywki, to się to będzie ulatniać, a my będziemy to wdychać. Zrobi się pustynia - Czarnobyl jest dowodem. Mam tu działkę, dom... Jeśli cokolwiek się zadzieje, wszyscy stąd będziemy uciekać, a nieruchomości nie będą nic warte, bo kto się będzie narażał na śmierć?

Dobrze się zastanówmy, zanim podejmiemy decyzję, bo będziemy mieli złoża, ale nie będziemy mieli wody i nie będziemy mieli gdzie mieszkać.

Jarosław Tylkowski (mieszkaniec Myszkowa): - Jestem mieszkańcem od 8 lat, kupiliśmy tu dom. Całe moje życie wychowałem się za kopalnią „Wesoła”. Te wszystkie słowa, które tu padły, można włożyć między bajki. Jakakolwiek ingerencja w złoże powoduje, że nie ma mowy, iż złoże wody nie zostanie naruszone. Ta cała woda zniknie, a wraz z nią wszystkie firmy, które przetwarzają wodę, a zatrudniają setki, a łącznie tysiące osób. Pieniądze zostaną wytransferowane z Myszkowa.

Spółka, która to będzie robić, będzie spółką z ograniczoną odpowiedzialnością i skończy się jak ze spółkami śmieciowymi. Pozbędziemy się atrakcyjnych działek, pozbędziemy się wody.

Wszystkie te złoża są radioaktywne, wszystkie mają bezpośredni związek z materiałami promieniotwórczymi. Te złoża, które tutaj są, to sfera głęboko militarna, wykorzystywana do systemów militarnych. W momencie gdy tu zacznie się wydobycie, w sytuacji konfliktu militarnego - gdzie polecą rakiety? Polecą tutaj.

Roman Sobczyk (właściciel firmy Sokpol): - Kilka danych o Sokpolu: zatrudniamy mniej więcej 550 osób, zużywamy codziennie około miliona litrów wody, trochę więcej nawet, bo około miliona sztuk dziennie produkujemy, a jedna sztuka to mniej więcej jeden litr. 33 lata działamy tutaj w Myszkowie, ja jestem rodowitym myszkowianinem. Nie jesteśmy szczęśliwi, że takie dyskusje się toczą. Absolutnie jesteśmy przekonani, że największym skarbem jest woda.

To nie tylko woda dla tych 550 współpracowników i 550 rodzin - to mniej więcej kalkuluje się razy 4, czyli mniej więcej 2000 ludzi. Myszków ma, jak dobrze pamiętam, około 30 tysięcy mieszkańców. To nie ma znaczenia, czy jest nas 1000, 2000 czy 30 tysięcy - woda jest skarbem. Skoncentrowałbym się na zupełnie czymś innym: czy w ogóle ten projekt i te koncesje są przeprowadzane zgodnie z istniejącymi przepisami i procedurami.

Mam tu na myśli słynną działkę 160 ha, która została sprzedana - akurat doskonale znam całą sprawę, bo firma Dawtona to nasi konkurenci. Też chciałbym kupić za 20 mln zł 160 ha terenu. Może starostwo ma taki teren? Chętnie przystąpimy do przetargu.

Wracając jednak do sedna sprawy - obawiam się, że wszyscy, którzy tu siedzimy, nie będziemy w stanie zablokować tego projektu, jeżeli koncesja zostanie udzielona na odwierty - zgodnie z prawem, zgodnie z kanonami sztuki wiercenia. My mamy 4 studnie głębinowe tutaj w okolicach. Zużywamy miliony litrów wody. My jej tak naprawdę nie zużywamy, nie niszczymy jej.

Wybudowaliśmy oczyszczalnię ścieków - często się śmieję - że my w gruncie rzeczy czyścimy Wartę, bo wpuszczamy do rzeki oczyszczone ścieki, które są jakości... nie chcę powiedzieć „jakości wody mineralnej”, bo bym przesadził. Natomiast jakość wody tutaj jest oczywista. Oczywistą rzeczą jest, że te wody są najwyższej jakości. Nie jesteśmy szczęśliwi, że takie projekty się toczą.

Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której powinienem był powiedzieć na początku: w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że Sokpolowi jest to zupełnie obojętne, bo i tak jest na sprzedaż. Szczerze się roześmiałem. Mogą państwo wierzyć lub nie. Te 550 osób, które tutaj pracuje, i 33 lata, kiedy tutaj jestem - a w zasadzie dużo dłużej, bo tutaj się urodziłem - to jest pewne zobowiązanie.

Nie chciałbym używać górnolotnych stwierdzeń, ale to nie są tylko obroty, których Sokpol robi rzeczywiście sporo - łatwo skalkulować, jak się pomnoży milion razy cenę wody mineralnej. Sokpol nie jest na sprzedaż […]. Ale to nie ma żadnego znaczenia, bo ktoś, kto to kupi, nie będzie tu produkował rudy żelaza i nie założy huty - tylko będzie produkował wodę mineralną i pochodne.

Przede wszystkim skupiłbym się na tym, czy projekt, który jest procedowany, mieści się w granicach naszego prawa, bo myślę, że niestety nie jesteśmy w stanie tego zablokować, jeśli ta firma dostanie koncesję i będzie te odwierty realizowała. Ja jako dziecko pamiętam, że tutaj dyskutowano już na temat złóż. Tak długo się toczy ta dyskusja, jak dyskusja na temat obwodnicy. Obwodnicę w końcu zrealizowano i pytanie, czy te kopalnie zostaną wybudowane.

Jeszcze raz powiem: szczęśliwy z tego powodu na pewno nie jestem.

Beata Jakubiec-Bartnik (przewodnicząca Rady Powiatu w Myszkowie, dr n. med.): - Jak pan prezes powiedział, że skarbem jest woda - dla mnie, jako lekarza, który praktykuje ponad 20 lat, jestem też matką trójki dzieci, mieszkam tu od urodzenia - dla mnie skarbem jest życie ludzkie. Żadne pieniądze nie zastąpią nam zdrowia i życia. Z moich obserwacji i pracy na oddziale chorób wewnętrznych stwierdzam, że jest coraz więcej nowotworów u ludzi młodych.

Nie wiem, czy im pieniądze zwrócą szczęście i życie.

Andrzej Hutnik (mieszkaniec): - Mam przygotowane pytania do tej firmy, która ma tę kopalnię budować - i stchórzyli. Na ostatnim spotkaniu byłem i wyraźnie było powiedziane, że dziś organizujemy spotkanie z mieszkańcami, ale spotkanie z mieszkańcami tym panom najwyraźniej nie jest na rękę. Odniosę się do propagandówki, którą podobno wrzucają do skrzynek. W tej propagandówce pokazane jest, jakie pieniądze będziemy mieli z tej kopalni - po prostu stosy pieniędzy.

Piszą, że będą pieniądze do urzędu miasta z CIT, VAT i PIT. Zaczynając od odwiertów - proszę państwa, czy tu w Myszkowie lub okolicy jest jakaś firma, która robi takie odwierty? No nie ma, więc CIT będą płacić w miejscu rejestracji firmy.

- VAT w urzędzie skarbowym w miejscu rejestracji firmy. A PIT? Jakie będą dochody z PIT, jak tu będą fachowcy nie z Myszkowa - PIT zapłacą w urzędach skarbowych w miejscach zamieszkania pracowników. Więc nie ma żadnych pieniędzy dodatkowych.

Popodpisywali umowy z ludźmi i też chciałem zadać kilka pytań - no ale nie ma komu. Uczulam tych ludzi: nie ma tam zaznaczone, co będzie, jeśli taki odwiert się rozszczelni. Rozszczelnił się w 2020 roku. Pytam: czy ci ludzie w tych umowach zabezpieczyli sobie, że gdy taki odwiert się rozszczelni, to będą musieli to naprawiać na własny koszt? Czy w ogóle się zabezpieczyli?

Następnie w tej propagandówce podane są jakieś dziwne kwoty, że 60% opłat za wydobycie tego urobku trafi do urzędu miasta, ale 60% z czego, z jakich kwot? Przecież to są jakieś bzdury popisane.

Nawet gdyby tę kopalnię wybudowali - powiedzmy za 10 lat - powiedzcie mi, kiedy ta firma zacznie płacić CIT? - kontynuował A. Hutnik.

Z sali pada: - Po 25 latach.

- Jak przez kilka czy nawet kilkanaście lat będzie ponosiła koszty. Zrujnują nam tutaj środowisko, zakłady takie jak pana Sobczyka będą musiały zakończyć działalność, a wpływy z CIT - jak nie było, tak nie będzie. Następnie wpływy z VAT. Przecież wiadomo, że jak się zaczyna działalność na taką skalę, to ten VAT przez kilka lat będzie ujemny i firma nie będzie płaciła VAT, tylko będzie występowała do urzędu skarbowego o zwrot.

Następnie - jeszcze takie podstawowe rzeczy: oni tu przyjeżdżają i opowiadają, że zrobią tak nowocześnie, że z tego zakładu będą wypływać perfumy firmy Dior, a nie ścieki toksyczne. Nigdzie w Polsce nie ma, by te odpady od produkcji były tak oczyszczone, że to nie działa na środowisko. KGHM prowadzi tę działalność przez 60 lat i przez 60 lat uzbierali zbiornik toksycznych zanieczyszczeń, który ma 700 milionów metrów sześciennych.

Gdyby go nie powiększyli w zeszłym roku do 900, to nie mieliby gdzie tych zanieczyszczeń składować. A mają w planach powiększenie do 1,1 miliarda m³.

Dowiadywałem się u znajomych w KGHM, czy jest możliwe robienie flotacji pod ziemią. Nie jest możliwe przynajmniej na początku kilku lat, bo żeby robić flotację pod ziemią, trzeba tam zrobić miejsce – trzeba wybrać kilka milionów m³ tego urobku. Trzeba zrobić stawy flotacyjne: wybrać ten urobek, zmielić go, wrzucić do stawów, nakłaść chemikaliów różnego typu - powstaje piana, skała nasiąknie, opada na dół, ruda uzdatniona do 30% - zbiera się ją i odsyła do huty.

Ale z odpadami i chemikaliami trzeba coś zrobić, więc trzeba wybudować zbiornik flotacyjny i odkładać to latami. Powiedzmy, że ta kopalnia nie będzie taka duża i te zbiorniki będą napełniać się przez 10 lat. KGHM uzbierało 700 milionów metrów sześciennych - my uzbieramy może 100 - to jest cztery razy więcej niż pojemność zbiornika w Poraju. Gdzie ten zbiornik stworzą? W Żarkach? A może w Koziegłowach?

Chciałbym państwu uzmysłowić, jaka to jest skala zagrożenia. Oni chcą nam zrobić tu bombę ekologiczną, a wmawiają, że będzie pachniało, będzie pięknie i cudownie. Zatrudnią górników. Ilu to mamy górników w Myszkowie? Przecież oni tych fachowców ściągną ze Śląska - mówił dalej.

- A skąd wezmą na Śląsku? - pada z sali.

- Powiedzmy, że znajdą - więc podatek z PIT będzie na Śląsku, z CIT nie wiadomo kiedy i czy w ogóle będzie - dodał.

- Nie ma szkół górniczych w Polsce, nie ma górników - pada z sali.

Andrzej Hutnik (kontynuacja): - Jeszcze jedna rzecz: oni też mają oczyszczalnię, tę wodę czyszczą i spuszczają gdzie? Do rzeki. Pamiętają państwo, jak w 2020 roku Odra zakwitła, a ryby pływały do góry brzuchami, dlatego że zasolenie wody było tak duże aż zakwitły tam algi morskie. Czy to przyroda sprawiła? Nie - to były te zasolone ścieki spuszczone m.in. z KGHM i innych chemicznych zakładów po drodze. Gdzie spuszczą ścieki u nas? Do Warty.

To wszystko zatrzyma się w zbiorniku w Poraju. Kto tam będzie chciał popływać na łódkach czy złapać jakąś rybę? Jak tę rybę zjedzą, to wiecie, co się stanie. Bardzo dobrze, że to spotkanie tutaj jest – żeby państwo dowiedzieli się, co oni nam tu szykują, a obiecują… perfumerię - zakończył.

Beata Jakubiec-Bartnik: - Kopalnia w Portugalii zatrudnia 100 osób, a w zakładzie pana Sobczyka zatrudnionych jest 500 osób - mogę powiedzieć, że to są pewnie sami mieszkańcy powiatu.

Roman Sobczyk: - 95% na pewno.

Grzegorz Kwaśniok (przewodniczący Rady Miejskiej w Żarkach, mgr inż. górnictwa): - Z zawodu jestem górnikiem, z wykształceniem magistrem inżynierem górnictwa - te tematy znam bardzo dobrze. Moim zakładem pracy była kopalnia Knurów koło Gliwic. Dziwi mnie zachowanie przedstawiciela Permii 1.

Pracując na kopalni, zajmowałem różne stanowiska, uczestniczyłem w spotkaniach z mieszkańcami, w rozmowach z gminami pod którymi fedrowaliśmy - nigdy jednak nie unikaliśmy rozmów. 20 metrów od moich okien była kopalnia, wryłem się więc w ten krajobraz i wiem, jak to wygląda. Do pana z Permii: proszę się nie czuć obrażonym - to zaproszenie, które pani przewodnicząca trzy tygodnie temu wystosowała, powinno wystarczyć, bo to jest wasz interes.

Chcecie tu prowadzić działalność - powinniście zrobić ukłon i pokazać, jak to powinno wyglądać. Ja bym na waszym miejscu tak zrobił.

Rada Miejska w Żarkach jednogłośnie opowiedziała się przeciw budowie kopalni i wykonywaniu odwiertów - między innymi po moich sugestiach. Każdy radny w naszym powiecie powinien zagłosować przeciwko, bo powinniśmy się szanować. Dużo się mówi o kopalni, a tu widzimy, że przedstawiciel firmy przychodzi z pretensjami, że nikt mu nie przekazał, że nic nie wiedział - dla mnie to głupota.

Powinniśmy jako radni oczekiwać, że jak ktoś do nas przychodzi i chce coś zrobić, to powinien pokazać wszystko - jak to ma być.

Woda - uzupełnię słowa pana geologa: jeśli wykona się otwór pionowy, szyb - to tworzy się studnia. Te wyrobiska górnicze, obojętnie na jakim poziomie, są też warstwą drenażową - woda w nie wpłynie. Pan geolog mówił, że woda płynie na pewnych warstwach 1,5 m³ na godzinę. Jakby ta kopalnia ruszyła, to ta woda będzie płynąć 1,5 m³ na minutę, a może i na sekundę.

Była Kopalnia Węgla Kamiennego Dębińsko - przestała fedrować w latach 90. z jednej przyczyny: tam był wypływ wody 10 m³ na sekundę. Wyobraźcie sobie, jakie to są wypływy wody. Oczywiście są technologie, by tę wodę wypompować - dla górników to nie zagrożenie, ale dla tego zbiornika tak - zostanie wypompowany i go nie będzie. A to zbiornik strategiczny, który nas zabezpiecza w wodę.

Dlaczego chciałem, żeby powiedzieli nam przedstawiciele firmy, bo my nic nie wiemy: jak ta kopalnia ma wyglądać, jak te odwierty, jaki system eksploatacji, jak to wpłynie na powierzchnię. To mogą być szkody górnicze jak w kopalniach węgla, mogą być wpływy na środowisko jak w KGHM w Lubinie - tąpnięcia, drgania, małe trzęsienia ziemi.

Na Górnym Śląsku domy buduje się tak, by były przygotowane na teren górniczy - inna podbudowa, dofinansowanie z kopalni, żeby dom wytrzymał eksploatację. Tutaj żaden dom nie jest przygotowany - kto się tego spodziewał? Tu żyjemy głównie z turystyki, chcemy, żeby się rozwijała - to nasz priorytet.

550 mln ton rud jest do wyeksploatowania. Firma mówi, że mogą to ulokować z powrotem - to niemożliwe. Muszą być wyrobiska, żeby poruszał się sprzęt, pojazdy i ludzie - trzeba to wywieźć. Mamy 550 mln ton rud, ale oprócz tego trzeba skałę wydobyć, żeby się do nich dostać. Trzeba to gdzieś ulokować, zgromadzić na powierzchni. Wiecie, gdzie ta kopalnia ma być? Wyobraźcie sobie, gdzie te hałdy ulokować. Oprócz kamienia są jeszcze odpady poflotacyjne.

Przykład KGHM - proszę zobaczyć zbiornik poflotacyjny Żelazny Most. Byłem na studiach na tej kopalni, na dole byłem, byłem też przy tym zbiorniku. Jego powierzchnia to ok. 1700 hektarów, wyniesiony ponad powierzchnię ziemi 40 metrów - może teraz więcej. Sam akwen to 690 hektarów - to chyba wielkości miasta Myszkowa. To tylko akwen, reszta to sztuczne nasypy, które utrzymują to, co jest w środku. Oczywiście u nas skala byłaby mniejsza, ale taki zbiornik musi powstać.

I powstanie na lata - kto to będzie wywoził? Tam jest maź poflotacyjna - w Lubinie wyodrębnia się miedź i srebro, u nas miedź, molibden, wolfram, trochę srebra, kobalt, pierwiastki ziem rzadkich. Ale w tych rudach jest cała tablica Mendelejewa - reszta, nieprzydatna, pójdzie do tego zbiornika. Maź, z której nie da się już nic wydobyć, bo się nie opłaca albo nie da przy obecnym stanie techniki. Gdyby było inaczej - w Lubinie tego zbiornika by ubywało, a nie przybywało.

Nie ma szans uratowania tego podziemnego jeziora. Szyb stanie się studnią, ale cała kopalnia stanie się studnią. Jak coś się wyciąga z ziemi - kolejne warstwy pękają, stąd szkody górnicze, górotwór staje się porowaty, woda spływa na dół. Przypuszczam, że ten zbiornik będzie musiał zostać wypompowany przez kopalnię. Sama woda nie jest szkodliwa dla Warty, ale wody zasolone są - to stworzy zagrożenie.

Przykład Odry był bardzo dobry - do tej katastrofy doszło przy bardzo wysokich rygorach, jakie kopalnie muszą spełniać. Zysków żadnych nie będzie. Z opłat eksploatacyjnych (mały fragment tego, co kopalnie wnoszą) - tylko 60%, VAT jest przekazywany klientom końcowym - więc też nic. Zatrudnienie? Nasi mieszkańcy tam pracy nie znajdą - trzeba mieć staż. Jedynie przy łopacie nie trzeba. Najniższe stanowisko wymaga stażu - tak określają przepisy.

Z okolic kopalń węglowych też nikt nie przyjedzie - zawód wymiera, szkół górniczych nie ma, a ci, co pracują, niedługo pójdą na emerytury. Z doświadczenia wiem - firmy, które wspomagają kopalnie, robią to siłą roboczą z zagranicy. Cztery lata temu, gdy jeszcze pracowałem - to byli górnicy z Ukrainy, z Kazachstanu.

Burmistrz Gminy i Miasta Koziegłowy Jacek Ślęczka: - Wyrażam jasny i zdecydowany sprzeciw wobec budowy kopalni. Jako władze samorządowe musimy mieć na pierwszym miejscu życie i zdrowie mieszkańców powiatu - to najwyższa wartość. Żadna technologia nie da nam 100-procentowej gwarancji, że nie będzie oddziaływania na środowisko, a przede wszystkim na bezpieczeństwo wód.

Apeluję do wszystkich samorządów o zdecydowane działania - najważniejsze są mieszkanki i mieszkańcy miast oraz gmin powiatu myszkowskiego.

Jeden z mieszkańców zwrócił uwagę na fakt, że ewentualne zanieczyszczenia wpłyną na stan rzek w całej Polsce.

Tomasz Matyjas (przedstawiciel Permia 1): - Mam na każde pytanie, które tu padło, gotową odpowiedź w głowie, ale nie zostałem upoważniony przez zarząd, by ich udzielać. Musimy rozmawiać z fachowcami - to jest najważniejsze. Mamy tu kilku fachowców między sobą, ale jakiej kategorii - to możecie sobie sami ocenić.

- Jaki cham, jak obraża! - padło z sali.

- Jedyne, co mogę z mojej strony, to zaprosić państwa na rozmowę, gdzie będą argumenty z każdej strony, bo na dzień dzisiejszy to nie są argumenty za i przeciw – tylko przeciw i bardziej przeciw. Ja miałem czasu antenowego 3 minuty, a państwo cały czas argumenty przeciwko… Gdzie są skany pism, które pani rozesłała?

Robienie takich przedstawień, że Permia nie ma prawa wypowiedzi, nie może pokazać własnej prezentacji, a wypowiadają się tylko raz osoby przeciwko - jest pluciem ludziom w twarz - powiedział T. Matyjas.

Przewodnicząca Beata Jakubiec-Bartnik: - A kto powiedział, że nie mają państwo możliwości wypowiedzi?

Tomasz Matyjas: - Nie, proszę pani, tak nie będziemy rozmawiać.

Przewodnicząca: - Jest pan gościem i zdążył pan obrazić mieszkańców.

Tomasz Matyjas: - Byliśmy na spotkaniu w Poraju, pokazaliśmy prezentację, były rozmowy za i przeciw, nikt nikomu nie przerywał - na wysokim poziomie.

Nie byliśmy zaproszeni do Koziegłów, nie byliśmy zaproszeni do Myszkowa, bo już wcześniej mieliście komisje. Nadmieniam, że nam cały czas chodzi o odwierty. My nie chcemy budować kopalni - my chcemy robić odwierty.

Przewodnicząca: - Został pan zaproszony przeze mnie osobiście, zaproszenie pan przyjął. To nie jest postępowanie administracyjne, nie jest potrzebna sygnatura sprawy.

Andrzej Hutnik: - Byłem na tym zebraniu i słyszałem, jak pani przewodnicząca zapraszała przedstawicieli tej firmy. Może trzeba im wysyłać na złotym papierze, bo inaczej nie przyjdą? Pan był, pan dziś przyszedł, a przedstawiciele firmy nie przyszli. Czego się bali? Oni nie chcą rozmawiać z mieszkańcami - tylko z fachowcami.

Wiceprzewodnicząca Marlena Wiśniewska: - Był pan zaproszony podczas komisji. Zapytałam pana, czy będziemy mieli wgląd w umowy z firmami wodnymi, bo powiedział pan - cytuję - że firmy wodne nie mają żadnych zastrzeżeń co do koncesji poszukiwawczej. A dziś słyszę od pana Sobczyka, że te zastrzeżenia są, a my byliśmy informowani, że nie. Chodziło też o zatrudnienie w kopalniach - było połączenie z profesorem Czopem.

Pan profesor powiedział, że nasza ziemia ma potencjał i trzeba ją wykorzystać dla dobra narodu, a technologie w ciągu 20 lat idą tak do przodu, że nie martwmy się o pylenie, bo będą tam pracować roboty… zaraz potem powiedział, że jednak nie będą tam pracować roboty. Czyli na zatrudnienie w tych kopalniach nie możemy liczyć. Były pytania, jaka to będzie technologia - nie mieliśmy żadnych informacji.

Mówimy teraz o koncesji poszukiwawczej, ale docelowo - jeśli złoża z kategorii C2 przejdą na C1 będą się państwo starać o koncesję wydobywczą. Nie mamy żadnej informacji. Jestem mieszkanką Myszkowa - nie chciałabym, żeby taka kopalnia tu powstała, bo chcę tu mieszkać do ostatnich dni.

Wiceprzewodnicząca Zdzisława Polak: - Permia 1 ma swoją siedzibę w Warszawie przy ulicy Bankowej - czy to jest tylko biuro wirtualne?

Tomasz Matyjas: - Jakby państwo wysłali zaproszenie pod ten adres - to by pani wiedziała.

Z sali: - Jaki bezczelny! Jeszcze pyskuje! Masakra!

Tomasz Matyjas: - Starostwo Powiatowe ma adres - proszę napisać na ten adres, na który ja do was pisałem.

Problem w tym, że urząd nie może dowolnie gospodarować danymi.

Zdzisława Polak: - Czy pan reprezentuje spółkę, czy nie? Mamy wiele pytań, a pan raz odpowiada, a raz ma pretensje i nie chce odpowiadać.

Tomasz Matyjas: - Z wielką przyjemnością odpowiemy. Nie chcemy wprowadzać w błąd. Od tego jest profesura, od tego są prezesi firm - ja mam za krótkie nóżki do takich rozmów i wolę oprzeć się na wypowiedziach profesjonalistów.

W dalszej części głos zabrali: Starosta Myszkowski Piotr Kołodziejczyk, radny miejski Tadeusz Bartnik oraz Wicewojewoda Śląski Adam Zaczkowski.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie