Myszków dał WOŚP 20% mniej — czy polityka odstraszyła darczyńców?
34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Myszkowie zakończył się kwotą 142 613 zł. To o blisko 35 tysięcy złotych mniej niż rok wcześniej, kiedy padł lokalny rekord - 177 812 zł. Oznacza to spadek o niemal 20 procent. Czy to chwilowe osłabienie, czy sygnał, że Orkiestra, choć nadal gra, dyrygent ten sam, to niestety w nutach więcej fałszu.
W skali kraju Orkiestra ogłosiła kwotę deklarowaną 183 231 782 zł. To wzrost o około 2,6 procent względem roku poprzedniego. Niby rekord, ale ledwo, ledwo przebity. Tempo wzrostu ogólnopolskich zbiórek wyraźnie spowolniło. Jeszcze dwa lata temu dynamika była dwucyfrowa, w 2024 roku wzrost przekraczał 15 procent rok do roku. Dziś mówimy już tylko o kilku procentach. Ogólnopolski trend pokazuje więc wyhamowanie entuzjazmu i wolniejsze tempo przyrostu środków.
Polacy coraz częściej odwracają wzrok od puszki.
Myszków nie wyhamował, a zaliczył spektakularny spadek na każdym polu poza jednym wyjątkiem: - e-skarbonki przyniosły 8 962 zł, podczas gdy rok wcześniej było to 16 080 zł, to spadek o 44 procent. - licytacje na żywo zmniejszyły się z 33 445 zł do 24 710 zł: minus 26 procent. - liczba wolontariuszy spadła ze 140 do 132. - aukcje Allegro (zakończone do 28 stycznia) przyniosły zaledwie 992 zł: rok wcześniej było to 4 426 zł, a i tak nie były to wszystkie aukcje.
Jedynym wyraźnym pozytywem był wynik Filipa Króla - najlepszego wolontariusza, który zebrał 6 582 zł, czyli o niemal 1,5 tys. zł więcej niż w 2025 roku. Poza tym liczby są jednoznaczne: mniej wpłat online, mniej licytacji, mniejsze zaangażowanie.
Sztab, prowadzony przez radnego powiatowego Rafała Kępskiego (tego od kultowego „jest dużo niewiadomych, o których my po prostu nie wiemy”), jak co roku zrobił show: turnieje, morsowanie, zumba, Jurajska Integracja Terenowa, koncerty w MDK i Capri. Sponsorzy, podziękowania, bank liczył pieniądze, dzieci z banku pomagały - wszystko jak w bajce. Atmosfera była ciepła, zaangażowana, pełna serc. Tylko że te serca tym razem wrzuciły do puszek znacznie mniej pieniędzy.
Dlaczego zebrano mniej? W skali kraju wskazuje się kilka czynników: zmęczenie zbiórkami po 34 latach, inflację, mniejszą siłę nabywczą Polaków oraz zmianę celu zbiórki - tym razem pieniądze przeznaczono na sprzęt do gastroenterologii dziecięcej. Coraz częściej pojawia się jednak również wątek polityczny. W październiku 2023 roku, na finiszu parlamentarnej kampanii wyborczej, WOŚP uruchomiła billboardy z hasłami: „Polacy, pokonamy to zło!
Wygramy z sepsą” oraz „Walczymy z sepsą”. Oficjalnie chodziło o medyczną sepsę - śmiertelną reakcję organizmu na infekcję. Jerzy Owsiak podkreślał, że umowy na kampanię podpisano wiele miesięcy wcześniej i że akcja ma wyłącznie charakter zdrowotny. Jednak część środowisk prawicowych odczytała hasła jako metaforę polityczną.
Wskazywano na symbolikę „zła do pokonania”, na wypowiedzi Owsiaka podczas Marszu Miliona Serc w październiku 2023 roku, gdzie mówił o „systemie, który musi się skończyć”, a także na jego słowa: „Uderz w sepsę, a PiS się odezwie”. Pojawiły się zawiadomienia do PKW i prokuratury. Media prawicowe pisały o „upolitycznieniu akcji”.
Owsiak konsekwentnie odpierał zarzuty, wskazując na realny problem zdrowotny: rocznie na sepsę w Polsce umiera około 20 tysięcy osób oraz na dramatyczne braki sprzętowe w szpitalach. Polityczny podtekst odrzucał. Fatalny finał i wielka wpadka Wolontariusze kwestują pod kościołami, księża oddają datki z tacy na WOŚP, a w tym samym czasie w Jaśle doszło do dramatycznej wpadki.
Podczas występu zespołu Radion z Krosna padły fragmenty tekstu piosenki: „spalić kościoły, zburzyć meczety, połamać krzyże” (lub bardzo podobne sformułowania). Nagrania szybko trafiły do sieci i wywołały ogromne oburzenie. Tamtejsi radni miejscy (m.in. Krzysztof Czeluśniak i Zenon Gondek) oraz poseł Dariusz Matecki złożyli zawiadomienie do prokuratury i policji o podejrzeniu przestępstwa - mowy nienawiści i nawoływaniu do nienawiści na tle wyznaniowym.
Policja w Jaśle potwierdziła, że sprawę bada (były nawet interwencje już w trakcie koncertu). Lokalny sztab WOŚP i burmistrz Jasła wydali oświadczenia, w których odcinali się od treści piosenki - podkreślali, że zespół był zaproszony, ale teksty nie były wcześniej sprawdzane w ten sposób.
Pytania o przejrzystość finansów W ostatnich latach coraz więcej Polaków wyraża wątpliwości co do pełnej przejrzystości rozliczeń finansowych Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - pojawiają się pytania o to, jaka część zebranych środków naprawdę trafia na sprzęt medyczny, a jaka na inne cele fundacji, w tym organizację dużych imprez czy koszty administracyjne.
Zwolennicy Orkiestry w odpowiedzi często używają emocjonalnego argumentu: „skoro nie wpłacasz, to nie korzystaj ze sprzętu kupionego dzięki WOŚP - nie leż na łóżku od respiratora, nie korzystaj z inkubatora czy pompy”. Taki sposób myślenia świetnie obnażył youtuber Dziki Trener.
W jednym ze swoich materiałów wyjaśnił to bardzo prosto i dosadnie: Wyobraźmy sobie, że ja (lub ktokolwiek inny) zebrałem 800 tys. zł, w tym sam przekazałem 50 tys. zł na sprzęt dla dzieci chorych na białaczkę - na przykład na nowoczesny aparat do przeszczepów szpiku albo specjalistyczną aparaturę monitorującą. Czy na tej podstawie mam teraz prawo żądać od każdego, kto nie dał na tę konkretną zbiórkę ani złotówki, żeby nie korzystał z tego sprzętu?
Żeby jego dziecko nie leżało na tym łóżku, nie oddychało dzięki temu respiratorowi, nie miało szansy na przeżycie dzięki temu urządzeniu? Oczywiście, że nie, to byłoby absurdalne i moralnie chore. Pomoc medyczna nie jest abonamentem dla darczyńców, tylko dobrem wspólnym. Podwójne standardy W ostatnich latach pojawia się też argument o hipokryzji w podejściu do fajerwerków i petard hukowych.
Tradycyjne „Światełko do nieba”, czyli finałowy pokaz pirotechniczny WOŚP jest pełen huku, wybuchów i petard, co stresuje i traumatycznie wpływa na zwierzęta (psy, koty, dzikie ptaki, konie). Aktywiści praw zwierząt od lat apelują o rezygnację z hukowych elementów (zastąpienie ich laserami, dronami, mappingiem czy cichą pirotechniką).
W ten jeden dzień nikt na huk nie zwraca uwagi, jednocześnie w pozostałe 364 dni roku te same środowiska (i wiele osób prywatnych) ostro krytykują petardy sylwestrowe czy noworoczne jako „barbarzyństwo” i „torturę dla zwierząt”. Ten kontrast świetnie podsumował Marcin "Różal" Różalski (były mistrz KSW).
W jednym z ostatnich materiałów (m.in. na kanale Jaru) powiedział w skrócie coś w stylu: „Jak walczycie o prawa zwierząt i krzyczycie na petardy w Sylwestra, to dlaczego w ostatnią niedzielę stycznia nagle ten huk jest OK, bo to WOŚP i dobro dzieci? Albo huk jest zły zawsze, albo nigdy - nie da się mieć dwóch miar”. To trafia w sedno zarzutu o podwójne standardy: jedna data w roku robi z petard „symbol solidarności i dobra”, a w każdym innym dniu to samo jest złem absolutnym.
Debata wraca co finał i raczej nie ucichnie, dopóki WOŚP nie zdecyduje się na całkowicie bezhukową formułę. Spór światopoglądowy Wokół WOŚP pojawił się wyraźny spór światopoglądowy. I choć oficjalnie nikt w Myszkowie nie łączy lokalnego spadku z polityką, trudno nie zauważyć, że w mniejszych społecznościach polaryzacja często odbija się silniej niż w dużych miastach. WOŚP nadal zbiera środki na sprzęt, który realnie ratuje życie dzieci. Tego nikt rozsądny nie kwestionuje.
Tegoroczne wyniki pokazują jednak coś innego, nawet najbardziej rozpoznawalna i społecznie zakorzeniona inicjatywa może odczuwać zmęczenie, napięcia i podziały. Myszków od lat udowadniał, że potrafi bić rekordy serca. W tym roku to serce zabiło wyraźnie ciszej i słabiej. Myszkowskie wyniki pokazują, że nawet największa akcja charytatywna w Polsce może przegrać z politycznym podziałem, zmęczeniem i zwykłą niechęcią do upolityczniania pomocy.
Opublikowano: luty 2026