Sieć zależności w Myszkowie. Dlaczego radni nie są niezależni od burmistrza?
SIEĆ ZALEŻNOŚCI W MYSZKOWIE Dlaczego radni nie są niezależni od burmistrza? W Myszkowie w tej kadencji mamy wybitnie przykry obraz samorządowej niezależności: grupa radnych siedzących w sali sesyjnej, głosujących bez większych dyskusji, podnoszących ręce wtedy, kiedy należy, i tak, jak trzeba. Głosowania przebiegają gładko, bez wyłamujących się zdań, bez niespodzianek, bez konfliktów. Z pozoru to obraz sprawnie działającego samorządu.
Z bliska okazuje się jednak, że jest to obraz fałszywy. Bo jak ma wyglądać niezależność, skoro część radnych jest wprost zależna od burmistrza - finansowo, zawodowo i organizacyjnie? Przez długi czas wielu mieszkańców intuicyjnie czuło, że coś tu nie gra. Ale teraz po prostej analizie przepisów nie ma już żadnych wątpliwości. Mechanizm zależności jest realny, systemowy i sprzeczny z ustawą o samorządzie gminnym.
Jeżeli burmistrz jest przełożonym dyrektora, dyrektor jest przełożonym radnego, a radny musi głosować nad budżetem jednostki, w której pracuje - to nie jest demokracja. To hierarchia zależności, w której Rada Miasta staje się jedynie wydmuszką. Organem fasadowym. Dekoracją samorządności. Dlatego jako redaktor naczelna DEMOKRATYCZNEJ sporządziłam i złożyłam do Wojewody Śląskiego zawiadomienie dotyczące uchwał budżetowych Myszkowa na 2025 i 2026 rok.
Nie są to materiały pozyskane przez redakcję. To wynik mojej własnej pracy, mojej analizy dokumentów, mojej odpowiedzialności jako obywatelki i dziennikarki, oraz obowiązku alarmowania w sytuacji, w której naruszane jest prawo. A naruszane jest - i to w sposób poważny. Radni uczestniczący w uchwalaniu budżetu Myszkowa pracują jednocześnie w jednostkach podległych burmistrzowi Włodzimierzowi Żakowi: w MOPS, w Miejskim Domu Kultury, w placówkach oświatowych.
Jednostki te w stu procentach zależą od decyzji burmistrza. To on decyduje, ile pieniędzy otrzyma dyrektor, a dyrektor - ile otrzyma podwładny radny. A potem ci sami radni, zatrudnieni w tych jednostkach, głosują nad budżetem, z którego finansowane są ich pensje i dodatki. Głosują nad uchwałami, które tworzą warunki pracy ich pracodawcy. Głosują nad decyzjami, które bezpośrednio wpływają na ich własną sytuację zawodową.
Takie głosowanie, jak stanowi art. 25a ustawy o samorządzie gminnym - jest po prostu zakazane. Nic więc dziwnego, że budżety Myszkowa na 2025 i 2026 rok zostały przegłosowane bez zająknięcia. Radni zależni zawodowo nie będą ryzykować. Nie zagłosują przeciwko burmistrzowi, bo nikt nie chce stracić dodatku motywacyjnego, premii kwartalnej, korzystnej umowy czy nawet stabilności zatrudnienia.
W samorządzie nie trzeba grozić palcem - wystarczy, że wszyscy wiedzą, jak bardzo „nieopłacalne” byłoby działanie pod prąd. To nie jest współpraca. To zależność systemowa. I nieważne są obietnice zabezpieczenia 1,5 mln zł na ścieżkę pieszo-rowerową w ciągu ulicy Koziegłowskiej, gdy w grę wchodzi własna praca. W dokumencie z 31 grudnia 2025 r. opisałam dokładnie, jak kilku radnych - mimo ewidentnego konfliktu interesów - brało udział w uchwalaniu obu budżetów.
Każdy z nich powinien był się wyłączyć z głosowania. Żaden tego nie zrobił. Uchwały przeszły, a radni uchwalili środki, z których następnie finansowane są ich własne miejsca pracy. Na liście radnych oprócz Marty Muszczak zatrudnionej w MDK Myszków, jest także Tomasz Wójcik pracujący w tej samej instytucji (pozyskuje wynagrodzenie nie tylko z pracy w MDK, ale także jako artysta na imprezach miejskich, a w budżecie i na to są zabezpieczone środki).
Zbigniew Bartos - pracownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Dominik Lech - złota rączka w będuskiej podstawówce. Jest też kierownik z MTBS - Marian Tylkowski. Z oświadczeń majątkowych wynika wprost, skąd pozyskują wynagrodzenie. Sprawę ostatecznie bada Regionalna Izba Obrachunkowa. W tle pojawia się również nazwisko Grażyny Łękarskiej, wieloletniego pracownika urzędu, dziś już na emeryturze.
Choć nie występuje w dokumentach złożonych do Wojewody/RIO i nie dotyczy jej żadna z opisanych sytuacji, to warto przypomnieć, że była jedną z osób doskonale znających mechanizmy rządzące urzędem. Bo ta historia nie dotyczy jednostek, lecz całej struktury, w której zależność i lojalność są ważniejsze niż prawo i przejrzystość. Czy była kierownik sprzeciwi się decyzjom proponowanym przez byłego szefa?
Dziś pytania są coraz głośniejsze: czy radny zatrudniony w jednostce może być niezależny? Czy może głosować zgodnie z sumieniem, jeśli to sumienie może go kosztować utratę pracy? Czy może oceniać politykę burmistrza, skoro od burmistrza zależy jego przełożony? Czy może powiedzieć „nie”, kiedy wie, że powiedzenie „nie” może zablokować mu premie lub dodatki? Mechanizm zależności jest oczywisty.
Rada Miasta - instytucja powołana do kontroli władzy wykonawczej - nie może wypełniać tej roli, jeśli część jej członków znajduje się w faktycznym stosunku podległości nawet tej niebezpośredniej wobec burmistrza. Demokratyczna równowaga znika, a wraz z nią autonomia samorządowców. Pozostaje jedynie fasada: rada, która głosuje zgodnie z wolą władzy wykonawczej, bo inaczej grozi jej realna, osobista konsekwencja zawodowa.
Regionalna Izba Obrachunkowa będzie zmuszona do zbadania naruszeń. Jeśli nadzór nie zostanie wszczęty, sprawa trafi dalej, bo zasługujemy jako obywatele na to, by poznać odpowiedź na fundamentalne pytanie, które od dawna powtarzają mieszkańcy Myszkowa: czy radni reprezentują ich czy raczej zależności i interesy burmistrza? To pytanie jest dziś kluczowe.
Bo jeśli rada nie jest niezależna, jeśli głosuje pod dyktando przełożonych radnychpracowników, jeśli boi się utraty premii bardziej niż utraty twarzy, to demokracja lokalna przestaje istnieć. Pozostaje tylko pozór, a za pozorem - bardzo realna dyktatura oparta nie na dialogu, lecz na zależności. I te zależności wypracowano już w dwie strony, bo gdy burmistrz obieca - wszyscy dzialają nawet nie bacząc na naruszenie prawa.
Przykład: wybór Marty Muszczak na opiekuna Młodzieżowej Rady Miasta Myszkowa. Rządzący miastem byli tak pewni wyboru, że zapomnieli o zapisach w statucie, który sam ustanowili. I jak zapis im nie pasował to zmienili - nie kandydata na opiekuna, a nieodpowiedni przepis. Słowo dane koalicjantowi najważniejsze. A obietnica złożona wyborcom o zabezpieczeniu środków na drogę pieszo-rowerową? Wtedy działa to słynne koalicyjne CÓŻ SZKODZI OBIECAĆ.
I właśnie o tym wszystkim trzeba w Myszkowie rozmawiać. Zanim kolejne budżety, kolejne uchwały, kolejne decyzje zostaną podjęte nie w interesie mieszkańców, lecz w interesie tych, którzy mają nad radnymi władzę większą, niż ktokolwiek oficjalnie przyzna. (kk)
Opublikowano: styczeń 2026