— GAZETA —

DEMOKRATYCZNA

POWIAT MYSZKOWSKI · ZAWIERCIAŃSKI · BĘDZIŃSKI · CZĘSTOCHOWSKI

Sprawy miasta

Gdzie zbudujecie tę kopalnię?

Gdzie zbudujecie tę kopalnię?

W powiecie myszkowskim rozpętała się burza, jakiej dawno tu nie widziano. Internet płonie, Facebook zamienił się w wirtualne pole bitwy, a mieszkańcy dzielą się na dwa obozy - tych, którzy widzą w złożach pierwiastków szansę na rozwój gospodarczy oraz tych, którzy ostrzegają przed nieodwracalnymi skutkami środowiskowymi i społecznymi. Dyskusja dotyczy głęboko położonego, imponującego złoża molibdenu i wolframu, jednego z największych i najlepiej udokumentowanych w Europie.

Ale nic tu nie jest proste. Z jednej strony strategiczne metale, z drugiej realne ryzyko. Z jednej potencjalne inwestycje, z drugiej strach przed kopalnią, która mogłaby zmienić charakter całego regionu. A emocje podsycają anonimowe materiały krążące po gminach.

Złoże zostało rozpoznane w latach 70. XX wieku podczas szeroko zakrojonych badań hydrologicznych i geologicznych. Wyniki są imponujące: na głębokości od 300 do 700 metrów znajduje się ogromne nagromadzenie molibdenu i wolframu - metali strategicznych dla współczesnej gospodarki.

Molibden jest kluczowy dla przemysłu lotniczego, energetyki i branży militarnej, wolfram natomiast cechuje się najwyższą temperaturą topnienia ze wszystkich metali i znajduje zastosowanie w nowoczesnych technologiach, od LED-ów po narzędzia medyczne.

Według dokumentacji geologicznej, najbogatsza część złoża - tzw. rdzeń - znajduje się w rejonie otworu Pz-29, w pobliżu centrum handlowego BIG. Tworzy je charakterystyczny stockwork, czyli system tysięcy cienkich żył kwarcowych wypełnionych scheelitem (wolfram), molibdenitem oraz chalkopirytem (miedź). Całość znajduje się w obrębie granitoidów, skał powstałych ponad 300 milionów lat temu w wyniku intruzji magmowych.

Szacunkowe zasoby mówią o kilkuset milionach ton rudy, przy średniej zawartości 0,25% molibdenu. To liczby, które stawiają Myszków w europejskiej czołówce, choć złoże nie jest idealne - nie występuje tu tzw. „czapa” bogata w miedź, która w wielu znanych kopalniach stanowi najcenniejszą część. Została usunięta przez erozję miliony lat temu.

Czy to się opłaci? Liczby nie kłamią, ale…

Według analiz opłacalność tego typu eksploatacji jest warunkowa. Koszt wydobycia jednej tony rudy szacuje się na 40-50 USD, a wartość zawartych w niej metali waha się między 70 a 90 USD. Oznacza to potencjalny zysk brutto na poziomie ok. 20-40 USD za tonę - więc margines wyjątkowo wąski. Przy tak delikatnej równowadze zaważyć może wszystko: niewielki wzrost cen energii, kursy metali, a nawet dostępność nowoczesnych technologii umożliwiających bezodpadowe przetwarzanie.

Eksperci wskazują, że do opłacalności konieczne byłoby: - połączenie odzysku molibdenu, wolframu i miedzi, - wprowadzenie technologii niskoemisyjnych i bezodpadowych, - wsparcie państwowe lub unijne, ponieważ oba metale należą do surowców krytycznych.

Bez tego projekt mógłby okazać się po prostu nieekonomiczny.

Spotkanie, które zapoczątkowało burzę

Najnowsza fala emocji wybuchła po spotkaniu zorganizowanym z inicjatywy Powiatu Myszkowskiego. Sala Starostwa Powiatowego pękała w szwach - około stu osób, mieszkańcy, samorządowcy, przedsiębiorcy, geolodzy, osoby prywatne. Organizatorzy byli dobrze przygotowani i jasno wskazali błędy i manipulacje, jakie zaczęły krążyć w przestrzeni publicznej.

Jednym z najbardziej komentowanych incydentów było ostre starcie między przedstawicielem inwestora a mieszkańcami. Padały trudne pytania, były zarzuty o mijanie się z prawdą, o przedstawianie niepełnych informacji, o ignorowanie lokalnych obaw. Emocje sięgnęły zenitu, a atmosfera momentami przypominała bardziej debatę polityczną niż spokojne spotkanie informacyjne.

Warto podkreślić, że żaden zwolennik budowy kopalni nie zabrał głosu, choć w internecie są to osoby niezwykle aktywne. Na sali milczeli.

Anonimowa gazetka - informacja czy propaganda?

Dodatkowym źródłem konfliktu stała się krążąca po mieście anonimowa czterostronicowa publikacja zachwalająca odwierty i sugerująca, że wydobycie będzie bezproblemowe.

Jej treść została poddana weryfikacji z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji, co pokazało liczne nieścisłości: - wykorzystano zdjęcie nieprzedstawiające aktualnej austriackiej kopalni, lecz zrekultywowaną hałdę, - sugerowano „100% szczelność odwiertów”, co jest sprzeczne z praktyką inżynieryjną, - podano zawyżone szacunki zatrudnienia (1 000 osób - realne to zaledwie kilkaset 500-600), - przemilczano możliwy wpływ na wody podziemne oraz kwestię odpadów flotacyjnych, - przedstawiono inwestycję jako inicjatywę z udziałem wielkiego zagranicznego kapitału, co - jak wynika z dokumentów - jest przesadą, a nawet manipulacją, pojawiły się amerykańskie flagi, Kapitol, a spółkę w USA można założyć siedząc w Myszkowie na toalecie, - manipulowano również stanowiskiem autorytetu.

Publikacja, zamiast uspokoić nastroje, dolała oliwy do ognia. Wśród mieszkańców pojawiły się pytania o transparentność, rzetelność i realne intencje promotorów projektu.

Co naprawdę budzi niepokój? Lista obaw mieszkańców

Podczas spotkania i w licznych komentarzach internetowych pojawiły się powtarzające się argumenty:

Wpływ odwiertów i kopalni na środowisko Region Jury Krakowsko-Częstochowskiej jest obszarem o wyjątkowo trudnej hydrogeologii. Eksperci PIG-PIB podkreślają, że ingerencja na takich głębokościach może wpływać na wody podziemne, a w przypadku eksploatacji - powodować lej depresyjny.

Hałas, pył, transport Wiercenie trwa miesiącami i generuje natężenie hałasu przekraczające normy w promieniu nawet kilkuset metrów. Dochodzi do tego ciężki transport sprzętu i materiałów.

Niepewność inwestora Brak pełnej informacji o planie technologicznym kopalni budzi wątpliwości. Padają pytania: skoro wszystko jest bezpieczne i przejrzyste, dlaczego nie ujawnia się szczegółów?

Ryzyko gospodarcze Eksperci przypominają, że wydobycie takiego typu złóż rzadko generuje ogromne wpływy dla samorządu - a zyski z podatków są w Polsce ograniczone.

Nie brakuje ironii, złośliwości ani długich polemik pisanych przez osoby deklarujące się jako specjaliści. Jednak pod tą warstwą emocji kryje się realna troska - każdy patrzy na przyszłość regionu, tylko z innej perspektywy.

Gdzie w tym wszystkim jest prawda?

Jak zwykle - pośrodku, ale z wyraźnymi znakami ostrzegawczymi. Złoże rzeczywiście jest wyjątkowe w skali Europy. Jego potencjał gospodarczy jest realny, choć niepewny i obarczony wieloma warunkami: ekonomicznymi, technologicznymi, prawnymi. Jednocześnie ryzyka środowiskowe i społeczne są udokumentowane i nie można ich bagatelizować.

Najważniejsze jednak jest to, czego najbardziej domagają się mieszkańcy: transparentność. Jasna prezentacja planów, informacji o technologii, potencjalnych zagrożeniach i korzyściach. Bez tego dyskusja zawsze będzie pełna niedomówień, lęków, a w sieci - oskarżeń.

Historia i doświadczenia regionów górniczych

W dyskusji przywoływano przykłady Olkusza i innych miejsc, gdzie obiecywano brak szkód środowiskowych, a po latach mieszkańcy musieli się z nimi mierzyć.

Pytanie o miejsca pracy

W materiałach promocyjnych sugerowano powstanie nawet 1 000 stanowisk. Zdaniem ekspertów to liczba nierealna - tego typu zakłady są dziś wysoko zautomatyzowane, a większość specjalistów przyjeżdża z innych regionów.

Nie sposób pominąć jeszcze jednego, fundamentalnego aspektu, który w całej dyskusji powraca niczym bumerang: lokalizacji złoża. Jego najbogatsza część znajduje się bowiem nie na odludziu, nie w przemysłowej strefie, lecz tuż pod zurbanizowanym terenem Myszkowa. W bezpośrednim sąsiedztwie strefy występowania mineralizacji mamy duże centrum handlowe, szpital powiatowy, Urząd Skarbowy, a przede wszystkim - gęsto zamieszkane osiedla i domy jednorodzinne.

To nie jest przestrzeń, którą można w prosty sposób „przemodelować” pod potrzeby ciężkiego przemysłu wydobywczego. Mieszkańcy pytają więc od tygodni i miesięcy, z coraz większą determinacją: gdzie planujecie wybudować nam tę kopalnię? Pod szkołą? Pod domami, w których żyją całe rodziny? Pod placówkami publicznymi, które zapewniają bezpieczeństwo i opiekę? To pytanie brzmi dziś głośniej niż kiedykolwiek i nic nie wskazuje na to, by prędko miało ucichnąć.

Atmosfera konfliktu: Facebook jako ring

Choć spotkania przebiegały momentami burzliwie, to dopiero internet stał się miejscem prawdziwej batalistyki. Komentarze są ostre, pełne emocji, a czasem nawet wzajemnych oskarżeń. Zwolennicy wydobycia zarzucają przeciwnikom „strach przed rozwojem”, ci z kolei odpowiadają, że nie chcą płacić zdrowiem i środowiskiem za cudze zyski.

Czy powstanie kopalnia? Jeszcze za wcześnie na odpowiedź

Na razie mowa jest o odwiertach badawczych i analizie opłacalności. Do decyzji o budowie kopalni droga jest daleka i wymaga: - szczegółowych badań hydrogeologicznych, - oceny oddziaływania na środowisko, - konsultacji społecznych, - uzyskania szeregu pozwoleń, - a przede wszystkim zgody lokalnej społeczności.

A ta, póki co, jest bardzo podzielona. Nie sposób jednak zgodzić się na przykład z Wicewojewodą Adamem Zaczkowskim. Politykę i jego podejście do funkcjonowania Miasta myszkowianie ocenili negatywnie, nie dając mu mandatu do sprawowania żadnej władzy. Uratowała go dopiero partia - Lewica, a w zasadzie niezbędna Włodzimierzowi Żakowi większość w radzie miasta.

Zaczkowski mówi wprost: to na razie tylko odwierty badawcze, ale przykład zawierciański pokazuje, że może to być początek czegoś, czego już nie będzie dało się zatrzymać.

Zaskakująco milczy burmistrz

Myszkowa, nie pojawił się na spotkaniu w powiecie. Do tego albo właściciel lokalej prasowej hybrydy: Gazety Myszkowskiej i Kuriera Zawierciańskiego kłamał albo zrobił to sam Żak mówiąc, że nie dostał zaproszenia na spotkanie odpowiednio wcześniej. Kłamstwo ma krótkie nogi - DEMOKRATYCZNA sprawdziła, zaproszenie zostało wysłane do wszystkich włodarzy miast i gmin w powiecie myszkowskim. Stało się to dokładnie 12 listopada, czyli na 5 dni przed.

Przywykliśmy, że burmistrz Żak boi się pojawiać w miejscach, gdzie prowadzone są trudne rozmowy (komisja w sprawie ul. Koziegłowskiej), jak pokazała rzeczywistość, mniej boi się serwowania publicznie kłamstw.

Myszków pod lupą Brukseli i Warszawy

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Europosł Jadwiga Wiśniewska alarmują: kopalnia może truć wodę dla ponad miliona mieszkańców. Ta interwencja potwierdza, że sprawa potencjalnej kopalni molibdenu i wolframu pod Myszkowem przestała być już tylko lokalną awanturą - trafiła na najwyższe szczeble parlamentarne w Polsce i w Unii Europejskiej.

Głos zabrali zarówno śląscy posłowie, jak i Eurodeputowana Jadwiga Wiśniewska (PiS), która złożyła oficjalne pytanie do Komisji Europejskiej. Europoseł wprost pyta Brukselę, czy nowe unijne rozporządzenie przyspieszające wydobycie surowców krytycznych nie stoi w jawnej kolizji z Ramową Dyrektywą Wodną i dyrektywą o ochronie wód podziemnych.

Wskazuje, że eksploatacja złóż wolframu i molibdenu zawsze niesie ryzyko uwolnienia arsenu, kadmu, ołowiu i rtęci – substancji, których obecność w wodach gruntowych UE nakazuje bezwzględnie ograniczać. Złoże w Myszkowie leży dokładnie pod Głównym Zbiornikiem Wód Podziemnych nr 327, który zaopatruje w wodę pitną ponad 1,1 miliona mieszkańców województwa śląskiego i opolskiego.

Jadwiga Wiśniewska pyta więc wprost: - Czy w sytuacji, gdy na jednym terenie kolidują ze sobą dwa priorytety UE - surowce krytyczne kontra ochrona wody jako prawo człowieka (rezolucja PE z 2022 r. i ONZ z 2010 r.) - przepisy rozporządzenia o surowcach krytycznych zostaną zawieszone albo wyłączone?

Równolegle 20 posłów PiS z województwa śląskiego (na czele z Lidią Burzyńską, Szymonem Giżyńskim, Ewą Malik i Waldemarem Andzelem) złożyło w Sejmie interpelację do Ministra Klimatu i Środowiska.

Parlamentarzyści przypominają raport NIK z 2017 roku, który ostrzegał wprost: uruchomienie kopalni w rejonie Myszkowa „może wywołać trudne do oszacowania negatywne skutki środowiskowe na znacznym obszarze”, a „najistotniejszym problemem będzie zaburzenie stosunków wodnych w całym rejonie” oraz zagrożenie dla Parku Krajobrazowego i działających tam rozlewni wód pitnych.

Posłowie pytają ministerstwo m.in.: • czy odmówi wydania zgody na odwierty badawcze, • czy zauważy kolizję z ochroną przyrody, • czy zleci niezależną ekspertyzę wpływu na środowisko.

Odpowiedź nadeszła 17 października 2025 r. Podpisał ją wiceminister Krzysztof Galos - Główny Geolog Kraju (ten sam, którego wypowiedź cytowano w anonimowym materiale promującym odwierty).

Kluczowe tezy odpowiedzi ministerstwa: • Na razie mowa tylko o odwiertach badawczych, a nie o kopalni - więc nie ma jeszcze mowy o decyzji środowiskowej ani koncesji wydobywczej (złoże jest rozpoznane tylko w kategorii C2 - za nisko, by w ogóle rozmawiać o eksploatacji). • Przy dzisiejszej technologii odwierty „nie wpływają wcale lub w stopniu znikomym” na wody podziemne. • Kopalnia podziemna da się pogodzić z ochroną przyrody, a samo złoże nie leży w granicach Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd, tylko sąsiaduje z otuliną. • Nie ma potrzeby zlecania dodatkowej ekspertyzy przez ministerstwo - zrobi to inwestor w ramach obowiązkowej procedury, gdy w ogóle dojdzie do wniosku o koncesję na wydobycie.

Reakcja mieszkańców i samorządowców jest jednoznaczna: „To klasyczne przerzucanie odpowiedzialności”.

- Ministerstwo mówi „poczekajmy, zobaczymy”, a my mamy czekać, aż ktoś wywierci dziurę pod naszymi domami i wtedy dopiero sprawdzać, czy woda nadal będzie zdatna do picia? - pytają myszkowianie. Sprawa jest więc otwarta - i to na dwóch frontach jednocześnie: w Brukseli i w Warszawie. Na razie ani Komisja Europejska, ani polskie ministerstwo nie powiedziały jasno „stop”. Ale też nikt nie powiedział „tak”.

Jedno jest pewne: woda dla ponad miliona ludzi i surowce krytyczne dla całej Unii ważą się właśnie na myszkowskiej szali. I nikt już nie udaje, że to tylko lokalny problem.

Wszystkie tematy

EdukacjaGospodarkaKulturaPrawoSamorządSportSpołecznośćSprawy miastaZdrowie